Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | 30. rocznica pierwszego zimowego wejścia na Everest

Niedocenione zwycięstwo

NPM 2/2010
Numer wyprzedany
Autor:
Łukasz Długowski
Everest z lodowca Khumbu (fot. Agnieszka Kiela-Pałys)
Trzydzieści lat po pierwszym zimowym zdobyciu przez Polaków Mount Everestu nie ustają kontrowersje wokół tego dokonania. Tuż po zdobyciu szczytu wejście zakwestionował Reinhold Messner. Obecnie to samo twierdzi Ralf Dujmovits, niemiecki himalaista. – Polacy ukradli sławę pierwszych zdobywców komuś, kto mógł to zrobić bez tlenu – w krytyczny sposób ocenia dokonanie Krzysztofa Wielickiego i Leszka Cichego.

Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy stanęli na Mount Evereście 17 lutego 1980 roku.
Byli pierwszymi ludźmi na świecie, którzy zimą weszli na Dach Świata. Jednak Ralf Dujmovits, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum (2009), uważa, że za pierwszego himalaistę, który dokonał zimowego wejścia na Czomolungmę, należy uznać Szerpę Anga Ritę. Wszedł na szczyt 22 grudnia 1987 roku, a przy tym nie korzystał z tlenu. Polacy w lutym wspinali się z tlenem, choć od półtora roku wiadomo było, że można się bez niego obyć.
– Nie chcę umniejszać osiągnięcia jednego z największych himalaistów wszech czasów – Krzysztofa Wielickiego. Ale dzisiaj uważam, że lepiej byłoby, gdyby wtedy odmówił wejścia na szczyt z użyciem tlenu – mówi w rozmowie z „n.p.m.” Ralf Dujmovits.

Everest niższy o dwa kilometry
Używanie tlenu podczas wejścia na Everest kwestionował już George Mallory, jeden z pierwszych eksploratorów góry. Mallory uważał, iż korzystanie ze sztucznego wspomagania nie przystoi sportowcom. Ostatecznie jednak stwierdził, że wejście na szczyt bez butli jest niemożliwe i podczas swoich wypraw sam z niego korzystał. Pierwsze wejście na Everest w 1953 roku, dokonane przez Sir Edmunda Hillary’ego i Tenzinga Norgaya również odbyło się z użyciem tlenu z butli. Przez kolejne dwadzieścia pięć lat nikt nie wierzył, że bez niego człowiek może przeżyć wspinaczkę na najwyższy szczyt świata. Tę granicę przełamał dopiero Reinhold Messner wraz z Peterem Habelerem, kiedy w 1978 roku zdobyli Everest bez dodatkowego tlenu. Wiele osób wątpiło w prawdziwość tego dokonania, ale krytycy zamilkli, gdy Messner wszedł na 8850 metrów n.p.m. (pomiar z 1998 roku, dokonany za pomocą GPS-a przez Bradforda Washburna, taką wysokość podaje się od tego czasu w atlasach) solo, bez użycia butli i pomocy Szerpów (1980).
Na wierzchołku Mount Everestu zawartość tlenu w powietrzu stanowi jedną trzecią stężenia, które występuje na poziomie morza. Dlatego większość ekspedycji decyduje się na użycie tlenu przynajmniej w tzw. strefie śmierci, czyli powyżej 8000 metrów n.p.m. Korzystanie z butli ma pozytywny wpływ na wspinacza i jakość wspinaczki, która staje się łatwiejsza i bezpieczniejsza.
– Używanie dodatkowego tlenu to nie tylko lepsza regeneracja podczas snu, szybsze tempo wspinaczki, większa koncentracja oraz mniejsza ilość popełnianych błędów, ale także, co najważniejsze, ochrona mózgu himalaisty przed zniszczeniem – mówi Robert Szymczak, lekarz wysokogórski, specjalista z zakresu medycyny ratunkowej, zdobywca między innymi Dhaulagiri.
Sprężony tlen zapobiega odmrożeniom, które powstają głównie w wyniku jego braku. Wzrasta wydajność organizmu, co w linii prostej przekłada się na szybkość wspinaczki. Mózg jest lepiej dotleniony, więc wspinacz jest bardziej świadomy tego, co robi; w sytuacji krytycznej może mu to uratować życie. Jak podkreśla Szymczak, niedotlenienie niesie ze sobą poważne konsekwencje.
 – Mózg na wysokości Everestu jest poddany granicznemu niedotlenieniu, które może spowodować upośledzenie jego funkcji podczas wspinaczki, a także pozostawić trwałe uszkodzenia – zwraca uwagę.
Jednak korzystanie z tlenu ma jedną poważną wadę – de facto zmniejsza wysokość góry, obniżając rangę dokonania. W zależności od ilości wdychanego tlenu, która może wynieść do czterech litrów na minutę, realna wysokość góry może się zmniejszyć nawet o dwa do trzech kilometrów.
– Z fizjologicznego punktu widzenia wejście na Everest z używaniem dodatkowego tlenu wcale nie jest wejściem na wysokość 8850 metrów n.p.m. – mówi Szymczak. – Jeżeli używamy dodatkowego tlenu, nasz organizm wirtualnie schodzi i wspina się na wysokości o dwa, trzy tysiące metrów niższej. Mówienie wtedy o tym, że było się na wysokości 8850 metrów, z fizjologicznego punktu widzenia nie jest prawdą.
Z tego względu wspinacze, którzy traktują himalaizm jak sport, unikają używania tlenu. Najbardziej radykalni zwolennicy tego podejścia stworzyli nową listę zdobywców Everestu. Za pierwszych himalaistów, którzy weszli na szczyt uważają nie Hillary’ego i Norgaya, ale Habelera i Messnera. Jednak wielu wspinaczy nie zgadza się z tak skrajnym poglądem:
– Ja bym jednak uznał Hillary’ego i Tenzinga za tych, którzy pierwsi weszli na Everest – mówi Artur Hajzer. – To była wyprawa eksploracyjna, a nie tylko sportowa. Natomiast, od kiedy wiadomo, że da się wejść bez tlenu, to na pewno na drogach normalnych wejścia z ambicjami sportowymi powinny być dokonywane bez niego. Everest jest jedyną górą, gdzie gotów jestem uznać fakt użycia tlenu na drogach trudnych technicznie i oczywiście zimowych. Uważam, że użycie tlenu na noclegu w obozie szturmowym nie umniejsza wielkiej sportowej wagi wejścia zachodnią granią na Everest przez Genka Chrobaka i Andrzeja Marciniaka w 1989 roku, tym bardziej Wielickiego i Cichego zimą 1980 roku – podsumowuje Hajzer.
Na osiemnastu zdobywców Korony Himalajów aż ośmiu z nich przynajmniej raz korzystało z butli podczas zdobywania szczytu. W tym gronie jest również Ralf Dujmovits. Jednak Robert Szymczak podkreśla, że wejście z butlą nie jest ujmą.
– Nie narzucałbym odgórnie wejścia beztlenowego jako jedynego wartościowego. Każdy wspinacz powinien sam podjąć decyzję co do stylu, mieć świadomość konsekwencji, jakie to ze sobą niesie dla jego zdrowia lub oceny jego dokonań – ocenia Szymczak.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Nepal

Zobacz też