Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Co kryją schroniskowe księgi?

Nikiformy żyją i mają się dobrze

NPM 6/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Anna i Wiktor Jesionkowie
(fot. Albin Marciniak)
Schroniskowe księgi nie umarły. Wciąż, niezmiennie od dziesiątek lat, zapisuje się w nich surowa górska rzeczywistość. Najzwyklejsze „Tu byłem” – nawet jeśli brzmi po prostu banalnie – może być przecież wyrazem dumy, rozrzewnienia, kpiny, ignorancji albo zmęczenia. A wbrew intencji autora tekstu, urasta czasami do rangi sztuki, choćby tylko prymitywnej.

Szczere, inspirowane przez samo życie wpisy w schroniskowych księgach można określić terminem ukutym przez pisarza Edwarda Redlińskiego w jego książce z 1982 roku jako tytułowe „nikiformy”. Dodajmy do tego inne skojarzenie – z naiwnym malarstwem żyjącego u stóp Beskidu Sądeckiego Nikifora Krynickiego, które mogło wydawać się niepoważne, ale z czasem okazało się, że jego wartość artystyczna i obrazująca ówczesne realia jest nie do przecenienia. Podobnie jest z wpisami do ksiąg. Jakie by nie były, szczerze odzwierciedlają swoje czasy i różnorodność gości, którą trudno rozpoznać w pozornie anonimowym tłumie w schroniskowej jadalni.
Drobnym maczkiem, kulfonami, starannym pismem czy też na wzór graffiti – w księgach pamiątkowych grafolog mógłby szperać miesiącami. Niektóre litery, stawiane dziecięcą, niewprawną ręką, bezładnie rozjeżdżają się, zajmując pół strony. Inne, choć chwieją się lekko, nanoszone drżącą, starzejącą się dłonią, stoją równo w szeregu jak od linijki. Młodzieżowe wpisy krzyczą wersalikami i emotikonami, zaś za wymyślnymi zawijasami ukrywają się refleksje osób wyuczonych kaligrafii w PRL-u. Kolejne stronice ksiąg pamiątkowych pełne są zdjęć, rysunków, dopisków, pieczątek, artykułów wyciętych z gazet oraz plakatów.
Czy schroniskowe księgi nie są dziś przeżytkiem? Oddajmy im głos: „Szkoda, że od stycznia jest przerwa (...). Bardzo lubimy czytywać schroniskowe kroniki (...). Sami też niejednokrotnie uwieczniamy się na kronikowych kartach” – czytamy w księdze ze schroniska Na Śnieżniku.
Adam, „człowiek lasu”, jak sam siebie nazywa, pisze z kolei na jednej ze stronic kroniki Bacówki na Rycerzowej w ten sposób: „Pijąc piwko, przeglądam wpisy... Bardzo to ciekawe, pouczające, dające do myślenia... Są różne, ale widać, że wszystkie są szczere, spontaniczne. Wniosek: góry czynią nas lepszymi, mądrzejszymi. Warto tu być, żyć, wracać”. I to chyba najlepsza odpowiedź na postawione wcześniej pytanie.
Księga prowadzi się sama
Nie w każdym schronisku znajdziemy księgę pamiątkową. Coraz mniej gospodarzy chce ją prowadzić, zwłaszcza jeśli są to często zmieniający się dzierżawcy.
– Ta tradycja już chyba minęła – słyszymy w Bacówce nad Wierchomlą i choć obiekt otwarty jest na nowe trendy: jogę, jedzenie wege, warsztaty survivalowe czy leśne spa, to o księgę nie ma co pytać.
Z pewnością duże znaczenie ma w tym przypadku specyfika schroniska. Tomasz Świtoń, gospodarz Andrzejówki, do której dzięki łatwemu dojazdowi samochodem zagląda inny rodzaj klientów niż choćby w trudniej dostępnych Beskidach, tłumaczy w ten sposób: – Kilka lat temu prowadziliśmy księgę gości, ale uznaliśmy, że to nie ma sensu. Kosztowała 200 złotych i szybko zapełniła się twórczością dzieci. Mieliśmy pięć stron odrysowanych dłoni albo twórczość młodzieżową z męskimi członkami na czele – tłumaczy. Jednocześnie przyznaje jednak: – Stare księgi są schowane, to jest nasza pamiątka.
Ale niektóre obiekty próbują przywrócić dawny zwyczaj. Tak jest na przykład w Bacówce na Krawcowym Wierchu, gdzie obecna księga została założona dopiero w 2015 roku. Z kolei w Bacówce na Rycerzowej kilka woluminów różnej grubości i formatu stoi na półce dostępnej dla każdego turysty. Choć noszą ślady wielu rąk, przez które się przewinęły, tętnią życiem.
– Tutaj ludzie wpisują wszystko i wszędzie – porządek chronologiczny jest mało istotny – słyszymy od obsługi schroniska. 
W prywatnym schronisku Sowa koło Wałbrzycha sprawa wygląda tak: – Księga kiedyś była wystawiona, teraz jest schowana na zapleczu. Tak jest po prostu wygodniej – tłumaczy gospodarz, Jacki Kalarus i dodaje: – Księga sama się prowadzi. Ale zdarza się, że sam coś wpisuję, jeśli komentarze przybierają formę skarg i zażaleń lub nieprawdziwych zarzutów. Wtedy trzeba to sprostować.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też