Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Stanisław Krzeptowski-Sabała

Niewyobrażalne ilości monet

NPM 4/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. archiwum Stanisława Krzeptowskiego-Sabały)
Stanisław Krzeptowski-Sabała, ratownik TOPR i instruktor nurkowania

Gdzie w Tatrach można nurkować?
W stawach i wypełnionych wodą korytarzach jaskiń, a sporadycznie także w wywierzyskach. Nie powiedziałbym jednak, że w Tatrach można nurkować, lecz raczej że prawo do nurkowania mają speleolodzy, naukowcy oraz sekcja nurkowa TOPR. Naszym poligonem jest Morskie Oko – tam szkolimy się przed nurkowaniem w jaskiniach.

A kto organizuje akcje sprzątania dna Morskiego Oka?
Przez długi czas zajmował się tym Tatrzański Park Narodowy, później TOPR. Obecnie, gdy regularnie nurkujemy tam szkoleniowo i przy okazji sprzątamy, Morskie Oko nie wymaga już takich akcji jak w latach 90.

Jak wygląda sytuacja z pozostałymi stawami?
O ile wiem, większości nikt nigdy nie sprzątał. Rozmawiamy na ten temat z TPN.

Co najczęściej wyciągano z Morskiego Oka?
Przede wszystkim monety, niewyobrażalne ilości monet. Poza tym butelki, puszki po piwie, kufle, papiery, worki foliowe, peleryny, skarpety, a nawet buty. Czego to już stamtąd nie wyciągaliśmy…

Na przykład?
Mam tu w szafce całą kolekcję obrączek i pierścionków z Morskiego Oka. Są nawet dwie – mniejsza i większa, z identycznym napisem wygrawerowanym od środka. Ktoś, wrzucając je do wody, chciał zapewne albo przypieczętować związek, albo złamać pieczęcie… Czekają u mnie na odbiór, po podaniu treści napisu. Można powiedzieć, że prowadzę Górskie Ochotnicze Biuro Rzeczy Znalezionych… (śmiech) Raz w Morskim Oku znaleźliśmy nawet łódkę. Zapewne jedną z tych, które kiedyś przewoziły turystów. Myślałem, że kolega, który pierwszy ją zauważył, żartuje sobie ze mnie. „Muszę ci zmienić sprężarkę, bo gaz, którym oddychasz, jest chyba zbyt toksyczny” – powiedziałem mu wtedy. Ale wyciągnęliśmy wiosło i dulki w celu identyfikacji. Reszta została na dnie, bo ani wydobyć ją nie byłoby łatwo, ani też nie wiadomo, co później należałoby z nią zrobić. Konserwacja, przechowanie – to wszystko generuje koszty, a łódka, leżąc w wodzie, nikomu nie szkodzi.
Podobno sterty śmieci znajdowane były też na środku jeziora.
Przed wojną śmieci ze schroniska były wywożone saniami na lód i przez przerębel wrzucane pod wodę. Nie fatygowano się jednak aż na sam środek, a dużych stert chyba nigdy nie było, gdyż lawiny schodzące do Morskiego Oka potrafią dotrzeć głęboko i przemieszać toń do samego dna. Rzeczywiście jednak w jednym z najgłębszych miejsc, w zacisznym leju, około 50 metrów pod powierzchnią wody, natknąłem się kiedyś na pryzmę starych talerzy, garnków i kubków.

Był Pan na samym dnie Morskiego Oka?
Byłem na ówczesnym dnie.

Ówczesnym?
Morskie Oko jest odkrywane sukcesywnie. Dość dobrze poznaliśmy już jego północną część, natomiast południowa wciąż stanowi białą plamę. Kilka lat temu dostaliśmy od naukowców mapę dna Morskiego Oka, przygotowaną przy pomocy jakiegoś wybitnie nowoczesnego sonaru. I co się okazało? Że jest bardzo nieprecyzyjna, nie można na niej polegać. Niewykluczone zatem, iż znajdują się tam miejsca głębsze od znanych obecnie. Nadal nie wiemy więc, co kryje najczęściej odwiedzany z tatrzańskich stawów.
Legenda głosi, że na dnie Morskiego Oka leży popiersie Franciszka Józefa…
W każdej legendzie jest okruch prawdy. Na południowym brzegu Morskiego Oka faktycznie ustawiono kiedyś tablicę pamiątkową, którą górale przypuszczalnie wrzucili do wody.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też