Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | 20. rocznica tragedii na Mount Evereście

Nawet śmierć ludzi nie zniechęca

NPM 5/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
(fot. MONIKA WITKOWSKA)
Mija 20 lat od jednej z największych tragedii na Mount Evereście. W maju 1996 roku w ciągu dwóch dni na najwyższej górze świata zginęło osiem osób. To na kanwie tych wydarzeń nakręcono film „Everest”, który wszedł na ekrany kin w ubiegłym roku.  

W historii zmagań z Czomolungmą, jak nazywany jest w Tybecie najwyższy szczyt świata, rok 1996 wspominany jest wyjątkowo gorzko. Łącznie zginęło wówczas 12 wspinaczy. Z tego ponad połowa w ciągu zaledwie dwóch dni – 10 i 11 maja, kiedy to nagła burza doprowadziła do śmierci aż ośmiu osób. Nigdy wcześniej tak wielu himalaistów nie zapłaciło niemal jednocześnie najwyższej ceny za marzenia o Dachu Świata. Od tamtej pory tragiczny bilans Everestu niestety wzrósł. W kwietniu 2014 roku lawina zabiła 16 Szerpów pracujących w rejonie lodospadu Khumbu. Ten smutny rekord został pobity rok później, kiedy potężne trzęsienie ziemi spustoszyło Nepal. Kataklizm śmiertelne żniwo zebrał wówczas także na Czomolungmie, przyczyniając się do śmierci co najmniej 22 osób. Jednak to wydarzenia z maja 1996 roku wciąż rozbudzają wyobraźnię i budzą kontrowersje.

Zapomniana wyprawa
Na ich temat powstały setki artykułów. We wszystkich mowa jest o ośmiu ofiarach śmiertelnych, ale niemal zawsze autorzy skupiają się na losach uczestników wypraw wspinających się od strony nepalskiej. Dzieje pozostałych osób, które zginęły w trakcie tamtych dni, przeważnie są pomijane lub ograniczają się do zdania w stylu „w tym samym czasie po drugiej stronie góry straciło życie trzech członków hinduskiej wyprawy”. Owa „hinduska wyprawa” składała się z przedstawicieli sił indyjsko-tybetańskiej policji granicznej, a wspinacze mieli dokonać pierwszego hinduskiego wejścia na Everest od północnego wschodu. Wcześniej kilka wypraw znad Gangesu podejmowało już takie próby, ale wszystkie poniosły porażkę. Teraz sukces miał zapewnić ogromny rozmach – cała ekspedycja liczyła blisko 40 osób. Sześć z nich wzięło udział w poprowadzonym 10 maja ataku szczytowym, ale kolejni alpiniści zawracali, aż po jakimś czasie wspinaczkę kontynuowali tylko Tsewang Paljor, Dorje Morup i Tsewang Samanla. Wprawdzie także im z bazy sugerowano odwrót z powodu złych warunków pogodowych, ale uwiedzeni bliskością szczytu himalaiści parli dalej. Kiedy znów połączyli się przez radio, ogłosili, że dotarli na wierzchołek Everestu. Był to ostatni kontakt z nimi. Burza, która rozszalała się 10 maja, sprawiła, że Tsewang Paljor, Dorje Morup i Tsewang Samanla nie byli w stanie dotrzeć do obozu i zmarli z powodu wyziębienia organizmu.
Pojawiają się jednak spore wątpliwości, czy ich zejście musiało się zakończyć tragedią. Otóż 11 maja szczyt tą samą drogą atakował zespół japoński –Eisuke Shigekawa i Hiroshi Hanada oraz trzech Szerpów. Mohan Singh Kohli – były prezes Hinduskiego Towarzystwa Wspinaczkowego – stwierdził, że himalaiści z Kraju Kwitnącej Wiśni napotkali jego rodaków, ale zamiast udzielić im pomocy, woleli dalej zmierzać ku szczytowi świata. Potem, już w czasie zejścia, Japończycy mieli znów zignorować potrzebujących pomocy wspinaczy. Podobne zarzuty pojawiły się w książce „Everest: The First Ascent From North (Col)” lidera hinduskiej ekspedycji, Mohindera Singha. Japończycy bronili się, twierdząc, że nie wiedzieli o zaginięciu Hindusów i nie odmówili nikomu pomocy. Podważali też wywiad, w którym Shigekawa i Hanada mieli przyznać, że zignorowali potrzebujących. Podobno taka rozmowa z dziennikarzem była niemożliwa, gdyż japońscy wspinacze bardzo słabo mówili po angielsku. Strona indyjska oficjalnie uznała te wyjaśnienia.

Zielone Buty
Tragiczny finał ekspedycji, który zbiegł się z wydarzeniami po drugiej stronie szczytu, nie jest jedynym elementem, który wyróżnia losy Hindusów spośród innych smutnych historii z Everestu. Pojawiły się bowiem wątpliwości, czy wspinacze, chwaląc się przez radio tym, że dotarli na szczyt, rzeczywiście na nim byli. Wynikały one między innymi z relacji Japończyków i z faktu, że Hindusi nie spotkali członków wypraw idących od strony nepalskiej. Jon Krakauer, dziennikarz, który był tego feralnego dnia na Evereście, przypuszczał, że Paljor, Morup i Samanla omyłkowo zatrzymali się około 150 metrów od szczytu.
W przypadkowy błąd nie do końca wierzy Leszek Cichy, który w 1980 roku wspólnie z Krzysztofem Wielickim dokonał pierwszego zimowego wejścia na Everest. – Już w tamtym czasie szczyt od strony tybetańskiej był bardzo dobrze opisany. Albo więc miało miejsce świadome fałszerstwo i ktoś powiedział, że jest na szczycie, chociaż na nim nie był, albo zaszło jakieś nieporozumienie – ocenia himalaista.

(…)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też