Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Kamienne

Nawet kelnerka odradza wycieczkę

NPM 6/2011
Numer wyprzedany
Autor:
Piotr Adamski
Dojście na Przełęcz Trzech Dolin od strony Sokołowska (fot. Piotr Adamski)
Wałbrzych. Miasto, które kojarzyło mi się zawsze ze starymi i zaniedbanymi kamienicami, a także z widokiem hałd i fabryk z okien wolno sunącego pociągu. Jednym słowem – nie zachęcało do odwiedzin. Wycieczkę po okolicy odradza nam nawet kelnerka z restauracji Ratuszowa. Wystarczy jednak wyjechać kilka minut za miasto, by znaleźć się w którymś z leżących nieopodal pasm. A tu atrakcji nie brakuje.

W planie mamy powłóczenie się po Górach Suchych. Niewysokie, urokliwe, ze znaczną liczbą stromych podejść i dodatkowo upstrzone skałkami, są najwyższym pasmem większego łańcucha – Gór Kamiennych. W samym ich sercu, na Przełęczy Trzech Dolin, leży Schronisko Andrzejówka – nasze miejsce wypadowe na nadchodzący weekend. Docieramy tu późnym piątkowym wieczorem i przy kubku herbaty nad mapą planujemy najbliższy dzień. Plany z założenia nie są ambitne. Ten wyjazd nie ma na celu walki z samym sobą, bicia rekordów czy sprawdzania i przekraczania swoich możliwości. Liczymy na przyjemny spacer po niezatłoczonych szlakach wśród rozkwitającej przyrody.

Królestwo wiatrów
Poranek jest słoneczny, lecz wieje przeszywający wiatr, który jeszcze długo po wymarszu nie pozwala się rozgrzać. Na początku spacer, który do przyjemnych nie należy.
– Odczuwalna temperatura chyba nie przekracza zera stopni – zdawkowo zauważa zza zasuniętego kaptura Agata.
Z Andrzejówki kierujemy się szlakiem żółtym w kierunku wschodnim, obierając za cel ruiny zamku Rogowiec. Początkowo maszerujemy po otwartym terenie, by po kilkunastu minutach wejść w bukowy las. Wokół nas żywego ducha – towarzyszy nam jedynie niemiłosiernie hulający wiatr. Pośród leśnego runa uwagę przykuwają śliczne białe kwiatki.
– Przebiśniegi – wyrokuję.
Jednak, jak się później okaże, jako domorosły umiarkowany znawca leśnej flory jestem w błędzie. Rozszerzając swoje horyzonty podczas czytania tablicy dydaktycznej, dowiaduję się zatem, że moje „przebiśniegi” to ni mniej, ni więcej... śnieżyca wiosenna.
Szeroką drogą trawersujemy zbocze Jeleńca (902 m n.p.m.).
– To idealne miejsce na świetną zabawę na quadzie – ironizuję. – Mam jednak nadzieję, że dziś żadnego nie spotkamy – dodaję niezwłocznie.
Powoli docieramy do ruin zamku. Tuż przed nimi rozdroże z charakterystyczną skałką – Skalną Bramą. Choć jest zdecydowanie mniej efektowna niż jej imienniczka spod szczytu Trojana nieopodal Lądka Zdroju, to ślady po biwaku i ognisku świadczą, że znalazła amatorów spędzania wolnego czasu w jej cieniu.
Z samego zamku zostało już niewiele. Zbudowany pod koniec XIII wieku Rogowiec miał swoje krótkie dzieje, by po 200 latach zostać zburzony i już się nie podnieść. Wraz z kilkoma innymi zamkami z założenia miał stanowić linię umocnień granicy księstwa świdnicko-jaworskiego z Czechami. Kilkukrotnie był siedzibą rycerzy trudniących się rozbojami i w końcu wojska Macieja Korwina zrównały go z ziemią. Pośród zarośli sterczą pozostałości kamiennych murów obronnych i baszt. Przed nami rozpościera się panorama na okoliczne pasma – na południu Góry Suche, od wschodu wyłaniają się Sowie, na północy zaś Wałbrzyskie. Wieje cały czas niemiłosiernie. Chronimy się za murkiem, być może pamiętającym czasy założyciela zamku – księcia Bolka I. I jemy drugie śniadanie.
Opuszczamy stożkowaty szczyt, na którym leży zamek, i stromo zaczynamy schodzić do leżącej nieopodal wsi. Nasz kamiennogórski spacer kontynuujemy szosą prowadzącą przez Rybnicę Małą.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też