Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Śląski

Nawet basen wybudowali

NPM 11/2008
Numer wyprzedany
Autor:
Radosław Jędrzejczyk
(fot. Radosław Jędrzejczyk)
Jesień w mieście bywa czasami bardzo przygnębiająca. Deszcz, wiatr i coraz krótsze dni wprawiają człowieka w podły nastrój. Żeby temu zaradzić, pakujemy plecaki i ruszamy w góry odetchnąć świeżym powietrzem. Rejon Klimczoka i Szyndzielni, położony w Beskidzie Śląskim, wydaje się nam idealnym miejscem na jesienny wypad.

Wichury, które szalały na Śląsku, zerwały trakcję za Czechowicami-Dziedzicami i pociąg do Bielska-Białej jedzie objazdem przez Skoczów. Postanawiamy z Kasią, że zamiast z Grodźca, do którego mieliśmy dotrzeć z Bielska-Białej, wędrówkę po Beskidzie Śląskim rozpoczniemy w Skoczowie. Z tego miasta położonego na Pogórzu Cieszyńskim wyruszamy zatem na Klimczok, a potem na Szyndzielnię.

Pisarze lubili te strony
W Skoczowie uzupełniamy w sklepach zapasy jedzenia i picia i ruszamy na trasę. Kiedy idziemy w kierunku zielonego szlaku, naszą uwagę przykuwa tablica na ulicy Mickiewicza, która upamiętnia Gustawa Morcinka. Próbuję przypomnieć sobie, co było dziełem tego pisarza.
– „Łysek z pokładu Idy” – przychodzi mi na myśl obowiązkowa lektura z podstawówki, opisująca historię konia, który pracował w kopalni.
Pięknie świecące słońce sprowadza nas nad Wisłę. Zielony szlak jest bardzo szeroki, ponieważ pokrywa się z drogą rowerową biegnącą wzdłuż brzegów najdłuższej polskiej rzeki. Maszerujemy do Harbutowic, gdzie przechodzimy przez metalową kładkę na prawą stronę Wisły. Po dwóch godzinach wędrówki docieramy do pięknie położonych nad Brennicą Górek Wielkich. Jest to ostatni bastion cywilizacji, który dzisiaj mijamy. Każda, nawet najmniejsza miejscowość lubi się szczycić tym, że na jej terenie mieszkał lub działał ktoś sławny i znany. W Górkach Wielkich taką osobą jest pisarka i działaczka społeczna Zofia Kossak-Szczucka, której muzeum znajduje się niemal w centrum wsi. Tym razem żadna lektura nie przychodzi mi do głowy, choć powieść „Krzyżowcy” często trafia się na bibliotecznych półkach.
Idziemy w stronę Zebrzydki, pierwszego szczytu, choć z racji niewielkiej wysokości lepiej mówić o wzniesieniu, które mamy dzisiaj zdobyć. Po drodze mijamy zagrodę z bardzo wychudzonymi końmi. Nie wyglądają na zaniedbane, ale widok ich wystających kości i żeber jest przerażający. Z tego, co słyszeliśmy, w Górkach Wielkich można pojeździć konno, ale mamy nadzieję, że nikt nie dosiada tych wymęczonych zwierzaków. Kiedy nabieramy trochę wysokości, rozpościera się przed nami piękny widok.
– Wita się ją z zachwytem, a opuszcza z żalem… – pisała o tej okolicy Zofia Kossak-Szczucka.
Podziwiamy Beskid Śląski i Pogórze Cieszyńskie. Przed nami Dolina Brennicy, pasmo Równicy oraz Mała i Wielka Czantoria. Asfaltową drogą opuszczamy Górki Wielkie, przechodząc pośród nowych zabudowań wdzierających się na zbocza góry, która jest przed nami. Po trzech godzinach wędrówki wchodzimy do bukowego lasu i ostrym podejściem docieramy na Zebrzydkę (579 m n.p.m.). Na kamienistym szczycie stajemy w samo południe. Moglibyśmy sobie hejnał mariacki zagrać. Niestety, zalesiony wierzchołek podobnie jak większość beskidzkich szczytów nie oferuje żadnych widoków.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też