Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Niech człowiek wie, że żyje

NPM 5/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
Zaduma detviańskiego krzyża nad pięknem Doliny Złomisk (fot. Grzegorz Grupiński)
Jest tu ich ponad 400. Łączą ich góry i… śmierć. Z wizytą wpadają do nich tłumy. Przyjdź i ty. Sam jestem ciekaw, co pomyślisz...

Kiedyś już tu byłem. Wstyd się przyznać przed czytelnikami „n.p.m.”, bo aż przed 18 laty. Tamtego dnia rano był Wschodni i Zachodni Szczyt Żelaznych Wrót, było czujne schodzenie jakimiś podejrzanie kruchymi żlebami i majestatyczna, pochmurna Dolina Złomisk. Biegiem przemierzyłem wtedy cmentarz i szybko stąd uciekłem, uznawszy, że to raczej atrakcja dla masowej turystycznej gawiedzi i nic poza tym.
 „Tłumy ludzi przemykały się pospiesznie pomiędzy wantami opatrzonymi różnymi tabliczkami. Nie, to nie jest »ich« cmentarz. Bo czy może być piękniejszy grób dla takiego Stanisławskiego niż Kościółek w Batyżowieckiej, tam gdzie zginął?” – zapisałem sobie wtedy w notatkach.
Dziś słońce świeci jak szalone, kiedy drepczemy asfaltem od parkingu przy przystanku elektriczki „Popradzki Staw”. Po wczorajszej wyrypie w Tatrach Zachodnich (10 godzin prosto z samochodu, 1700 m w górę i tyleż w dół) postanowiliśmy z kolegą dać sobie dzień odpoczynku. Tym razem więc jestem nastawiony zupełnie inaczej, bo dziś cmentarz pod Osterwą ma być daniem dnia. Oczekuję od niego… wypełnienia czasu, usprawiedliwienia dla braku górskiej aktywności w taką pogodę i… mam nadzieję na coś więcej.

Martwym na pamiątkę
Wraz z nami idą asfaltówką chmary ludzi. Jest weekend i chyba połowa turystów ze słowackiego Podtatrza ruszyła w głąb Doliny Mięguszowieckiej. Na szczęście większość napiera dalej, na kawę czy piwo nad Popradzkim Stawem, niektórzy może na Koprowy czy Rysy. My zaś wraz z innymi odbijamy w prawo, przy tablicy ze znamiennym napisem „Mŕtvym na pamiatku, živým pre výstrahu”.
Takie właśnie motto – bynajmniej nie chodzi o „wystraszenie”, lecz o „przestrogę” dla żywych – przyświecało pomysłodawcom Tatrzańskiego Cmentarza Symbolicznego (słow. Tatranský symbolický cintorín, Symbolický cintorín pri Popradskom plese). Ideę jego powstania wysunął gdzieś przed 1930 rokiem czeski taternik i malarz Otakar Štáfl. Pomysł wsparł Klub Czechosłowackich Turystów i w 1934 roku wybrana została ta właśnie lokalizacja: Dolina Mięguszowiecka blisko wylotu Doliny Złomisk i Popradzkiego Stawu, w limbowym gaju u podnóża zachodniej ściany Osterwy. W kolejnych latach stanęła tu urokliwa kapliczka oraz 60 krzyży, których autorem był ludowy rzeźbiarz z Detvy, Jozef Fekiač-Šumný.
Wybuch wojny nie przeszkodził w dalszych przygotowaniach. Pamiętajmy, że dla Słowaków był to czas co prawda mocno ograniczonej, ale jednak – państwowej samodzielności. Toteż 11 sierpnia 1940 roku cmentarz został oficjalnie otwarty, a w uroczystości brał udział niesławnej pamięci prezydent Słowacji, ksiądz Jozef Tiso. Pierwszymi tablicami były te przeniesione z różnych miejsc w Tatrach, poświęcone zmarłym w miejscu ich śmierci. Likwidacja obyczaju ich umieszczania – niezaprzeczalnie zaśmiecającego górski krajobraz – była jednym z zamiarów twórców cmentarza.
Przez ponad 70 lat istnienia cmentarz pod Osterwą rozrastał się, stając się jednym z popularniejszych celów turystycznych po południowej stronie Tatr Wysokich. Doczekał się i naśladownictw. W 1986 roku otwarto w Kotle Łomniczki Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór w Karkonoskim Parku Narodowym, a 20 lat później powstał w Dolinie Żarskiej Symboliczny Cmentarz Ofiar Tatr Zachodnich.

Wobec historii
Przechodzimy przez mostek na Mięguszowieckim Potoku. Pomiędzy świerkami pojawiają się pierwsze kolorowe krzyże i pierwsze tablice na wantach. Odczytujemy kolejne nazwiska i miejsca, gdzie zginęli. Słońce topi resztki porannego szronu na trawach i kamieniach. Wytworne sylwetki limb pięknie kontrastują z ośnieżonymi szczytami i błękitem nieba. Sceneria jest absurdalnie sielska – żeby nie powiedzieć kiczowata – i nic dziwnego, że migawki aparatów wszystkich zwiedzających pracują intensywnie. A przecież, chociaż to nekropolia symboliczna i nikt nie jest tu pochowany, śmierć pod Osterwą czai się wszędzie.
Na początku próbuję czytać wszystkie tablice: „Filo Kavacký, zaginął pod Gerlachem, 1967”; „Jiři Šimeček z synem Milanem, Ganek 1965”; „1995, Šeliga Ľubomír, pod lawiną w Dolinie Młynickiej”… Ale takich tablic jest tu ponad 300, z ponad 400 nazwiskami, więc rychło kapituluję w obliczu tej masy.
Jak zapewne większość odwiedzających, zaczynam rozglądać się w poszukiwaniu znanych nazwisk. A górskich sław tu nie brakuje. Jest Klimek Bachleda (1910, Mały Jaworowy, sławna akcja TOPR po rannego taternika Stanisława Szulakiewicza), z tablicą ufundowaną przez Akademicki Klub Turystyczny we Lwowie. Jest też Mieczysław Karłowicz (8 lutego 1909, lawina pod Małym Kościelcem). Upamiętnieni są nie tylko ci, którzy zostali w Tatrach. Na „himalajskiej skale”, z pięknym widokiem na przyprószoną śniegiem Grań Baszt, czytamy nazwiska słowackich himalaistów („Juraj Kardhordo – Manaslu”, „Vladimír Plulík – Broad Peak”), ale i Jerzego Kukuczki, Wandy Rutkiewicz oraz Piotra Morawskiego. Towarzyszy im tablica Wawrzyńca Żuławskiego, który w 1957 roku zginął w Alpach. „Duch jego pozostał w Tatrach”.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Słowacja

Zobacz też