Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Anna Figura

Najlepsza dieta to omlety babci Stasi

NPM 9/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. archiwum Anny Fgury)
Z Anną Figurą, mistrzynią świata i Europy w narciarstwie wysokogórskim, rozmawia Jakub Terakowski

Jest taki dom przy Drodze Oswalda Balzera, po prawej stronie, tuż przed przejściem granicznym na Łysej Polanie…
To mój dom rodzinny – leśniczówka, tuż za tabliczką „Małopolskie żegna”.
 
„Małopolskie żegna”? A co znajduje się po drugiej stronie tabliczki? W którym województwie stoi Twój dom?
(śmiech) To ziemia niczyja, wyjęta spod wszelkiej jurysdykcji, od lat planujemy ogłoszenie niepodległości… A poważniej: to tablica informacyjna, nie wyznacza administracyjnej granicy, po drugiej stronie znajdują się Tatry.
 
Tatry za płotem… Raczkowałaś tam?
Oczywiście. Gerlach zdobyłam jeszcze przed urodzeniem, mama wybrała się tam ze mną w trzecim miesiącu ciąży. Wszystko zaczęło się w tym domu na Łysej Polanie. I nadal często tam bywam.
 
„Normalnych” turystów pytamy, po co chodzą w góry. Ty, zamiast – jak każdy „normalny” turysta – chodzić, biegasz. Po co? Nie lubisz gór? Chcesz jak najszybciej wrócić z nich do domu?
Biegać zaczęłam, trenując skialpinizm. Nie mieszkam w Alpach, nie mogę więc od maja do września jeździć na nartach. Formę zatem utrzymuję, biegając po górach. Dopiero z czasem zorientowałam się, że biegam tak dużo, iż sezon letni jest dla mnie równie ważny jak zimowy, więc zaczęłam startować także latem w biegach górskich. Czuję się jednak przede wszystkim skialpinistką, biegaczką nie jestem. Biegam brzydko technicznie, popełniam błędy. Ale w skialpinizmie jestem dobra, odnoszę sukcesy. Lubię i podchodzenie, i graniówkę, i zjazdy. Natomiast w bieganiu lubię tylko wbieganie, nienawidzę zbiegać.
 
Dlaczego?
Zbieganie mnie męczy, powoduje ból kolan. Jeżeli tylko mogę wbiec i zjechać kolejką, to chętnie korzystam.
 
Odwrotnie niż  „normalni”  turyści.
Do czasu, nikt chyba nie lubi, gdy palce wbijają mu się w przód buta.
 
Sukcesy odnosisz nie tylko w skialpinizmie. Nieprzypadkowo nazywają Cię Królową Elbrusa…
Litości! Ktoś to kiedyś wymyślił, poszło w świat i niestety zostało. Nie wracajmy do tego.
 
Wróćmy zatem do początków Twojego biegania.
Zaczęło się od wyjazdu na Pik Lenina, tam okazało się, że zaskakująco dobrze czuję się na dużych wysokościach. Nigdy wcześniej nie miałam okazji tego sprawdzić. Mój trener, Jacek Żebracki, zaproponował wykorzystanie tych predyspozycji. Planował już wówczas bieg na Mont Blanc z Chamonix i zaprosił mnie.
 
Wbiegłaś?
Tak.
 
 
(…)
 
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też