Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

z biegu wzięte | Piotr Hercog

Nie lekceważmy naukowców

NPM 11/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Współpraca Paulina i Wojciech Grzesiok
()
Temat ekologii, potrzeby dbania o naszą Ziemię i nieodwracalnych zmian klimatycznych, jakie na niej zachodzą, poruszane są ostatnio bardzo często. Zdajemy sobie z tego sprawę, ale tak naprawdę uważamy, że nie doświadczamy tego problemu w naszym codziennym życiu.

Ostatnio miałem okazję być na dwóch wyprawach w strefy, nazwijmy je chłodnymi. Gdzie zmiana klimatu jest widziana gołym okiem i nie trzeba żadnych naukowych dowodów, by się o tym przekonać. Wystarczy zdjęcie, czy relacja sprzed 50 lat.
Pierwszym z tych miejsc są Himalaje, a dokładniej Base Camp pod Lhotse i Everestem. O tej porze roku, po monsunie powinno być tam zimno, a obóz i słynny Icefall powinny być przykryte powłoką śniegu. Tak przynajmniej było dekady temu. A w tym roku? W Himalajach działały dwie polskie wyprawy: unifikacyjna programu PHZ na Lhotse, której byłem członkiem, i ekipa Andrzeja Bargiela, który chciał zjechać na nartach z Everestu. Wszyscy byliśmy mocno zaskoczeni, kiedy deszcz bez przerwy – czy nocą czy za dnia – obijał się o ściany namiotu. Dudniło niemiłosiernie, a kolejne dni mokrych opadów wytapiały jeszcze większe szczeliny w lodowcu. Wielkie bryły lodu aż łamały się na małe kawałki. A granica zamarzania wzniosła się aż do 6200 metrów n.p.m., uniemożliwiając jakkolwiek przejście Ice falla.
Tym samym dewaluuje się nieco poziom trudnego poruszania się w warunkach zimowych. A z drugiej strony pojawiają się nowe zagrożenia. Lite dotąd fragmenty skał, związane lodem rozluźniają się i kruszeją. Spadają zarówno pojedyncze kamienie, a nieraz i potężne lawiny kamienne. Okazuje się, że to, co do tej pory było teoretycznie łatwe, teraz jest szalenie niebezpieczne, a kruszyzna nie pozwala założyć żadnych punktów asekuracyjnych ani przelotów. Nie mówiąc już o solidnych stanowiskach.
Drugim dosadnym przykładem są postępujące zmiany klimatu na Spitsbergenie na Morzu Arktycznym. Miałem okazję być tam z Piotrem Pustelnikiem w sierpniu. O wyprawach na Spitsbergen czytamy w książkach polarników i podróżników. Byłem zatem przygotowany na temperatury sięgające minut 20, a nawet minus 30 stopni Celsjusza. Tymczasem ładna pogoda i słońce sprawiły, że wielokrotnie temperatura w ciągu dnia wynosiła około zera, a nawet i więcej. Przy lodowcach widać było wyraźnie, jak otwierają się szczeliny. Prysł czar książek o polarnikach, pionierach, którzy odkrywali te lądy.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też