Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Edward Byrtek

Na weselach już nas nie chcą

NPM 11/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
Edward Byrtk, najstarszy dudziarz na Żywiecczyźnie (fot. Jakub Terakowski)
Co to są dudy?

Dudy to góralska muzyka.
 
A nie instrument?
Instrument też. Na dudach grali nasi pradziadkowie, dziadkowie, gram więc i ja. Akurat ojciec wolał skrzypce, ale w kapeli z nim grało dwóch dudziarzy. Dawniej w okolicy dudziarzy nie brakowało, w samej Pewli było ich kilku.
 
Dudy bywają mylnie nazywane kobzą…
Chociaż kobza w niczym ich nie przypomina, bo jest instrumentem strunowym. Błąd może wynikać z podobieństwa nazwy, gdyż o dudach podhalańskich mówi się „koza”.
 
Jak zatem działają dudy? Jak są zbudowane?
Ta dłuższa, grubsza, czarna piszczałka to hok, główny bas. Krótsza to gaździca. Do tego kłódka i różki do ozdoby. Worek skórzany to koza, trzeba ją nadmuchać, wsadzić pod pachę, naciskać i dudy grają. Hok jest wykonany z hebanu, gaździca – ze śliwy. Śliwa pięknie gra, bo ma twarde drewno. Może też być dąb. Skóra jest oczywiście z kozy. Hok okuty jest blachą miedzianą. Tu, w Beskidzie Żywieckim, wszystkie dudy są zrobione podobnie, ale na Podhalu, Słowacji i w Czechach bywają inne, krótsze.
 
Czy na dudach da się zagrać  „wszystko”?
Nie za bardzo, naszego hymnu bym nie zagrał… (śmiech)
 
Pan i gra na dudach, i je wykonuje?
Tak.
 
Jak się Pan tego nauczył?
Grać nauczyłem się od starych dudziarzy, od wuja – Władysława Pluty oraz od Antoniego Piechy z Huciska. Miałem wtedy 14 lat. Nie uczyłem się długo, melodie same wpadały mi w ucho. Jedna, druga, dziesiąta… Palce szybko zorientowały się, gdzie mają „deptać”. Na początku ćwiczyłem bez worka, grałem tylko na samej gaździcy – jak na fujarce. Potem nauczyłem się stroić. Poczułem bluesa… Może miałem talent? Muzyka zawsze była mi bliska, od dziecka słuchałem melodii granych przez ojca i śpiewanych przez matkę. Kapela Byrtków przygrywała mi do kołyski… (śmiech) Pasąc krowy, śpiewaliśmy tak, że słychać nas było po sąsiednich groniach. Potem te melodie próbowałem zagrać i tyle. Nie chodziłem do szkoły muzycznej, nie znam nut. Zresztą, po co mi nuty? Do grania na dudach nie trzeba nut, wystarczy melodia w głowie.
 
Komponuje Pan własne melodie?
Nie, gram tylko te tradycyjne, naszych ojców i dziadków.
 
 
(…)
 
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też