Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Alpy Bawarskie / Zugspitze

Nie zrażajcie się tłumem!

NPM 10/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Marek Skowroński
Widok z wierzchołka Zugspitze na Grań Jubileuszową (fot. Marek Skowroński)
Dla Niemców to magiczna i symboliczna góra. Wejście przynajmniej raz w życiu na Zugspitze to sprawa honoru, podobnie jak dla Słowaków zdobycie Krywania, a dla Słoweńców Triglava.

Pierwsze podejście do Zugspitze (2962 m n.p.m.) uczestników grupy „Do góry nogami”, oprócz wielu perypetii logistycznych, przyniosło sromotną porażkę. Wejście w deszczu, mgle, a potem w śniegu, zostało przerwane na wysokości około 2000 metrów n.p.m., skąd trzeba było zarządzić odwrót. Wówczas podjęliśmy próbę zdobycia góry od strony austriackiej, bo Niemcy w sezonie zimowym szlak na swoją najwyższą górę zamykają. Nie byłoby to może aż tak dziwne, gdyby nie fakt, że dla naszych zachodnich sąsiadów zima jest także na… początku maja. Nawet wejście normalną drogą przez Dolinę Hollental jest wtedy niemożliwe. Tak czy inaczej nasza droga po stronie austriackiej zakończyła się tym, że przemoknięci i przemarznięci musieliśmy przełknąć gorycz porażki. Ale było pewne, że okazja do rewanżu nadarzy się raczej prędzej niż później.
Rozgrzewka
Kolejne wejście na najwyższy szczyt Niemiec planujemy w długi weekend sierpniowy. Niestety, nie uwzględniliśmy tego, że 15 sierpnia jest świętem również w Niemczech. Nie tylko na tatrzańskich szlakach w okolicach tego dnia wędrują tłumy turystów. W niemieckojęzycznych Alpach ten dzień też generuje zwiększony ruch w pobliżu górskich kurortów. A za takowy uchodzi choćby między innymi Garmisch-Partenkirchen. Miasto to na pewno jest znane wszystkim fanom sportów zimowych, a w szczególności skoków narciarskich. Tam bowiem znajduje się jedna ze skoczni, na których rozgrywane są zawody prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni. Po inaugurujących turniej zawodach w Obersdorfie (Szwarcwald) skoczkowie rywalizują właśnie w Garmisch (zawsze w Nowy Rok), by potem przenieść się do Austrii – najpierw do stolicy austriackiego Tyrolu-Innsbrucku, a potem kończą turniej u stóp masywu Dachstein w miejscowości Bischofschofen.
Nasza karawana trzech pojazdów z tuzinem osób na pokładzie, po około 10 godzinach jazdy dociera wczesnym popołudniem na camping w Garmisch. Byłoby wcześniej, ale ponad godzinę tracimy w gigantycznym korku na drodze prowadzącej w Alpy z Monachium. Tam nikt może nie ma pojęcia o tym, że 15 sierpnia to Święto Wojska Polskiego, ale dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, obchodzony tam jako Maria Himmelfahrt, wystarczy, by autostrady stanęły. Po przybyciu, zameldowaniu się i zakwaterowaniu w namiotach nikt już o tym nie pamięta. Każdy myśli wyłącznie o tym, aby się najeść.
Obiad zajmuje nam nieco więcej czasu, niż początkowo zakładamy, dlatego na rozruchową via ferratę wyruszamy około godziny 17. Celem jest wejście gdziekolwiek, żeby tylko poznać sprzęt, aby podczas ataku szczytowego nawet osoby, które nigdy wcześniej nie miały w ręku lonży, wiedziały, jak jej używać. Początkowo planujemy przejście Karwendel Klettesteig albo Mittenwalder Hohenweg, bo te dwie ferraty położone są blisko i czasowo możemy je o tej porze dnia ogarnąć. Jednak rzeczywistość dość brutalnie weryfikuje nasze zamierzenia. Ferraty bowiem może są krótkie i nietrudne, ale podejście pod nie zajmuje wiele godzin. Prowadzą one graniami i wyprowadzają na ponaddwutysięczne wierzchołki. Zamiast ferraty musimy się więc zadowolić jedynie krótkim trekkingiem, podczas którego z pobliskiego Mittenwald docieramy do schroniska Brunnsteinhutte (1560 m n.p.m.). Tym samym zapewniamy sobie przynajmniej solidną rozgrzewkę, bo około 650 metrów przewyższenia pokonujemy w nieco ponad godzinę. Tempo godne sportowców.
Pod schroniskiem zarządzamy dłuższy odpoczynek i przy niezdrowych gazowanych napojach kontemplujemy zachód słońca w Alpach Bawarskich. Mamy stąd widok na piękną grań, oddzielającą terytorium Niemiec i Austrii. Po grani tej prowadzi miedzy innymi ferrata o wycenie B/C – Mittenwalder Hohenweg przez Sulzleklammspitze (2321 m n.p.m.). Z podejścia pod schronisko widzimy też popularną wśród turystów kolejkę linową Karwendelbahn, która wywozi na Westliche Karwendelspitze (2385 m), gdzie kończy się ferrata. Niedługo potem schodzimy do parkingu i przy autach meldujemy się po nieco ponad pół godzinie. Następnego dnia ruszamy na najwyższy szczyt Niemiec.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Niemcy

Zobacz też