Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Alpy Bergamskie

Nie tylko dla księżniczek

NPM 1/2011
Numer wyprzedany
Autor:
Joanna Kurek
Piła od strony Bergamo - łagodne stoki i szlaki pośród bukowych lasów (fot. Joanna Kurek)
Z dachu katedry w Mediolanie rozciąga się nie tylko najlepszy widok na miasto, ale i na Alpy. Podobno przy dobrej pogodzie widać stąd nawet wierzchołek Matterhornu. Ja jednak patrzę w stronę znacznie niższych, ale równie pięknych Alp Bergamskich.

W sobotnie poranki pociągi jadące do Lecco, niewielkiego miasteczka oddalonego od Mediolanu 50 kilometrów, są wypełnione po brzegi. Wystarczy zaledwie godzina, by znaleźć się w zupełnie innym świecie. Wyjeżdżając pociągiem ze stolicy mody, koniecznie trzeba usiąść po prawej stronie wagonu, twarzą w kierunku jazdy. Dzięki temu już po kilku kilometrach zobaczymy charakterystyczne kształty.

Górska piła
Moim przewodnikiem po górze Resegone (Monte Serrada) w Alpach Bergamskich jest Agnieszka, na co dzień lekarz, a od dwóch lat także stała mieszkanka słonecznej Italii.
– Resegone znaczy piła – mówi, gdy wysiadamy z pociągu.
Swoją nazwę góra zawdzięcza ostrym, przypominającym zęby piły kształtom. W efekcie składa się na nią nie jeden szczyt, ale aż 13 wierzchołków, z których każdy ma swoją nazwę. Najniższy – Cima Redunda – ma 1559 m n.p.m., najwyższy to Punta Cermenati (1875 m n.p.m.). Alessandro Manzoni, włoski pisarz, urodzony w Mediolanie w 1785 roku, wspomina tę górę kilkakrotnie w swoich dziełach. Niedziwne, skoro dzieciństwo i młodość spędził właśnie w Lecco, z widokiem na Resegone. Masyw ten zafascynował romantycznego pisarza, a dziś – jak mówią miejscowi – zadziwia o każdej porze roku. I trudno się oprzeć temu wrażeniu, skoro jest to wyjątkowa góra o wielu obliczach. W stronę Lecco jej zbocza opadają stromo, zaś od strony Bergamo prowadzą na nią znacznie łagodniejsze szlaki wytyczone w środku pięknych bukowych lasów, rosnących do wysokości niemal 1500 m n.p.m. Jesienią jest tu kolorowo, cicho i spokojnie. Jeśli, oczywiście, nie liczyć szelestu liści, w których brnie się po kolana. Jedynym problemem wydaje się być kupno dobrej i dokładnej mapy tego terenu, gdzie znaleźć by można wszystkie 16 szlaków, udostępnionych tu turystom. Trzy z nich to ferraty: Del Centenario, Gamma Uno i Gamma Due. A gdy dołożyć do tego wszystkie nieoznakowane ścieżki, łączące wybrane szlaki, otrzymamy masyw, w którym nie sposób się nudzić.

Tylko dla ekspertów
Wspólnie z Agnieszką ruszamy w sobotni poranek na Resegone. Nie zapominamy jednak, że jesteśmy we Włoszech, słynących z dobrego jedzenia i pysznej kawy.
– Bez cappuccino nigdzie nie idę – żartuję, ale tu wszyscy traktują to śmiertelnie poważnie.
Spełnić moje życzenie niezwykle łatwo. W Lecco nie brakuje kawiarni, gdzie można napić się nie tylko cappuccino, ale i zjeść pyszne rogaliki. Dopiero po śniadaniu wsiadamy w autobus nr 5 i krętą drogą dojeżdżamy do parkingu i dolnej stacji kolejki linowej. Żółta gondola to najszybsza droga na Pizzo d’Erna (1362 m n.p.m.). Patrząc w dół, można zobaczyć niemal pionowe ściany, łańcuchy i metalowy most przerzucony między skałami. To nie droga wyłącznie dla wspinaczy, ale najbardziej efektowny wariant – via ferrata Gamma Uno – skąd masyw Resegone jest już na wyciągnięcie ręki. Wybieramy, oczywiście, wejście żelazną drogą. Jak wynika z włoskiego przewodnika, przed nami eksponowane odcinki, dostępne tylko dla osób mających doświadczenie w trudnym terenie. Po pokonaniu kilkuset metrów najpierw asfaltową drogą, później leśnym szlakiem, skręcamy w lewo za tabliczką informującą o via ferracie.
Tego dnia na wejście tym wariantem decyduje się zaledwie kilka osób. Konieczne wyposażenie to uprząż, lonża z absorberem energii i kask. Przed nami 770 metrów w pionie i 1050 metrów w linii prostej.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też