Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Wyspowy

Na Mogielicę ściągał frajerkę

NPM 7/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
Rodzina w komplecie, czyli Łopień z widokiem na Ćwilin i Śnieżnicę (fot. Michał Parwa)
Wielkolud Łopień wraz ze swoją małżonką spokojnie patrzyli, jak na skalnym stole hetman zbójnicki dzielił łupy. Nie wzruszały ich ciała samobójców topione w pobliskich bagnach ani niby-dziad zmieniający kamienie w złoto. Z obojętnością traktowali mieszkającego nieopodal czarnoksiężnika, podobnie jak wiedźmy zlatujące do nich w noc świętojańską. Teraz, gdy w odwiedziny przychodzą turyści, raczą widokami i proszą do jaskiń. Nielicznym zaś szepczą do ucha baśnie i opowiastki.

Okolice najwyższego szczytu w Beskidzie Wyspowym to prawdziwe zagłębie legend. Najciekawsze podania przetrwały próbę czasu na językach, by ostatecznie trafić na papier. Dzięki temu możemy smakować na szlaku wszystkie mity i dziwne historie traktujące o początkach tej górskiej krainy. Co więcej, pula opowieści urosła do rozmiarów pozwalających nakreślić na mapie plan całodziennej wycieczki. Tak oto po kilku godzinach poszukiwań w internecie i długim popołudniu w bibliotece trafiam do Dobrej. Niewielkiej mieściny pod Tymbarkiem, która z racji swego położenia uchodzi za gminę lasem i rolą płynącą.

Wyspy gigantów
Zaspana wieś rozłożona przy drodze krajowej wypełnia wąską dolinę Łososiny. Wokoło jak okiem sięgnąć strome zbocza, drzewa i nieliczne pola. A ja staram się w tym sennym aromacie odszukać zielone znaki szlaku im. Leopolda Węgrzynowicza, krajoznawcy i działacza turystycznego. Zanim ruszę pod górę, zaczytuję się w geologicznych faktach. Gruby podręcznik wyjaśnia mi, dlaczego Beskid Wyspowy jest tak charakterystyczny, pełen głębokich dolin podcinających odosobnione szczyty. Te ostatnie zbudowane są z gruboławicowego piaskowca magurskiego, odpornego na wietrzenie. Z kolei w obniżeniach znajdziemy przeważnie łupki ilaste i margle, podatne na niszczenie. Zainteresowanych tematem wypada odesłać do odwrócenia rzeźby terenu w trzeciorzędzie i zagadkę można by uznać za rozwiązaną. Problem w tym, że nauka nie wspomina słowem o wielkoludach żyjących przed wiekami niedaleko Dobrej.
Był to czas, gdy rejonem władał Łopień – człowiek serdeczny, nieco korpulentny, raczej średniego wzrostu. Za żonę wziął sobie Mogielicę. Kobietę dużo wyższą, charakterną, słynącą przy tym z porywczej natury. Pewnego dnia do ich pięknej córki Śnieżniczki zawitał młodzian imieniem Ćwilin. I z miejsca jął prosić ojca o rękę wybranki. Kawaler tym samym rozbudził wielką złość u matki, pałającej doń czystą nienawiścią. Na nic zdały się lamenty i wspólne błagania. Wreszcie młodzi, skazani na rozłąkę, spojrzeli na siebie po raz ostatni, a serca ich, pełne miłości, pękły w jednym momencie. Zrozpaczony Łopień do końca swoich dni nie pogodził się ze śmiercią córki i niedoszłego zięcia. Chciał, by zawsze byli razem, toteż dwie mogiły ułożył blisko siebie. Przesiadywał obok i milczał, bowiem do żony nie odezwał się już nigdy.
Lata mijały, a groby porosły krzewy i drzewa. Bolesna strata wpędziła starca w chorobę. Położył się więc obok dzieci, żeby i jego pochówek przykryły rośliny. Tak właśnie powstały trzy góry nazwane imionami wielkoludów. Z całej czwórki została samotna Mogielica, nękana wyrzutami sumienia. Ale w końcu i ona zasnęła po raz ostatni u boku swego męża. A z góry wyrosłej na jej nagrobku wytrysnęły źródła dające początek rzece Łososinie. Podobnie jak Mogielica – narwanej i spienionej. Taką prawdę przekazują czarownice zlatujące w każdą noc świętojańską na jej wierzchołek. I to od nich po raz pierwszy zasłyszano tę historię.

Jaskiniowe frajerki
Cokolwiek by mówić, bardziej przekonuje mnie wersja zasłyszana od wiedźm. Zwłaszcza przy porównaniu z groźnie brzmiącymi antyklinami i ostańcami denudacyjnymi. Poza tym już na starcie szlaku, maszerując polną drogą, podziwiam majestatyczny zarys Śnieżnicy (1006 m n.p.m.). Znaczy to, że rodzinka w komplecie, bo oto wchodzę w las i zaczynam strome podejście na Łopień (951 m n.p.m.).
Nachylenie wcale nie gorsze od tatrzańskiego skutecznie wybija z głowy wszelakie bajki. Stok porozcinany labiryntem ścieżek w połączeniu z zadyszką absorbują mnie przez godzinę. Trochę lżej robi się dopiero na polanie Myconiówka, nieopodal słynnych Bagien Łopieńskich. Patrząc na płytkie torfowisko, trudno uwierzyć, że niegdyś utopił się tu koń z pełnym wozem. Ten sam los podzielił rezydujący na tym terenie czarnoksiężnik, a wraz z nim liczne ciała samobójców, kiedy odmawiano grzebania ich na poświęconym cmentarzu. W ten sposób górale tłumaczą dziwne odgłosy i zjawy spotykane nocą na zboczach.

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też