Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Adam Gancarek

Nasz los jest niepewny

NPM 4/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. Wiktor Chrzanowski)
 Z Adamem Gancarkiem, gospodarzem bacówki w Jamnej, rozmawia Jakub Terakowski  

Dlaczego bacówka w Jamnej jest tak daleko?
Daleko? Od czego?

Od innych schronisk górskich, od głównych szlaków...
Zgodnie z ideą budowy moskałówek, bacówki te miały być oddalone od siebie o jeden dzień marszu. Tak, aby turysta mógł w nich nocować, wędrując od Karpat po Sudety. Według pierwotnej koncepcji Edwarda Moskały, kluczami do nich powinni dysponować sołtysi najbliższych wsi. Dość szybko okazało się, że wizja bazy pozbawionej stałego gospodarza jest nierealna. Bacówka w Jamnej to jeden z ostatnich obiektów wybudowanych według tego planu. Od szesnastu lat, czyli odkąd tu jestem, wszyscy próbują uświadomić mi, że nie mieszkam w górach, lecz na pogórzu.

I chyba mają rację...
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Wiem jednak też, że prawdziwy klimat miejsca tworzą przede wszystkim ludzie, zarówno gospodarze, jak i goście, a ściany domu i otoczenie są mniej ważne. Sam fakt, że schronisko stoi w górach, nie wystarczy, aby atmosfera wewnątrz była górska. Zgadza się, jesteśmy daleko od znanych szlaków. Czerwony Beskidzki omija nas szerokim łukiem, ale dla turystów odległość ta nie stanowi przeszkody. Odwiedzają nas pomimo niej, a niektórzy wręcz właśnie dlatego, że Jamna znajduje się na uboczu. Dla wielu osób jest to jej atutem.

Tym bardziej, że lokalnych szlaków tu nie brakuje.
Sam sfinansowałem wytyczenie dwóch. Bacówka jest idealną bazą wypadową dla zwiedzających Pogórze Rożnowskie. W pobliżu prowadzą trasy dostępne dla rodzin z dziećmi, tutaj najłatwiej zachęcić je do wędrowania po górach. Przez Jamną wiedzie też kilka szlaków rowerowych, niebywale atrakcyjnych, lecz mniej wymagających niż beskidzkie.

Brzmi jak reklama, redakcja nam tego nie przepuści...
Nie reklamuję bacówki, lecz o niej opowiadam. Nic na to nie poradzę, że ma swoje zalety, chociaż oczywiście nie jest wolna od wad. Została wybudowana przez Karpacki Oddział PTTK i od początku przynosiła straty, przekazano ją więc gminie Zakliczyn. Zmiana właściciela nie pomogła, nadal była deficytowa. W 1995 roku odstąpiono ją Uniwersytetowi Adama Mickiewicza w Poznaniu. Budynek był w opłakanym stanie technicznym, remont trwał niemal dwa lata. Bacówkę uroczyście otworzyliśmy z żoną w lipcu 1997 roku i od tamtego czasu funkcjonuje nieprzerwanie.

Dlaczego Jamną zarządza uczelnia z Poznania? Są przecież znacznie bliższe.
Ponieważ na sąsiednim pagórku stoi Dom Świętego Jacka, czyli ośrodek duszpasterstwa akademickiego poznańskich ojców dominikanów. Przez wiele lat mieszkał tam słynny ojciec Jan Góra (organizator Ogólnopolskich Spotkań Młodych pod Bramą III Tysiąclecia na Lednicy – przyp. red.). To właśnie on zaproponował uniwersytetowi przejęcie bacówki.

A Pan jak tutaj trafił?
Za sprawą duszpasterstwa. Dominikanie zauważyli mnie podczas nieoficjalnej wizyty papieża w Skoczowie, latem 1995 roku. Jan Paweł II podróżował wtedy po Czechach, lecz na moment przekroczył też polską granicę. Pracowałem wówczas w kuchni polowej, gotując dla 350 osób. Kilka lat później dowiedziałem się, że korzystnie zwróciłem na siebie uwagę braci, gdy cała obsługa kuchni zniknęła na wieść o tym, że Ojciec Święty pojawił się w pobliżu. Wszyscy pobiegli go przywitać i tylko ja pozostałem z chochlą na stanowisku, karmiąc wygłodniały tłum pielgrzymów... (śmiech). Dominikanie zasugerowali władzom uczelni, abym poprowadził bacówkę, ponieważ ich zdaniem nadawałem się do tego najlepiej. Nie wahałem się ani chwili, bo pięć lat wcześniej, podczas mojej pierwszej wyprawy po Bieszczadach, zakochałem się w moskałówkach bez pamięci. Gdy więc z daleka zobaczyłem charakterystyczny dach bacówki w Jamnej, decyzję podjąłem już przed wejściem do środka... Przyjechaliśmy tu z żoną na miesiąc miodowy. Na początku obiekt dofinansowywano słabo, a senat uczelni bacznie patrzył nam na ręce, nie wiedząc, czy wybór gospodarza może uznać za trafny.

(...)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też