Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Karkonosze i Rudawy Janowickie / Kowary i Sokoliki

To nie czary, to Kowary

NPM 10/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
(fot. Tomasz Rzeczycki)
Lubię tę atmosferę pogranicza Karkonoszy i Rudaw Janowickich. Sięgające chmur pasmo ze Śnieżką na czele spogląda z wyższością na pół kilometra niższe Rudawy. A ja chyłkiem przemykam szlakami, którymi niewielu się interesuje.

Zaczyna się mglisty i pochmurny ranek. Dzień wcześniej przyjechałem do Jarkowic, najdalej na wschód wysuniętej miejscowości polskich Karkonoszy. Przede mną 28 kilometrów wędrówki z dala od utartych tras. Zapowiada się smakowita uczta górska bez ani jednego tysięcznika po drodze. Czy znowu będę jedynym turystą na szlaku?
Ze schroniska turystycznego w Jarkowicach wychodzę o siódmej rano. Wieś jeszcze śpi, podobnie jak gospodarze tego obiektu. Schronisko położone w dolinie Srebrnego Potoku, nazywanej na niektórych mapach doliną Srebrnika, leży dosłownie u samych stóp Karkonoszy.
Zostawiam za plecami gościnny obiekt i wyruszam w stronę centrum Jarkowic żółtym szlakiem. Prowadzi on wąską ulicą, która wiosną 2013 roku została wyasfaltowana. W ten sposób cywilizacja zawitała nawet tu.
Po dwudziestu minutach marszu docieram do drogi wojewódzkiej nr 369, prowadzącej z Lubawki ku Karkonoszom. Jak się okazuje, nie tylko szlaki turystyczne zmieniają czasem przebieg. Niekiedy dzieje się to i z drogami wojewódzkimi. Tak też się stało z szosą, do której docieram. Do 2017 roku prowadziła ona na Rozdroże Kowarskie (787 m n.p.m.), a teraz wydłużona została do Przełęczy Kowarskiej (727 m). Odbyło się to rzecz jasna bez choćby jednego wbicia łopaty, a polegało jedynie na przenumerowaniu istniejącego odcinka.
Ku Przełęczy Kowarskiej zamierzam iść z Jarkowic, ale nie wspomnianą drogą, lecz niebieskim szlakiem. Prowadzi on do Ogorzelca przez pola, łąki i skrajem lasu, przez Wzgórza Bramy Lubawskiej. Kwadrans przed ósmą wdrapuję się na szeroką przełęcz pod górą Stróża (711 m n.p.m.). Dalej niebieskim szlakiem wędruje się naprawdę wygodnie. Roztacza się z niego prawdziwie sielski krajobraz.

Linia widokowo-siarkowa
Przed godziną dziewiątą docieram do Kopalni „Ogorzelec”. To okazały kamieniołom amfibolitów, pożerający Zieloną Skałkę (677 m n.p.m.), położony przy szosie z Kamiennej Góry do Kowar. Jest jedną z ostatnich czynnych kopalń na tym terenie. „Ogorzelec” zresztą zapisał się w dziejach polskiego górnictwa na dobre. To tutaj przez pewien czas funkcjonował zakład przeróbki złóż siarki, przywożonej w Rudawy Janowickie aż spod Sandomierza i Tarnobrzega. Wcześniej na okolicznych zboczach Rudaw Janowickich prowadzono też eksploatację rud uranu. Teraz ta ostatnia wioska pod Przełęczą Kowarską sprawia wrażenie sennej miejscowości, w której ruch panuje jedynie na szosie do Kowar.
Przekraczam szlakiem drogę wojewódzką i wspinam się w stronę nieczynnej stacji kolejowej w Ogorzelcu. W połowie XX wieku wywożono tędy rudę żelaza z kopalni w Kowarach. To jedna z bardziej malowniczych linii kolejowych, wijąca się serpentynami na zboczach Rudaw Janowickich. Jeździły tędy pociągi lokalne z Jeleniej Góry do Kamiennej Góry. Pasażerowie narzekali na długi czas jazdy, lecz równocześnie zachwyceni byli niespotykanymi widokami Karkonoszy i Gór Kamiennych. Jeśli spojrzeć na mapę, to tor wije się niczym wąż lub meandrująca Nysa Kłodzka. Ponad pół wieku temu doszło na tej linii do katastrofy kolejowej – w sobotę 23 lipca 1966 roku, pomiędzy Pisarzowicami a Ogorzelcem wykoleił się pociąg pasażerski wiozący dzieci na kolonie letnie. Tory były podmyte po ulewnych deszczach, więc z szyn wyskoczyła lokomotywa i kilka wagonów. Zginęli maszynista Jerzy Dyla oraz jego pomocnik Michał Mikołajewicz. Dzieciom, które z nimi jechały, nic groźnego się nie stało.

Tu nocowali towarzysze radzieccy
Szlak niebieski z Ogorzelca do Kowar przechodzi przez Przełęcz Kowarską (727 m n.p.m.). Stało niegdyś na niej, tuż przy szosie, okazałe schronisko turystyczne Schillerbaude. Po wojnie zostało szybko udostępnione, w 1946 roku miało już doprowadzony telefon. Jednak trzy lata później obiekt zniknął na długi czas ze spisu schronisk. Urządzono w nim hotel dla specjalistów ze Związku Radzieckiego, pracujących przy wydobyciu uranu. W latach 1962-1969 w budynku funkcjonowało ponownie schronisko, tym razem pod szyldem PTTK, ale niestety ze względu na zły stan techniczny obiekt ponownie zamknięto. Ostateczny wyrok wydali 16 czerwca 1973 roku Lesław Magiera i Michał Dżoga z Państwowego Nadzoru Budowlanego, którzy w protokole oględzin napisali, że obiekt należy rozebrać. Po schronisku pozostał więc pusty plac.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Karkonosze
Polska

Zobacz też