Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Narciarstwo Wolności

Najważniejsi są ludzie

NPM 11/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Autor:
Wojtek Szatkowski
()
Sto dni w górach, sto wycieczek na nartach i sto różnych zjazdów. 1046 kilometrów pokonanych na nartach skiturowych i 55 501 metrów przewyższeń. Tak wygląda statystyka projektu „Narciarstwo Wolności”. Co było w nim najważniejsze? Góry, przestrzeń pokonana na nartach, wielki błękit na niebie, widoki, wolność, ale zwłaszcza ludzie, którzy w nim wzięli udział. „Tęsknota za włóczęgą po nocy, po dniu Jak pies się na łańcuchu przyzwyczajeń miota, I oto znów się budzi z zimowego snu Zew zwierzęcy i dziki, co wabi za wrota”                           (Jack London, „Zew krwi”)

Przygotowania
Patrząc na projekt „Narciarstwo Wolności” z perspektywy kilku miesięcy od jego zakończenia, stwierdzam, że najważniejsze były w nim trzy elementy: ludzie, góry i wolność. W tej właśnie, a nie innej kolejności. Pomysł na „Narciarstwo Wolności” powstał zupełnie spontanicznie przed rokiem, po tym, jak znany himalaista i skialpinista Andrzej Bargiel oświadczył, że chce zjechać na nartach z K2 (Chogori, 8611 m n.p.m.) w Karakorum, jako pierwszy człowiek na świecie.
Ja nie mam takich możliwości i aspiracji, ale wymyśliłem projekt, który byłem w stanie zrealizować. Chciałem, by miał on wydźwięk patriotyczny, dlatego postanowiłem zrealizować go na 100-lecie odzyskania niepodległości przez Polskę. Rozpocząłem przygotowania latem 2017 roku treningiem i budowaniem kondycji. Były długie wycieczki w Tatrach, pobyt w Bieszczadach, wieczory z mapą, połączone ze starannym planowaniem i wyborem szczytów do projektu, montowaniem ekipy i poszukiwaniem sponsorów. Bartek Witkowski narysował piękne logo projektu, przypominające skręty na nartach w biało-czerwonych barwach. Można zaczynać!
Pierwsze było wyjście na Polanę Tomanową Wyżnią, z Hanią Gąsienicą-Daniel, 2 listopada ubiegłego roku. Wczesna zima sprawiała wrażenie, że tam na górze mi sprzyjają i chyba tak było. Zima 2017/2018 była jedną z najlepszych w ostatnich latach. Długa, mroźna i śnieżna. Zakończyłem projekt 1 maja zjazdem z Niżnich Rysów (2430 m n.p.m.), które okazały się najwyższym szczytem projektu. W sumie na jego zrealizowanie, łącznie z nocnymi treningami i kilkakrotnymi wejściami na niektóre szczyty, bo i takie były, poświęciłem około 100 dni. Każdy szczyt w projekcie był oczywiście liczony tylko raz. Z każdego z nich zjechałem na nartach, choć z kilku na wiosnę musiałem jednak znieść narty i rozpocząć zjazd kilkadziesiąt metrów poniżej szczytu. Ale wszystkie te wejścia były w pełni skialpinistyczne. W sumie wyszły 144 szczyty i 47 przełęczy polskich gór. Samochodem, dojeżdżając do różnych grup górskich, przejechałem trasę o długości około dwóch tysięcy kilometrów, a autobusem tysiąc.
Odwiedziłem też na trasie miejsca związane z rocznicą naszej niepodległości: cmentarze żołnierskie z czasów pierwszej wojny światowej w Beskidzie Niskim, na których spoczywają legioniści, pomnik na wzgórzu Betlejemka w Cisnej, miejsce ciężkich walk z sotniami UPA, a na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem symboliczny grób Mariusza Zaruskiego, narciarza, taternika, założyciela i pierwszego naczelnika TOPR. Odwiedziłem Bieszczady Wysokie i Zachodnie, potężny masyw Chryszczatej, Beskid Niski, Gorce, Pogórze Gubałowskie, Podhale, Tatry Wysokie i Zachodnie, Magurę Witowską i Karkonosze.

Ulubione Bieszczady
W tym projekcie nie mogło zabraknąć moich ukochanych Bieszczadów. Drugi tydzień stycznia tego roku poświęciłem na zdobywanie w Bieszczadach Zachodnich 19 szczytów, na niektóre wchodziłem po kilka razy, bo tak ciekawe i długie były z nich zjazdy (Osina – wspaniała północna ściana, Jasło na Przysłup, Paportna zachodnią ścianą, Hon do bacówki pod Honem). Mieszkaliśmy w cudownym miejscu – „Przystanku Cisna” Kasi i Andrzeja Rozmysłowiczów. Leśne szczyty Bieszczadów Zachodnich zawsze będę uważał za ostatnią granicę mojej skiturowej wolności. Dzikie lasy, pełne śladów zwierzyny, ciekawe polany i punkty widokowe, wspaniałe śniegi – to magia skituringu w tych górach.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też