Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Flesz |

Nadzieja dla ruin w Lanckoronie

NPM 3/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
Pozostałości zamku w Lanckoronie (fot. Andrzej Otrębski)
Kiedyś o Lanckoronie słyszeli choćby turyści, którzy masowo jechali pociągami do Zakopanego. Jedna z kilku węzłowych stacji na trasie z Krakowa pod Tatry nazywa się bowiem Kalwaria Zebrzydowska-Lanckorona. Dziś ma to już mniejsze znaczenie, ponieważ ruch turystyczny przeniósł się z torów na drogi, bo nawet w korkach czas przejazdu autem jest o połowę krótszy. Ale o Lanckoronie nie warto zapominać, bo to wyjątkowo malownicza miejscowość na pograniczu Pogórza Wielickiego i Beskidu Makowskiego (zwanego Średnim).

Miejscowość położona jest niebagatelnie, bo na zboczu Lanckorońskiej Góry na wysokości około 400 m n.p.m. Charakterystyczny pochyły rynek, spuścizna dawnych praw miejskich, to idealne miejsce na spotkanie czy podziwianie drewnianej architektury albo ciekawych widoków. Ustawiony w kierunku południowo-zachodnim rynek jest bowiem znakomitym punktem obserwacyjnym na rozległe pasma Beskidu Makowskiego. Niestety, wśród drzew trudno dostrzec ruiny zamku. Obiekt ten po rozbiorach przestał pełnić funkcje militarne i dlatego popadł w ruinę, a jego najbliższe otoczenie dosłownie zarosło. Ale jest nadzieja.
Władze lokalne na 2015 rok przeznaczyły środki na przygotowanie planów rewitalizacji zamku, w tym na wybudowanie wieży widokowej. Jeśli projekt otrzyma dodatkowe wsparcie unijne, obiekt od blisko 100 lat skryty w lesie zyska nie tylko bardziej atrakcyjny wygląd, ale także stanie się najlepszym punktem widokowym w regionie. Z wysokości około 450 m n.p.m. będzie można podziwiać słynne w skali Europy dróżki Kalwarii Zebrzydowskiej wpisane do rejestru UNESCO, położone na zachód od Lanckorony. Wtedy wszyscy delektować się też będą charakterystycznym pofałdowanym krajobrazem Pogórza z mozaiką pól i lasów mieniących się różnymi barwami w zależności od sezonu. Umożliwi też podziwianie najwyższych partii Beskidu Makowskiego, Żywieckiego i Małego. Jeden rzut oka pozwoli ocenić pogodę na Babiej Górze i szanse kolejnej wycieczki. Trzymajmy zatem kciuki, aby nie skończyło się na zwyczajowych deklaracjach.    
Andrzej Otrębski

----------------

Obrazek z Wysp (Wul)Kanaryjskich
Skrawek Afryki w Unii Europejskiej, czyli hiszpańskie Wyspy Kanaryjskie, zachwycić mogą na wiele sposobów. Są tam zarówno niebosiężne masywy górskie sięgające alpejskich wysokości, jak i nie mniej okazałe wygasłe wulkany niższe od Gór Kaczawskich. Właśnie do tych drugich zalicza się stary wulkan La Corona (609 m n.p.m.) na wyspie Lanzarote. Położony u jego podnóża tunel wulkaniczny, którego fragment udostępniono do zwiedzania, jest zarazem najdalej na wschód wysuniętą atrakcją turystyczną archipelagu. Dalej jest już tylko Ocean Atlantycki i brzeg Maroka.
Miejsce to, znane jako Jameos del Agua, znajduje się w północno-zachodnim zakątku wyspy Lanzarote, niedaleko miasta Haría, tuż obok skrzyżowania głównej szosy wyspy LZ-1 z drogą LZ-205. Geograf powiedziałby, że jest to przylądek Punta Usaje. Chociaż na szczyt La Corony można wejść szlakiem turystycznym z położonej na południe od niego miejscowości Máguez, to większą popularnością cieszy się tunel wulkaniczny u podnóża góry. Nic dziwnego: na szczyt nie da się wjechać autokarem turystycznym, a pod tunel owszem.
Swoje piętno na wyglądzie wulkanicznego tunelu odcisnął César Manrique Cabrer, hiszpański rzeźbiarz i architekt żyjący w XX wieku. To on zaprojektował nie tylko symbol graficzny wulkanicznego Parku Narodowego Timanfaya na wyspie Lanzarote, lecz również podziemną salę koncertową w wulkanicznej grocie, będącej niejako przedłużeniem fragmentu tunelu ciągnącego się niegdyś od La Corony. Część podziemia zalana jest wodą; schodzi się tam po dosyć wygodnych schodach, a trudu jest przy tym niewiele więcej niż przy zejściu od schroniska PTTK do brzegu Morskiego Oka.
Podobno tunelem, którego część stropu zarwała się w przeszłości, płynęła niegdyś lawa z wnętrza wulkanu do oceanu. Teraz płynie nim strumień pieniędzy od turystów kupujących bilety, by sprawdzić, jak to wszystko wygląda od środka. Ci zaś, którzy będą marudzić, że miejsce to leży nie tak wysoko nad poziomem morza, niech swoje pretensje kierują wprost do wulkanów. To dzięki ich działalności Wyspy Kanaryjskie wyrosły z dna oceanicznego na taką, a nie inną wysokość.
Tomasz Rzeczycki


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też