Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Karkonosze

Na Smogorni hula wiatr

NPM 1/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Grzegorz Grupiński
Na białej pustyni Smogorni (1490 m n.p.m.) (fot. Grzegorz Grupiński)
Czy w najbardziej zadeptanych górach Polski można znaleźć przygodę? Na to liczyliśmy, wyruszając na biegówkową wędrówkę wzdłuż niedawno otwartej granicy. Nie zawiedliśmy się.

Zimą w Karkonoszach jest znacznie fajniej niż latem. Omijając okolice wyciągów i nartostrad, unikamy ludzkiego zgiełku. To idealna okazja do odkrycia na nowo tych jakże ciekawych gór.
W sezonie zimowym Karkonosze opanowują narciarze biegowi – głównie Czesi. Biegówki znacznie ułatwiają eksplorację najwyższego pasma Sudetów. Na wielu szlakach wędrówka na deskach jest możliwa nawet dla takiego narciarskiego „lewusa” jak ja. Jeśli trasa staje się bardziej stroma, można odpiąć narty i zmienić się w piechura.
Zalety biegówek ujawniają się zwłaszcza na głębszym śniegu – szczególnie jeśli dysponujemy ich szerszą wersją, czyli śladówkami. Na nartach przemieszczamy się zwykle szybciej i z mniejszym wysiłkiem. Możemy zobaczyć więcej, a do schroniska dotrzemy mniej zmęczeni.
Tym razem znaleźliśmy jeszcze jeden pretekst do biegówkowego rajdu po Karkonoszach. Dzięki Schengen granice zostały otwarte. Nareszcie można do woli wędrować na przemian po obu stronach granicy. Mnogość schronisk w Czechach pozwala z luzem podejść do planowania noclegów. Nie tracimy więc czasu na zbędne dyskusje – gdzie zamierzamy dotrzeć, gdzie spać itd. Pójdziemy z Jakuszyc na wschód, dokąd narty poniosą!

W poszukiwaniu śniegu
Autobus PKS relacji Jelenia Góra – Jakuszyce. Nasza trójka wyposażona w zimowo-biegówkowy rynsztunek. Na nogach ciężkie buty typu back country, służące do biegania poza przetartym szlakiem, obok nas – dechy i kije.
Poubierani w lekkie kurtki współpasażerowie z powątpiewaniem zerkają to na nas, to na poobijane na poprzednich wyrypach narty. Choć to zima, przygrzewa słońce, a śniegu nie widziano tu od dawna. Trudno wyobrazić sobie bezśnieżne Karkonosze o tej porze roku, ale w ostatnich latach nic nie jest pewne. Ogarnia nas zwątpienie:
– A jak będzie za mało śniegu?
Aż do Szklarskiej Poręby jesteśmy pogrążeni w czarnych myślach. Tam nareszcie pojawiają się pierwsze ślady białego puchu. Wyżej jego ilość rośnie z każdym zakrętem szosy, a nadzieja zmienia się w euforię. Wysiadamy na przejściu granicznym na Polanie Jakuszyckiej. Dookoła wysokie zaspy, zimno szczypie w dłonie, z wypożyczalni nart wytaczają się „uzbrojone” grupki biegaczy. Nareszcie nie czujemy się jak wariaci. Mijamy tablicę z napisem „Česká republika”. Po kilkuset metrach odbijamy w lewo na świetnie przygotowaną stokówkę. Niech ratraki będą błogosławione… Przypinamy narty i heja w górę!
Pogoda nie jest rewelacyjna, zachmurzenie spore, ale i tak mamy kupę radochy z samej jazdy. Trawersujemy południowe stoki Karkonoszy w kierunku Szrenicy. W dole widać Harrachov ze słynną mamucią skocznią.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Karkonosze
Polska, Czechy

Zobacz też