Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Nie lubię męczyć się w górach

NPM 2/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. archiwum Beaty Dutkiewicz )
Beata Dutkiewicz, gospodyni Schroniska PTTK Pasterka

Dlaczego rozmawiamy przez telefon, skoro jestem w Pasterce?
Dlatego, że dopiero gdy skończy się sezon, mogę trochę odpocząć. I właśnie odpoczywam.

Gdzie? Jak?
W Niemczech. W tym roku wreszcie znalazłam czas na przystąpienie do egzaminów na prawo jazdy kategorii A. Zdałam i z nowym dokumentem w kieszeni wyruszyłam motorem w podróż dookoła Półwyspu Iberyjskiego. Intensywnie wykorzystałam moje trzy tygodnie urlopu.

To Twoja pierwsza wyprawa motocyklowa?
Wyprawa? Tak. Pochodzę z Głowna, małego miasteczka pod Łodzią. Nie mieliśmy tam zbyt wielu rozrywek. Jako nastolatka chodziłam z rówieśnikami po lesie. Paliliśmy ogniska, ścigaliśmy się motorynkami po polach. Potem pożyczane od dziadków i wujków motory zaczęły poszerzać nasz zasięg. Część z nas pochłonęła ta pasja, a ja, chociaż poszłam inną drogą, w głębi duszy wciąż marzyłam o podróży motocyklem. W ubiegłym roku kupiłam sobie pierwszy, niewielki pojazd. Taki, którym można jeździć z prawem jazdy kategorii B. Pojechałam nim na Woodstock, bawiłam się świetnie, lecz na szosie czułam niedosyt pojemności. Zrobiłam więc prawo jazdy na większy, kupiłam BMW i ruszyłam w drogę.

Bez przygotowania, tak od razu?
No cóż, szczerze mówiąc, przed wyjazdem przejechałam na nowym motorze tylko 200 kilometrów... (śmiech). A teraz mam już na liczniku ponad dziewięć tysięcy. To była moja pierwsza tak długa wyprawa i pierwsza samotna.

Zainwestowałam w ubezpieczenie

Dlaczego samotna?
Bo nie należę do środowiska motocyklistów. Owszem, świat z perspektywy motoru podoba mi się bardziej niż zza szyb samochodu, lecz to nie mój żywioł. A nikogo z moich przyjaciół nie pasjonują silniki. Nie przygotowałam się więc do wyprawy zbyt starannie, poważnie zaczęłam o niej myśleć dopiero na tydzień przed startem. O terminie zdecydował Festiwal Górski w Lądku-Zdroju, który współorganizuję, więc nie mogłam wyruszyć przed jego końcem. Natomiast trasę zdeterminowała jesień, gdy południe Europy jest przychylniejsze motocyklistom niż północ.

Przejechałaś ten szmat drogi bezawaryjnie?
Nie udało mi się uniknąć awarii. Mój nowy motocykl jest po prostu... stary. Ma 80 tysięcy kilometrów na liczniku, a przed wyprawą zdążyłam zrobić tylko szybki serwis. Poprzedni właściciel uczciwie uprzedził mnie o słabych punktach silnika, a koledzy przygotowali listę części, które powinnam ze sobą zabrać. Zbladłam, gdy ją zobaczyłam i zamiast wypychać sakwy sprzętem, postanowiłam... zainwestować w motocyklowe ubezpieczenie Assistance... (śmiech). Inauguracyjny problem, z którym musiałam się zmierzyć, nie wymagał ubezpieczenia i z pozoru był drobny, lecz dla mnie stanowił wyzwanie. Na pierwszym postoju motocykl przewrócił się, a z bagażem był zbyt ciężki, abym mogła go podnieść. Na szczęście ktoś mi pomógł. Potem, w Hiszpanii, wraz z deszczem zaczęły mnie prześladować poważniejsze awarie. Silnik gasł, krztusił się, przerywał. Sprawdziłam, co mogłam, lecz nic nie pomogłam. W Salamance zaczął dymić... Zależało mi jednak na tym, by odwiedzić Portugalię, więc dolałam oleju i pojechałam dalej. Nazajutrz sytuacja powtórzyła się: kłęby dymu i myśl, aby zobaczyć jeszcze Kraj Basków... (śmiech). Dopiero tam zgłosiłam awarię. Dzięki niej spędziłam w nim piękne cztery dni. Nie musiałam nigdzie pędzić i niczym się martwić. Cudownie, bo Kraj Basków to jedno z moich ulubionych miejsc na świecie.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też