Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Bośnia i Hercegowina / Bjelašnica

Nirwana po olimpiadzie

NPM 8/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
(fot. Grzegorz Grupiński)
Ani szczególnie wysoka, ani specjalnie atrakcyjna widokowo, Bjelašnica jest podobna dziesiątkom pasm na Bałkanach. O jej wyjątkowości przesądza bliskość bośniackiej stolicy. I prawdziwy klejnot – Lukomir, najwyżej położona wieś w kraju.

Luty 1984 roku. Oczy całego świata zwrócone są na jugosłowiańskie Sarajewo. Trwają zimowe igrzyska olimpijskie. Na stokach Bjelašnicy rozgrywane są konkurencje narciarstwa alpejskiego mężczyzn. 14 lutego w slalomie gigancie tryumfuje Szwajcar Max Julen. Z czasem gorszym zaledwie o 23 setne sekundy srebro zdobywa reprezentant gospodarzy – Słoweniec Jure Franko.
Osiem lat później Jugosławia już nie istnieje, a w Bośni trwa wojna. Sarajewo jest oblegane przez siły serbskie. Bjelašnica jest strefą buforową, rozdzielającą Serbów i rządowe wojska bośniackie, a w centrum narciarskim Babin Do stacjonują francuskie oddziały ONZ. To dlatego dziś, w przeciwieństwie do wielu innych gór w Bośni, Bjelašnica jest generalnie wolna od min.
Bez obaw piknikujemy więc z córkami nieopodal drogi prowadzącej przez góry do Lukomiru. Zajadamy się ostatnimi kęsami burków, kupionych na sarajewskiej Baščaršiji. W głowach przesuwają się nam wciąż obrazy z ostatnich dni. Muzeum Dzieciństwa Czasu Wojny czy Muzeum Tunelu, przez który pod lotniskiem szmuglowano żywność i pomoc humanitarną dla oblężonego miasta; liczne domy noszące jeszcze ślady zniszczeń i ostrzału. A jednocześnie – tętniące życiem, pięknie położone europejskie miasto, fascynująca orientalna starówka i pyszne jedzenie.
Teraz otacza nas pusta przestrzeń obszernej doliny, ograniczona łagodnymi wierzchołkami Bjelašnicy. Przyjemny chłodny wiatr muska trawy i kwiaty, zmniejszając upał. Panuje prawie idealna cisza i bezruch, gdzieś tam daleko widać stado owiec i szałasy. I pomyśleć, że do centrum bośniackiej stolicy mamy stąd w prostej linii ledwie 30 kilometrów.

Na krawędzi kanionu
Już sam dojazd do najwyżej położonej wsi w Bośni i Hercegowinie (ok. 1500 m n.p.m.) jest przygodą. Asfaltowy trakt zamienia się w dziurawą, kamienistą drogę, wijącą się przez Dugo Polje – krasowe pustkowie w samym sercu Bjelašnicy.
Po pikniku przy najwyższym punkcie drogi łagodnie zjeżdżamy w kierunku Lukomiru. Auto wzbija tumany kurzu, kamienie strzelają w podwozie. Mijamy skromne pasterskie szałasy i ocembrowane źródło, ozdobione pomniejszoną repliką sławnego mostu na Neretwie w Mostarze – jednej z turystycznych wizytówek kraju.
Pierwszy dom we wsi to nasza baza – Ljetna Bašta. Instalujemy się w schludnym wnętrzu kwatery i ruszamy na spacer.
Wieś stanowi zbiorowisko skromnych kamiennych domków, przeważnie krytych blachą. Wiele budynków znajduje się w stadium postępującego rozkładu. Jednak świeżo wymurowane ujęcie wody z poidłem dla bydła świadczy, że wieś wciąż jest żywa.
W parę minut dochodzimy do końca zabudowań i muzułmańskiego cmentarza. Mieszkańcy Lukomiru to wyznawcy Allaha. Obok cmentarza w nieładzie leży kilka stećków – charakterystycznych dla Bośni średniowiecznych nagrobków. Archaiczne, grubo wyciosane przed setkami lat kamienne płyty wyglądają niesamowicie na tle piętrzącej się za nimi górskiej ściany. Wielki krzyż na jednym z nagrobków kontrastuje z półksiężycami na cmentarzu.
O zachodzie słońca stajemy w punkcie widokowym na skraju wsi. Przekonujemy się, jak niesamowicie jest położony Lukomir, uczepiony skraju stromej krawędzi doliny. Tu zbocze się urywa, a setki metrów niżej płynie wąskim kanionem rzeka Rakitnica. Po jej drugiej stronie, naprzeciwko nas, rozciąga się wyniosły masyw Visočicy. Wśród gór oświetlonych ostatnimi promieniami słońca szukam najwyższego wierzchołka. To Džamija (po serbsko-chorwacku „meczet”; 1965 m n.p.m.).

Na szczycie „rozpierducha”
Jeszcze przed świtem chyłkiem opuszczam pokój, by urwać się na szybki, samotny wypad. Dzieci głęboko śpią, tak jak owce w koszarze przed domem. Odpalam silnik i toczę się żółwim tempem kilka kilometrów na Dugo Polje. W środku niczego stawiam auto –w miejscu, z którego, jak mi się wydaje, będę miał najbliżej na szczyt. Celem wypadu jest najwyższa góra Bjelašnicy o nazwie… Bjelašnica (2067 m n.p.m.).
Otaczają mnie monotonne trawiaste zbocza, a jednak czuję się podekscytowany. Nie ma żadnej ścieżki, więc idę tak, jak nogi poniosą. Ogranicza mnie tylko nachylenie terenu i długość oddechu.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też