Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Jerzy Walicki

Nie sposób wszystkim dogodzić

NPM 7/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. Mariusz „Mario” Szczerba)
Z Jerzym Walickim, gospodarzem Chatki pod Niemcową, rozmawia Jakub Terakowski

Skąd pochodzi nazwa Niemcowej?
Teorii jest kilka, a każda być może po części prawdziwa. Po pierwsze, w XVI i XVII wieku osiedlano tu Niemców. Stąd germańskie nazwy kilku wsi w pobliżu, jak Szymbark – dawny Szomberg – czy Tymbark. Po drugie, ludność miejscowa, nie mogąc porozumieć się z osadnikami, nazywała ich niemowami, czyli inaczej niemcami. I wreszcie po trzecie, według archiwalnych dokumentów w XVIII wieku właścicielem okolicznych terenów był gospodarz o nazwisku Niemiec.
 
A jaka jest historia Chatki pod Niemcową?
To była stara góralska chałupa, którą w roku 1974 kupił Almatur. Właściciele pozbyli się jej ze względu na brak wody. Pierwotnie Almatur zamierzał rozebrać zabudowania i uruchomić w tym miejscu bazę namiotową, włączoną w całą sieć bardzo popularnych wówczas studenckich baz. Ostatecznie jednak gospodarstwo odnowiono i przekazano do użytku turystom. Natomiast pole namiotowe, jakkolwiek istnieje do dzisiaj, nigdy nie cieszyło się szczególnym uznaniem, gdyż ze względu na pochyłość terenu trudno rozbić się tak, aby  nie zsuwać się w dół.
 
O Chatce pod Niemcową mówi się też Szałasolot. Dlaczego?
Przez wiele lat stałym bywalcem Niemcowej był Robert Marcinkowski, z zawodu architekt, z usposobienia kompozytor i poeta. Spacerując po okolicy w pewien mglisty poranek, uległ złudzeniu, że dwa stojące nieopodal szałasy podrywają się, by poszybować ku niebu. Wrócił na Niemcową i tutaj, w tej kuchni, napisał o tym piosenkę. Ot, i cała historia.
 
A naprawdę cała historia Niemcowej zapisana jest w tych niepowtarzalnych księgach pamiątkowych…
Tak, zawierają kompletny opis dziejów chatki, ale niestety, nie mam tu wszystkich. Część przechowuje Edward Lisowski – pierwszy gospodarz chatki – a tylko niektórymi dysponuję na miejscu. Dawniej leżały w kuchni i każdy mógł do nich zajrzeć w dowolnej chwili. Nie były jednak szanowane. Zbyt często służyły jako podstawki do garnków, kartki wyrywano na podpałkę, a zdjęcia na pamiątkę, więc teraz udostępniam je na życzenie. Jeden z najciekawszych wpisów pochodzi z drugiej połowy lat 70. i podpisany jest tylko inicjałami K.W. Treść sugeruje, że jego autorem mógł być Karol Wojtyła, lecz pewności nie mamy. Edward Lisowski do dziś jednak pamięta tamtego turystę, który wyróżniał się nieprzeciętną inteligencją, elokwencją i pogodą ducha.
 
Czy chatka nadal stanowi własność Almaturu?
Już od dawna nie. W okresie tak zwanej transformacji ustrojowej chatka pogrążyła się w kryzysie. Ruch turystyczny był wówczas tak mały, że jej funkcjonowanie przestało być rentowne. W roku 1993 Almatur sprzedał ją więc przewodnikowi beskidzkiemu, Andrzejowi Rabendzie, który przez pierwszych kilka lat prowadził chatkę, a obecnie zarządza nią – za moim pośrednictwem – zza oceanu.
 
A jak Pan tutaj trafił?
Początkowo przychodziłem tu jak każdy turysta, potem zacząłem bywać pod Niemcową częściej niż inni i spędzałem tu coraz więcej czasu. Zaprzyjaźniłem się z Andrzejem, który przed wyjazdem do Stanów w 1996 roku ustanowił mnie swoim pełnomocnikiem.
 
I od tamtego czasu mieszka Pan tu na stałe?
Formalnie na stałe mieszkam w Tomaszowie Lubelskim, skąd pochodzę. Faktycznie jednak jestem tam rzadkim gościem.

(…)
 
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też