Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

NPM 10/2008

NPM 10/2008
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. arch. Tomasza Cylki)
Kiedy w kwietniu tego roku planowałem z Piotrem Adamskim, którego znacie z łamów „n.p.m.”, wyjazd na Kaukaz, nie spodziewałem się, że latem życie przyniesie nam tak zaskakujący scenariusz. Pomijając górskie aspekty wyprawy na Elbrus, byliśmy mentalnie przygotowani niemal na wszystko: na łapówki dla milicjantów, nerwowe dyskusje z pogranicznikami i twarde negocjacje cenowe z taksówkarzami.

Zdawaliśmy sobie doskonale sprawę, że nie jest tam sielsko i spokojnie, bo po głowie chodziło wspomnienie wydarzeń z Nalczika, kiedy to w 2005 roku terroryści urządzili sobie strzelaninę i zginęło ponad sto osób. Ale że wybuchnie regularna wojna rosyjsko-gruzińska, tego w żadnym wypadku sobie nie wyobrażaliśmy.
Wylądowaliśmy na lotnisku w Mineralnych Wodach w środę 6 sierpnia, a nazajutrz wojska rosyjskie wkroczyły do Południowej Osetii. I pewnie byśmy się szybko nie dowiedzieli, że na Kaukazie jest gorąco, gdyby nie nerwowe SMS-y z Polski od przyjaciół i znajomych. Konflikt przez kilka dni stał się pierwszą informacją we wszystkich mediach, usuwając w cień nawet rozpoczynające się igrzyska olimpijskie w Pekinie. Nic więc dziwnego, że telefony komórkowe były gorące od krótkich wiadomości. Rzadko kto pytał, jak idzie zdobywanie Elbrusa, tylko czy jesteśmy bezpieczni.
Od Południowej Osetii dzieliło nas ponad 150 kilometrów w linii prostej. Wojny – poza odgłosem przelatujących nad głowami bombowców – w ogóle nie odczuliśmy, ale hasło „Kaukaz” dla wszystkich w Polsce kojarzyło się w tym roku jednoznacznie. Po raz pierwszy w życiu znaleźliśmy się w takiej sytuacji. Często nie pomagały uspokajające SMS-y ani krótkie rozmowy telefoniczne. Inni Polacy, z którymi rozmawialiśmy, czuli podobnie. Nie było dnia bez gorących pytań z Polski, a niektóre ekipy przyjeżdżały do bazy pod Elbrusem w okrojonym składzie, bo wielu rezygnowało. Pewnie i z tego względu tej wyprawy nie zapomnę do końca życia. Udane zdobycie najwyższego szczytu Kaukazu odeszło jakby w cień, bo większość pytała, czy widzieliśmy wojnę, a nie, jakie były trudności podczas wspinaczki. Ale na szczęście byliśmy na to przygotowani.
W tym numerze zapraszamy Was na Kaukaz. Nie będzie to jeszcze opis wyprawy na Elbrus, który niedawno gościł na łamach „n.p.m.”, ale zachęcamy do odwiedzin Doliny Adył-Su. Tak to się jakoś ułożyło, że polski sposób zdobywania Elbrusa jest bardzo schematyczny: najpierw Czeget na rozgrzewkę, a potem już Beczki, Prijut i atak szczytowy. A Czesi i Łotysze na aklimatyzację wybierają właśnie Adył-Su. Polecam ten rejon przed zdobywaniem Elbrusa, albo i po szczęśliwym wejściu na tę górę, gdy jest jeszcze kilka wolnych dni przed powrotem do kraju.
Ale nie samym Kaukazem żyje człowiek. 16 października tego roku przypada 30. rocznica wejścia Wandy Rutkiewicz na Mount Everest. To było pierwsze polskie wejście na dach świata, a dzielna kobieta pokonała wszystkich himalaistów płci męskiej z naszego kraju. Jej śladem poszły trzy polskie kobiety: Anna Czerwińska, Martyna Wojciechowska i Agnieszka Kiela-Pałys. Każda z nich prezentuje inny styl zdobywania gór wysokich i solidarnie oddajemy im głos na łamach „n.p.m.”. A do przypomnienia tych historii natchnął nas tegoroczny Przegląd Filmów Górskich w Lądku Zdroju, który w ostatnią sobotę września zaprasza na spotkanie Dam Everestu. Za natchnienie dziękujemy, a z wdzięczności zachęcamy do lektury reportażu o fenomenie tej jedynej w swoim rodzaju imprezy. Jak się okazuje, nie dla wszystkich mieszkańców tego uzdrowiska filmowy festiwal górski to „oczywista oczywistość”, jak mawiał pewien były premier IV RP.
 
Do zobaczenia w Lądku Zdroju i na górskich szlakach.
 
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też