Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Stołowe

Niewyjaśniona zbrodnia na Narożniku

NPM 2/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Widok na krawędź urwiska Gór Stołowych z szosy Łężyce Górne – Duszniki-Zdrój (fot. Tomasz Rzeczycki)
Nasłuchałem się ostrzeżeń przewodników sudeckich o tym, jaką śmiertelną pułapką potrafi być Szczeliniec Wielki zimą. Skoro tak, to może lepiej pójść w trasę, która cieszy się złą sławą z zupełnie innego powodu? W ten oto sposób trafiłem do Łężyc, nad którymi góruje Kopa Śmierci.

Skąd się wziął pomysł wycieczki w Góry Stołowe? To stara historia, która zaczyna się, gdy jeszcze istniały dwa rodzaje budek telefonicznych: z telefonami akceptującymi tylko karty magnetyczne oraz z aparatami przyjmującymi także karty czipowe z mikroprocesorem. To wtedy moi znajomi z Katowic postanowili wybrać się na jednodniową wycieczkę w Błędne Skały i na Szczeliniec Wielki. Nic mi te nazwy wtedy nie mówiły, bo byłem początkującym turystą górskim. A że znajomym do szczęścia potrzebny był samochód, którym nie dysponowali, z moim ponad 10-letnim autem stałem się dla nich niezwykle atrakcyjny. Niestety, dwa dni przed terminem się rozchorowałem. Wycieczka na Szczeliniec Wielki była więc wykluczona. Ale Polacy zawsze znajdą salomonowe rozwiązanie. Stanęło na tym, że pożyczyłem im kluczyki i ekipa ruszyła w Góry Stołowe. Kilka dni później oglądałem z zachwytem odbitki zdjęć z zimowych Gór Stołowych, bo wtedy o cyfrowych aparatach nikt jeszcze nawet nie śnił. I słuchałem opowieści, jak to wędrowali po opustoszałym Szczelińcu Wielkim.

Znikające wioski
Po latach myślałem, aby ruszyć w ich ślady. Ale znajomy przewodnik sudecki skutecznie wybija mi to z głowy, mówiąc, że w sezonie zimowym oblodzone Piekiełko na Szczelińcu Wielkim może być pułapką bez wyjścia. Łatwo po zalodzonych schodach spaść na dno skalnej rozpadliny, a z wyjściem będzie gorzej. I jak stamtąd wezwać pomoc? Przecież w Piekiełku nikt dotąd nie zamontował budki telefonicznej. A własny telefon komórkowy?
– Ściany skalne skutecznie tłumią sygnał radiowy, nie dodzwonisz się – uświadamia mi kolega.
I nawet jeśli trochę wyolbrzymia, nie chcę ryzykować. Rezygnuję więc ze Szczelińca w zimowej odsłonie, podejmując jednocześnie decyzję, że i tak pojadę w jego okolice. Na miejscu rozpoznam warunki i wtedy postanowię, gdzie pójść.
Podróż przebiega gładko. Gdy jadę od Górnego Śląska, nad horyzontem pojawia się wał Gór Bardzkich i Gór Złotych. Uśmiecham się w myślach. Kiedy wjeżdżam do Złotego Stoku i wreszcie pod nogami, a raczej pod kołami czuję góry, bicie mojego serca znacznie przyspiesza. Oto zostawiam za plecami bezśnieżną krainę i pakuję się w górską strefę. Kolejne dziesiątki kilometrów przez Podzamek i Polanicę-Zdrój mijają mi gładko. Docieram do Szczytnej, gdzie skręcam w prawo na drogę wiodącą w Góry Stołowe. Potem jeszcze jeden skręt w prawo na szosę do Chocieszowa i wjeżdżam w Góry Stołowe! Tuż przed Cygańskim Wąwozem zamierzam skręcić w lewo, w leśną, ale asfaltową drogę ze Szczytnej do Karłowa. Niestety, przejazd jest niemożliwy. Śnieg skutecznie zniechęca mnie do forsowania tej trasy. Zawracam więc w stronę centrum miasta. Pojadę przez Złotno do Łężyc.
„Gdy widzę Łężyce, to kwicę” – na widok nazwy wsi przypomina mi się piosenka braci Golców sprzed lat. Co prawda nie o Łężyce, lecz o słodycze w niej chodziło, ale nie ma to w tym momencie większego znaczenia.
I oto jestem w punkcie wyjścia. Warunki mam rozpoznane. Niżej na zboczach śniegu jest mało, albo też w ogóle go nie ma. Wyżej mogę się spodziewać nieubitego puchu nawet na kilkadziesiąt centymetrów. Przede mną jaśnieją Skały Puchacza. Można by tam wejść i wzdłuż krawędzi urwiska iść w stronę Lisiej Przełęczy, a potem asfaltem na dół do punktu wyjścia. Wnioskując z czasów przejścia szlaku podanych na mapie, oceniam, że w sezonie letnim byłaby to prosta wycieczka na cztery godziny. Teraz może potrwać dłużej. Ale przede mną cały dzień – jest dopiero dziewiąta.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też