Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Michał Łangowski

Nie jestem Dodą

NPM 2/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. Wojciech Sobczyk)
Z Michałem Łangowskim, liderem zespołu Cisza Jak Ta, rozmawia Jakub Terakowski

Cisza Jak Ta. Skąd nazwa Waszego zespołu?
Od nazwy drużyny harcerskiej, z której się wywodzimy. Przypuszczam, że naszego komendanta zainspirował tytuł jednej z piosenek Budki Suflera. 13 lat temu, jeszcze jako grupa „no name”, pojechaliśmy na Festiwal Piosenki Harcerskiej „Czkawa” w Gryficach. Tam zapytano nas o nazwę zespołu; ktoś odruchowo powiedział: „Cisza Jak Ta” – i tak już zostało. Przywiązaliśmy się do tej nazwy tak bardzo, że teraz Ciszakami nazywamy i nas, i naszych fanów. Początkowo graliśmy tylko covery, czyli utwory Starego Dobrego Małżeństwa, Wolnej Grupy Bukowiny, klasyki piosenki turystycznej. Później, za sprawą Mariusza Borowca i Oli Kot, w naszym repertuarze pojawiły się utwory własne. Nagraliśmy pierwszą płytę. Zaczęliśmy występować na festiwalach piosenki studenckiej i turystycznej. Jeździliśmy na Bazuny, Bieszczadzkie Anioły, Giełdę w Szklarskiej Porębie. Początkowo w ogóle nie zależało nam na zdobywaniu laurów. Najważniejsza była radość spotykania się, posłuchania innych, wspólnego śpiewania. Następna płyta okazała się już ambitniejsza i została doceniona na festiwalu YAPA 2006. Zajęliśmy tam drugie miejsce wśród debiutantów. To pozwoliło mieć nadzieję, że nasze piosenki podobają się nie tylko nam. Rok później wróciliśmy na Yapę, zaśpiewaliśmy „Miłość w Cisnej”, „Chrystusa Bieszczadzkiego” oraz „Nadzieję”.

Pamiętam, konkurencja nie miała żadnych szans…
Zdobyliśmy wówczas wielkiego szlema: pierwsze miejsce, nagrodę publiczności i laur Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Łodzi. Dopiero wtedy naprawdę uwierzyliśmy w siebie. Dołączyliśmy do projektu „W górach jest wszystko, co kocham”, zrzeszającego zespoły, które – podobnie jak my – tworzyły w górach, śpiewały o górach i tam występowały.

Kto wchodzi w skład zespołu?
Gitarzysta i magister farmacji Mariusz Skorupa, który jako jedyny występuje w „Ciszy” od samego początku, Ilona Karnicka, absolwentka psychologii, która dołączyła do nas nieznacznie później, basista Darek Bądkowski, flecistka Ola Frąckowiak – dyplomowany muzyk Szkoły Muzycznej II stopnia w Gdyni, perkusista Mateusz Wyziński, z zawodu grafik, i ja – obecny frontman. Po rezygnacji Mariusza Borowca – gitarzysty, autora piosenek i pierwszego lidera – musieliśmy podjąć decyzję: idziemy za jego przykładem i odchodzimy każdy w swoją stronę, a Cisza Jak Ta przestaje istnieć, czy też chcemy nadal występować razem. Postanowiliśmy zostać. Wtedy wziąłem na swoje barki całość organizacyjną oraz gitarę, śpiew i pisanie piosenek. Od tego czasu minęło już pięć lat.

Mieszkasz tak daleko od gór, że trudno dalej…
W Kołobrzegu.

Nie bliższe zatem byłyby Ci szanty?
Znamy szanty, lubimy, wyrastaliśmy w ich klimacie, ale… „Najpiękniej wiatr układa piach tam, gdzie nas nie ma...”.
 
Wszyscy mieszkacie nad morzem?
Tak: w Gdyni, Kołobrzegu i Stepnicy nad Zalewem Szczecińskim.

O górach przede wszystkim śpiewacie, wędrujecie po nich czy tam występujecie?
Wszystko po trosze. Rokrocznie wyruszamy w góry na tradycyjne letnie trasy koncertowe. Gramy w przygodnych miejscach, niekiedy nawet improwizując. Występujemy dla turystów, którzy akurat są w schronisku. Ostatnio byliśmy w Bieszczadach, po drodze odwiedziliśmy Chatę Włóczykija w Jamnej, potem graliśmy w Zajeździe pod Caryńską, Schronisku nad Smolnikiem, Bacówce pod Honem, Wetlinie, Chryszczatej, Balnicy, a w drodze powrotnej zajrzeliśmy do Bacówki na Rycerzowej, na zaręczyny.

(…)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też