Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Rowerem w góry

Nie tylko wspinaniem człowiek żyje

NPM 6/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Janusz Gołąb
(fot. Janusz Gołąb)
O enduro, włóczędze i o tym, jak się dobrze spakować, wybierając się w góry z rowerem.

Siedzę wygodnie i czytam książkę, a tu „pik”, przyszedł sms: „Oskar już po rehabilitacji kolana i wspólnie ustaliliśmy, że jedziemy na kolejną wyrypę enduro – tym razem dookoła Tatr, ale nie drogami asfaltowymi, a pasmami górskimi okalającymi Tatry”.
Trudno pozostać obojętnym na takie zaproszenie. W końcu góry to też rower. A rower górski (najlepiej ten z pełną amortyzacją, czyli full do ostrzejszej jazdy) idealnie komponuje się z górami. Mało tego, dla wielu górskich łazików rower i na przykład skituring na nowo otworzyły pewne rejony górskie, w które już dawno się nie zapuszczali. Sam zresztą, trochę z braku czasu, ale być może i motywacji, nie jeździłem tak często jak obecnie w Beskidy czy Sudety. To dzięki rowerowi udało mi się pokonać cały Główny Szlak Beskidzki im. Kazimierza Sosnowskiego, liczący 517 kilometrów, i Główny Szlak Sudecki im. Mieczysława Orłowicza o długości 440 kilometrów, a także wiele innych… Rower to wolność i przygoda, to również doskonały sposób na poznawanie nowych miejsc i wreszcie świetny trening wydolnościowy.
Przejazd 310 kilometrów dookoła Tatr zabrał nam pięć dni. Często ludzie zadawali mi potem pytania: Jak wam się udało przejechać taki kawał drogi po górach? Jak się spakowaliście? Czy mieliście sakwy, a może zdecydowaliście się na backpacking? W tym artykule postaram się przedstawić Wam kilka patentów, które są uniwersalne i, co ważne, sprawdzone w boju.

Złap flow i do przodu
Zacznijmy jednak od początku. Zanim ruszysz na rower w góry, zamów mapy, przewodnik i zgraj GPS. Kup zapasowe części. Skompletuj szpej i ciuchy. Nie przejmuj się zanadto tym, co robi z Tobą Twój rower. Bo to oczywiste, że permanentnie naraża Cię na stratę kasy i na mniejsze lub większe urazy. Przez niego nie siedzisz w barze z kumplami i nie wlewasz w siebie kolejnych browarów albo wina. Ale w zamian (często) leżysz na trawce na wysokiej hali, spocony i przegrzany do granic możliwości, cały umorusany błotem i masz wszystko gdzieś głęboko w… (czytaj: masz wolność i szczęście).
Teraz pakuj się do pociągu, autobusu, auta i jedź czymkolwiek w jedynie słusznym kierunku, czyli na południe. Czym dalej i im bardziej dziko, tym lepiej, a czy będą to Karpaty, czy Sudety, to już mniejsza z tym. Jesteś w górach, najtrudniejsze masz za sobą. Teraz będzie tylko to, co lubisz i kochasz, za czym (przecież) tęskniłeś. Przed Tobą krew, pot i błoto!
Na szlaku nie dziw się i nie przejmuj komentarzami, które zapewne usłyszysz: „I po kiego… on się tu pcha”, „Jak stąd zjedzie? Ha ha ha” albo „I po co się tak męczyć…”. To ostatnie uwielbiam najbardziej. Uśmiechaj się i mów grzecznie wszystkim „Dzień dobry”. Pełną gębą czerp z gór to, co najlepsze.
Na podjazdach kompletnie nie przejmuj się tym, że serce chce Ci z klaty wyskoczyć i masz mroczki przed oczyma. Na zjazdach bądź szybki, złap flow. Zajedź do schroniska, bacówki, kumpla i zjedz miejscowe specjały. Rusz tyłek, bo trzeba jechać dalej. Wieczorem zabiwakuj i odpoczywaj, a jeżeli jest to schronisko lub kemping, idź do ludzi pogadać. Zapytaj o ciekawe szlaki, miejscówki. A jeżeli kiblujesz w dziczy, usiądź i kontempluj.
Rano rusz przed siebie. Bez problemu powkurzaj się trochę na skwar, jaki leje się z nieba – szczególnie po tym, jak marudziłeś, że jest zimno dnia poprzedniego. Wieczorem znów zabiwakuj, rano wstań i tak przez wiele kolejnych dni. Nawet gdy będziesz miał już dosyć, wstań i coś zjedz. Wsiądź na rower, wmawiaj sobie, że jesteś świeży i że pachniesz mydełkiem fa. Jak trafisz na rzekę, wskocz do niej i się wykąp, albo poleż trochę dla ochłody w wartkim strumieniu. Ciesz się z wysiłku i coraz lepszej techniki swojej jazdy. Uzupełniaj camela perłą Karpat – tą ze źródełek i strumieni.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też