Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | PORADNIK / JAK ROZWIJAĆ PASJĘ DO GÓR

Nie zapomnij o tym, co najważniejsze

NPM 7/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Wojtek Szatkowski
(fot. Albin Marciniak)
Myślę, że wielu miłośnikom wędrówek przyda się kilka prostych porad, które dla mnie były i nadal są pomocne, by stale rozwijać w sobie pasję do gór. Wszystko po to, by ta niezwykła pasja nie wygasła. Dzięki temu moje podejście do gór ciągle pełne jest świeżości i otwartości.

Jeżeli zdasz sobie sprawę, że góry są Twoją pasją – a także miejscem odpoczynku po ciężkim dniu pracy, do którego tak chętnie wracasz – warto zadbać, by ona nie wyblakła i nie przepadła w wirze wiecznie ważnych spraw. Warto ją rozwijać, tak, by sprawiała nam wraz z upływem czasu i życia ciągle wielką radość i dawała potężny zastrzyk dobrej energii.

Ludzie
Pierwszym ważnym – być może najważniejszym – elementem budowania w sobie górskiego świata i górskiej pasji są ludzie. Jeżeli trafimy na właściwych, naprawdę może być wspaniale. Wtedy niestraszne nam strome żleby i wielkie ściany. Wśród wielu ludzi, których spotkałem na swojej ścieżce, kilku niewątpliwie bardzo mocno zainspirowało mnie do działania.
Na pewno był wśród nich Witold H. Paryski – wielki encyklopedysta i znawca Tatr. Pamiętam nasze spotkania w drewnianej willi pod Jasionami na Kozińcu w Zakopanem. Dzwonek, pan Witold wychodził do drzwi, witał się i zapraszał do środka. Była herbata, przeglądanie zdjęć, biograficznych teczek i materiału, który od lat zgromadzili Paryscy. Nie było tych spotkań dużo, ale dobrze je zapamiętałem. Tak jak i systematyczność oraz porządek na biurku, w dokumentacji, którego ciągle mi niestety brak. I rozmowy o ludziach gór: pełne humoru, ciekawych szczegółów i refleksji starszego człowieka z perspektywy całego jego życia.
Idący sprężystym krokiem w charakterystycznym czerwonym polarze Włodek Cywiński był moim idolem, jeśli chodzi o przewodnictwo górskie. Miał niebywałą kondycję, a do tego potrafił szczegółowo opisywać góry jak nikt inny, topograficznie Tatry miał w jednym palcu. Ale pisał w swoich przewodnikach tylko o tym, co mógł sprawdzić sam. To była jego żelazna zasada. Pamiętam, jak kiedyś podczas jednej z rozmów powiedział: – No bo wiesz, Tatry są najważniejsze. To był klucz do zrozumienia jego życiorysu. Dlatego idąc za włodkową myślą, Tatry są dla mnie najważniejsze. To nie tylko góry, to Dom, miejsce, gdzie żyję i pracuję. Zawsze chętnie w nie wracam, lubię w nich odpoczywać. Choć latem znikam raczej z Tatr na rzecz gór mniej tłocznych i bardziej przez to kameralnych.
Kto jeszcze? Wojtek Marczułajtis wciągnął moich kolegów i mnie do przewodnictwa tatrzańskiego, za co mu serdecznie dziękuję. To był kolejny stopień na drodze zbliżenia do gór. Był wspaniałym człowiekiem. Jeździł na snowboardzie, miał też szybkie, czerwone auto. Lubił dobre wino, znał doskonale historię stosunków polsko-węgierskich i w autokarze mógł godzinami o tym w sposób fachowy opowiadać.
Piotr Malinowski, pędzący na fokach w kolorowej gumie Kotłem Goryczkowym na Kasprowy Wierch, zachęcił mnie do uprawiania ski-alpinizmu. Patrzyłem na jego szybkie podejście, zakosy i też tak chciałem. Zacząłem i trzymam się tego sportu od 36 lat. Dla mnie skitury są najlepszą formą górskiej wolności. Idziesz jak chcesz i gdzie chcesz, chociaż oczywiście szanuję przepisy parkowe.
Ratownik TOPR Adam Marasek imponował mi startami w Memoriale Malinowskiego, spokojem podczas wycieczki na Gerlach, fajnym podejściem do gór, a jego młodszy kolega Edward Lichota –stwierdzeniem: „Wszystko, co robię, robię z szacunkiem dla gór”. Waldemar Czado, ratownik GOPR Bieszczady, którego poznałem kilka lat temu, jest mistrzem nawigacji w górach. Z każdego „zadupia” i przysłowiowej dziury w Bieszczadach wyciągnie narciarzy z szerokim uśmiechem, posługując się profesjonalną nawigacją. Pięknie opowiada o górach i niczego nie udaje. Roman Szubrycht, współautor przewodnika skiturowego „Polskie góry na nartach 01”, zachwycił mnie opisami Beskidu Niskiego.
Z wszystkich tych kontaktów i wielu innych wynikał kształt mojej pasji do gór. Czerpałem z nich pełnymi garściami. Ze znajomości z Włodkiem wynikła chęć dbania o kondycję oraz własne notatki. I piszę jak on, tylko o tym, co mogę w górach przejść i sprawdzić. Bez ściemniania i fałszywej nuty. Od Piotrka wyszła miłość do skiturów… Moi koledzy też inspirują mnie do treningu, by nie zostawać za młodzieżą. Krzyśki – Walo i Mazur – moi koledzy z Krakowa, Marcin Kuś z Warszawy i Kaśka z Krakowa, Hanka i Maryna – to ekipa, z którą jeżdżę w góry.
Tu ważna uwaga. Niekiedy też ludzie, z którymi zdobywamy góry, odchodzą. Musimy to zaakceptować i nie róbmy nic na siłę. Pasja nie znosi pustki, ona się więc zapełnia. Ale prawdziwi przyjaciele zostaną z nami na zawsze. Macie pewnie swoje ekipy, więc dobrze wiecie, jak to jest: rewelacyjnie podchodzimy, tak samo w dół, a po wycieczce dobrze się ze sobą czujemy – tak się budują przyjaźnie z gór.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też