Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Tatry Zachodnie

Nie przyjeżdżam tu jęczeć

NPM 6/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Alicja Bielak
(fot. Albin Marciniak)
– Powiedz tylko, co ty tam, w tych Zachodnich, będziesz robić? – pyta uszczypliwie kolega, słysząc, jaki jest cel mojej najbliższej tatrzańskiej wyprawy. Oczywiście życzliwym drwinom, ale zawsze to drwiny, nie ma końca. Przecież w porównaniu do Tatr Wysokich tak tam jest nisko, wyjątkowo niewybitnie, brak jakichkolwiek trudności, brak ekspozycji…  

 
Kazimierz Przerwa-Tetmajer, „W Tatrach”
„Nie przychodzę tu jęczeć: jestem nieszczęśliwa!
pomocy ni litości warga ma nie żąda –
przychodzę się nauczyć jak spokój wygląda”

 
 
Oczywiście sceptyczny kolega podawał wiele poważnych argumentów, by skonstatować, że powiew „zachodniotatrzańskiej nudy” czuć aż na Nizinie Mazowieckiej. Ale nic bardziej mylnego, szczególnie biorąc pod uwagę plan przejścia Tatr Zachodnich główną granią od Grzesia, poprzez jedne z najwyższych szczytów tego rejonu, aż po Bystrą. Trasa tym bardziej kusząca, że okala Dolinę Chochołowską, jedną z największych walnych dolin znajdujących się po polskiej stronie Tatr. Tak, wiem, że było o niej ostatnio głośno z racji słynnych krokusów, o których rozpisywano się również na łamach „n.p.m.”. Ale zapewniam, że nie tylko wiosną warto tu przyjechać. Z perspektywy grani widok na nią jest spektakularny. Z kolei po stronie słowackiej towarzyszyć nam będą Dolina Jamnicka i Raczkowa, jeszcze bardziej urokliwe dzięki tamtejszym stawom.
Plan jednodniówki maksymalnie wykorzystuje to, co się da, a w szczegółach wygląda następująco: Grześ (1653 m n.p.m.) – Rakoń (1879 m) – Wołowiec (2063 m) – Jarząbczy Wierch (2137 m) – Kończysty Wierch (2002 m) – Starorobociański Wierch (2176 m) – Błyszcz (1946 m) – Bystra (2159 m). Suma przewyższeń: 2167 metrów w górę i 2403 metry w dół. Długość trasy to 27,8 kilometra, a czas przejścia to około 12 godzin.
Zdecydowałam się na nocleg w schronisku na Polanie Chochołowskiej. Jeszcze w drodze do Zakopanego liczę, że uda mi się złapać trochę światła przed zmierzchem. Niestety, ściemnia się nieubłaganie, a gdy przyjeżdżam na parking tuż przed Siwą Polaną u wylotu Doliny Chochołowskiej, wiem, że to będzie nocny spacer. Kilka minut poświęcam na przepakowanie plecaka, założenie niezbędnej czołówki i, nie tracąc ani chwili więcej, ruszam w drogę.
Nocne wędrówki do schronisk mają w sobie tę magię, która drastycznie skraca czas przejścia podany na mapach. Zatem miast po dwóch godzinach, już po godzinie z kwadransem jestem w schronisku. Muszę przyznać, że był to doskonały pomysł, bo dzięki temu rozpoczynam dzień wędrówki dopiero o siódmej rano.
Porachunki
Pierwsze trzy szczyty dzisiejszego dnia to Grześ, Rakoń i Wołowiec. Ta trasa, którą nazywam GRW, dość często gości na łamach „n.p.m.”. Szczegółowy opis znajdziecie choćby w numerze z września ubiegłego roku (nr 9/2016). Nie będę się więc nad nią szczególnie rozczulać. Wspomnę tylko, że z tym odcinkiem mam pewne porachunki, ponieważ przez kolejne dwa zimowe wyjazdy warunki pogodowe nie pozwalały mi skończyć wyprawy. Torowanie i zapadanie się w śniegu po pas, zamieć śnieżna i zerowa widoczność to wyzwania, które nie są zastrzeżone dla Tatr Wysokich – i tu, na GRW, zmuszały mnie do wycofu. Zatem dziś, w warunkach letnich, nawet jeśli spadnie śnieg, to nie będzie sięgał do pasa i wszystko musi się udać.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."