Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Od redakcji |

NPM 10/2015

NPM 10/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. arch. Tomasza Cylki)
Lubię ludzi z prawdziwą pasją. Tych, którzy mimo wielu przeciwności losu, potrafią dążyć do wyznaczonego przez siebie celu. Takim człowiekiem był na przykład nieodżałowany Olek Ostrowski, który rok temu zebrał pieniądze na portalu społecznościowym PolakPotrafi.pl i samotnie wybrał się na Czo Oju.

Ta wyprawa nie miała prawa się udać – bez wsparcia Szerpów, bez rozbudowanej logistyki był skazany na porażkę. A jednak, dzięki samozaparciu, odniósł sukces. Dlatego gdy zginął w tym roku, zjeżdżając na nartach z Gaszerbruma II, jego śmierć poruszyła wielu miłośników gór.

Ale swoich pasji wcale nie trzeba realizować w wysokich Himalajach. Wielkich rzeczy można także dokonać na niepozornej wysokości 450 metrów n.p.m. Jak Zbyszek Piotrowicz, który 20 lat temu zainaugurował Przegląd Filmów Górskich w Lądku Zdroju. Mogłoby się wydawać, że w tej zapomnianej przez wszystkich miejscowości żadna wielka impreza udać się nie może. A jednak w tym roku odbywa się już jej dwudziesta edycja. Dziś górskich i podróżniczych festiwali jest wiele, ale to Lądek był pierwszy. Zdarzyło się co prawda, że z powodu kryzysu finansowego impreza miała rok przerwy, a podczas niektórych edycji jej poziom pozostawiał wiele do życzenia. Ale mimo wielu przeciwności, dzięki zaangażowaniu całego zastępu społeczników, impreza nie umarła.

Dzięki ludziom z pasją nasze dzieci wiedzą także, jak wygląda czynny parowóz. Taka zabytkowa lokomotywa nie przynosi żadnych finansowych zysków, wręcz przeciwnie – tylko generuje koszty. Najprostszym sposobem na zaoszczędzenie sobie problemów byłoby złomowanie tego żelastwa i kłopot sam by się rozwiązał. Ale to zaangażowanie wielu ludzi sprawia, że w Polsce działa jedyna czynna parowozownia w Europie, a pociągi pod parą jeżdżą po nieczynnych na co dzień liniach kolejowych. Dzięki temu turyści z całego świata przyjeżdżają do naszego kraju, by zobaczyć. prawdziwe lokomotywy pod parą. W ostatni weekend wakacji miałem okazję uczestniczyć w specjalnych górskich przejazdach wokół Kłodzka i do Szklarskiej Poręby w sercu Karkonoszy. Widziałem zachwyt ludzi, którzy dotarli do Polski nawet z dalekiej Nowej Zelandii i otwarte z wrażenia buzie setek mieszkańców miast i wsi, którzy nie wierzyli, że naprawdę widzą parowóz.

Dlatego doceniajmy ludzi z pasją, zanim zaczniemy na nich narzekać. Nie szkalujmy organizatorów, bo na jakimś festiwalu były problemy z projektorem albo turystyczny pociąg z niezależnych od nich przyczyn spóźnił się dwie godziny. Bo to właśnie dzięki takim ludziom możemy poszerzać swoje horyzonty, wyjść z domu i poznać podobnych sobie wariatów, zamiast spędzać całe dnie na Facebooku.

 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też