Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Sądecki

Nadpopradzki cykl tworzenia

NPM 6/2015
Numer wyprzedany
Autor:
Michał Parwa
Pasterskie pozostałości przy niebieskim szlaku z Hali Łabowskiej (fot. Michał Parwa)
Na szlakach, przy zamkach, w pijalniach i pod wyciągami toczy się walka. Bitwa za potyczką, batalia za szturmem w pogoni za sercem i portfelem turysty. Schroniskowym everymanem ceniącym sobie na równi wygodę krynickiej gondoli i poezję śpiewaną przez Wojtka Bellona. Z pozoru dwa różne światy trwają w symbiozie nad Popradem szumiącym od wieków między szczytami Sądecczyzny.

Dzieje Beskidu Sądeckiego mogłyby posłużyć za scenariusz na kilkusezonowy, epicki serial. To coś więcej niż tylko kamienie milowe beskidzkiej historii niesione wiatrem przez sąsiednie pasma. Tutaj także dotarli Wołosi, grasowały zbójnickie bandy, a w lasach ukrywały się oddziały partyzantów. Ale żaden inny region górski nie może się pochwalić chociażby Państwem Muszyńskim, istnym zagłębiem uzdrowisk, czy też Nikiforem Krynickim. W przeciwieństwie do pobliskiego Beskidu Niskiego wśród miejscowych dolin dopełniło się zacieranie przeszłości. Dominujący niegdyś język łemkowski praktycznie wyszedł z użytku. Po serii wysiedleń polscy chłopi przejęli ziemię Rusinów Karpackich, a cerkwie krok po kroku przekształcono w parafie rzymskokatolickie. Co w takim razie pozostało, skoro nie ma już zapachu chyż i Jana Kiepury spacerującego po parku zdrojowym? Wystarczyło jedno pokolenie, by wokoło wyrosły centra narciarskie, ogrody sensoryczne, hotele SPA i wyremontowane schroniska kuszące zajęciami jogi z widokiem na Tatry. Tak, aby w małej ojczyźnie wód mineralnych, gdzie miasta lokował król Kazimierz Wielki, każdy znalazł coś dla siebie. Na te zmiany reaguje również przyroda. Nieużywane hale odchodzą w zapomnienie, ustępując miejsca gęstym lasom. W ślad za tym spełnia się marzenie hrabiego Adama Stadnickiego, który na 11 tys. ha swoich lasów zakładał rezerwaty, dążąc do zachowania obrazu pierwotnej Puszczy Karpackiej. 
W trakcie przemian, wojen i zmian ustrojowych jedyną niewzruszoną pozostała topografia. Beskid Sądecki niezmiennie dzieli się na dwa główne pasma: Radziejowej i Jaworzyny, ustawione koło siebie równoleżnikowo. Całość dopełniają rzadko odwiedzane Góry Leluchowskie oraz Góry Lubowelskie (słow. Ľubovnianska vrchovina), jak niektórzy autorzy mianują słowacką część Pasma Radziejowej. 
Osią i spoiwem łączącym ten wielki kompleks jest rzeka Poprad. Nadaje ona okolicy charakter, kształt, a niekiedy nazwę, gdy przed laty wszystko wokół zwykło się określać Beskidem Nadpopradzkim. Swój bieg zaczyna w Tatrach Wysokich, by po ponad 100 kilometrach uformować malownicze meandry oplatające graniczny przysiółek Łopata Polska. Nieco dalej rozcina grzbiety opadające do Piwnicznej-Zdroju, czasem dając się ujarzmić flisakom. Od jej nurtu bije harmonia trzymająca w ryzach ludzi, faunę i florę. Ciągnie się przez nowe pensjonaty, ujęcia wód, stacje narciarskie po gawry niedźwiedzi, buczynę i zdziczałe szczyty. Gdzieś pośrodku władza człowieka przeistacza się w królestwo natury chronione Popradzkim Parkiem Krajobrazowym – jednym z najpiękniejszych i najbogatszych przyrodniczo w Polsce. Dlatego urlop w tym zakątku kraju warto zagospodarować w zgodzie z dalekowschodnią sztuką planowania przestrzeni. Posłuży nam do tego pięć żywiołów feng shui przeniesionych na subiektywną propozycję pięciu wędrówek po najsłynniejszych szlakach. Drzewo, ogień, ziemia, metal i woda to bogactwa, dziedzictwo i współczesność tej ziemi, gdzie każdy z elementów oddziałuje na siebie wzajemnie. Wystarczą plecak, dobre buty i właściwa kolejność, by nie zakłócić tzw. cyklu tworzenia.

Rogasiowy gościniec
Na warsztat jako pierwsze idzie drzewo. A jeśli już o drewnie mowa, to koniecznie o tym z doliny Wielkiej Roztoki. Najdłuższy z polskich lewobrzeżnych dopływów Popradu skrywa się pod płaszczem olbrzymiego systemu leśnego. Na szczególną atencję zasługuje rezerwat Baniska, utworzony w 1919 roku przez wspomnianego hr. Stadnickiego, aby ocalić pierwotny fragment lasów roztoczańskich. Gęsty dywan rozłożony na północnych stokach Radziejowej (1262 m n.p.m.) składa się z tysięcy buków, jaworów, świerków i jodeł. Dość powiedzieć, że garstka z nich kiełkowała jeszcze w Polsce przedrozbiorowej, a dziś dobijają do 40 m wysokości. 
Pomiędzy wielkimi pniami prowadzi ścieżka przyrodnicza „Rogasiowy Szlak”, nawiązująca do książki Marii Kownackiej „Rogaś z Doliny Roztoki”. Po prawdzie pisarka wielokrotnie spędzała tu urlop i jak niesie wieść gminna, bohaterowie powieści do spółki z sarniątkiem byli autentyczni. Podobnie jak słowa autorki, wciąż trafnie ukazujące krajobraz widoczny przy wjeździe do Rytra: „Zielone zbocza i szczyty Makowicy i Radziejowej, pokryte puszystą pierzyną bukowego lasu, zaczęły stroić się w czerwień, purpurę, brąz i złoto […]”. Kownacka pisze dalej o ruinach zamku, które wskażą nam skręt przy trasie z Nowego Sącza do Piwnicznej-Zdroju. 

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też