Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Trawers Łukasza Supergana

To nie jest niedzielna przechadzka

NPM 1/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Łukasz Supergan
(fot. Łukasz Supergan )
Przejść całe Alpy. Nie jestem pewien, kiedy po raz pierwszy o tym pomyślałem, ani kiedy na serio zacząłem rozważać taki plan. Wędrówka przez największe góry Europy nawet dla doświadczonych nie jest łatwa. W tak długiej drodze może zdarzyć się wszystko i gwarancja powodzenia nie istnieje. I może właśnie dlatego chciałem spróbować?

Alpy to najwyższe góry Europy, będące jednocześnie największym, pod względem powierzchni, łańcuchem górskim kontynentu. Ich obszar odpowiada dwóm trzecim terytorium Polski. Długość – 1200 kilometrów. Są one „kręgosłupem” centralnej Europy i kształtują krajobraz wszystkich państw, w obrębie których leżą. Liczą ponad 100 czterotysięcznych szczytów i tylko ta liczba dowodzi, że długodystansowa wędrówka wśród tych olbrzymów nie jest niedzielną przechadzką.

Via Alpina
Od wielu lat wędruję po Europie. Przeszedłem kilka krajów Starego Kontynentu, a także Karpaty i Pireneje. Co wypełnia przestrzeń między nimi? Alpy. Myślałem o nich od dawna i gdzieś z tyłu głowy towarzyszyła świadomość, że ich przejście byłoby logiczną kontynuacją tamtych wypraw. W dodatku ogrom tych gór sprawia, że wędrować można na naprawdę długie dystanse, a sieć dobrych szlaków ułatwiłaby wędrówkę, przynajmniej pod względem nawigacji. Pytanie tylko, jaką trasę wybrać? Gdy zastanawiałem się nad tym, oglądając rozłożoną przede mną ogólną mapę Alp, odpowiedź nasunęła się sama: Via Alpina.
Alpy przecięte są tysiącami znakowanych szlaków. Niektóre ciągną się setkami kilometrów przez całe kraje lub regiony. Pięć z nich jest jednak wyjątkowych: tworzą one system nazywany Via Alpina (łac. „Droga Alpejska”). Jedna trasa z tej piątki obejmuje wszystkie kraje alpejskie, spinając je olbrzymią klamrą. To czerwony szlak z Monako do włoskiego Triestu. Poprowadzony szeroką pętlą znad Morza Śródziemnego, olbrzymimi zakosami prowadzi wędrowca przez osiem państw i dziesiątki masywów. Całość to niebagatelne 2631 kilometrów. Co najmniej trzy miesiące wędrówki. I to nie byle jakiej, bo wśród najwyższych szczytów kontynentu. Mimo to uznałem, że sił i doświadczenia mam dość. Po latach spędzonych w drodze byłoby to znakomite zamknięcie wędrówek przez Europę.
Powoli zdobywany zestaw map pozwolił wyznaczyć trasę. Lekki sprzęt miał zapewnić dobre osiągi i oszczędzać stawy. Potrzebowałem tylko sił i czasu, a o ten ostatni było trudno. Ostatecznie okazało się, że w jednej trzeciej szlaku muszę zrobić przerwę, by wrócić do kraju. Nie zraziło mnie to jednak. Nawet gdyby trawers Alp miał się przeciągnąć przez to do jesieni, czułem, że chcę to zrobić.

Alpy Śródziemnomorskie
Sprzęt zmniejszyłem do minimum, forma fizyczna bez zarzutu, a jednak idzie się ciężko. Początki zawsze są trudne, tu jednak mam wrażenie, jakby Morze Śródziemne nie chciało wypuścić mnie z objęć. Moje miejsce startu to Monako, miasto-państwo leżące na zboczach wapiennych wzgórz. W miejscu, gdzie łańcuch Alp wynurza się z ciemnego błękitu. Kilka zdjęć na reprezentacyjnym Place du Palais i ruszam, wypatrując znaków. Niewielkie kwadraciki z błękitną wstęgą wyznaczają przebieg Via Alpiny, choć nie przypuszczałem, jak szybko mogą zniknąć.
Gdy tylko przekraczam granice Francji, znaki są coraz rzadsze, aż w końcu ich nie ma, zostawiając mnie samego na zboczu, z widokiem na dogasające niebo i rozświetlające się miasto w dole. Kierując się bardziej intuicją niż marnymi wskazówkami z przewodnika, mijam zabudowania i wspinam się na wapienne wzgórze. Niebo jest czyste, w powietrzu wisi woal kurzu, góry na północy sięgają po horyzont. Nie ma tu lasów, więc widać wszystko naokoło. W tej suchej okolicy na skałach rośnie jedynie gąszcz ciernistych krzewów. Wędrówka w ich otoczeniu męczy. Całymi godzinami nie dają żadnego cienia.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też