Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Na co dzień jestem strachliwy

NPM 10/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Dorota Rakowicz
Ueli Steck (w środku) podczas biegu w polskich Tatrach (fot. Julita Chudko)
Z Uelim Steckiem, szwajcarskim himalaistą, rozmawia Dorota Rakowicz

Urodziłeś się w alpejskiej Szwajcarii, czujesz się skazany na góry?
Faktycznie wychowywałem się w otoczeniu gór i przede wszystkim w miejscu, gdzie dominuje kultura wspinaczkowa. Ale tak naprawdę ja i cała moja rodzina graliśmy w hokej – to był nasz sport. Zacząłem się wspinać, mając 12 lat.
To nie tak wcześnie.
To prawda, ale zawsze zajmowałem się wieloma sportami i byłem bardzo aktywny
Postanowiłeś jednak zostać stolarzem.
To jest jakiś zawód. Wspinaczka nie jest profesją.
U Ciebie jest.
Tak, ale miałem wielkie szczęście, że moje życie się tak potoczyło. Chociaż muszę przyznać, że lubię też swój wyuczony zawód.
Zasłynąłeś dzięki niesamowitym, solowym przejściom. W którym momencie uznałeś, że wspinanie z partnerem Ci nie wystarcza?
Nadal dużo wspinam się z partnerami, ale wspinanie solo zawsze było częścią mojej drogi wspinaczkowej, tak jak zawsze było częścią historii wspinania. Trudno też byłoby mi powiedzieć, czy ma jakieś plusy lub przewagę nad wspinaniem z partnerem. To jest po prostu zupełnie inne, kolejne wyzwanie. Ale jest w nim coś niezwykłego. Kiedy wspinasz się samodzielnie, nikt cię nie rozprasza. Inaczej się nawet w górach egzystuje samemu, bo jesteś tylko ty i natura.
Ale większe jest też niebezpieczeństwo. Tymczasem w wywiadach podkreślasz, że wiesz, że nie odpadniesz od ściany, bo jesteś dobrze przygotowany. Nie boisz się, że ta pewność siebie kiedyś Cię zgubi?
Pewność siebie jest niebezpieczna. Jeśli traci się szacunek do wspinaczki i do gór, powinno się zmienić profesję. Dlatego, kiedy zaczynam czuć się zbyt pewnie, po prostu się zatrzymuję i zawracam. Czasem są dni, że czujesz się świetnie, a czasem po prostu wiesz, że nie powinieneś iść dalej. Trzeba umieć słuchać siebie i w odpowiednim momencie powiedzieć „stop”. Nigdy nie robię czegoś, jeśli się boję. Idę naprzód tylko, gdy czuję się dobrze. Czasem nawet trudno powiedzieć, dlaczego się podejmuje takie, a nie inne decyzje…
Intuicja?
Myślę, że tak. Chociaż ważne są także doświadczenia, jakie nabywamy. Ale faktycznie, wielu naszych decyzji nie da się uzasadnić. Czasem korzystasz z własnego doświadczenia, ale tak naprawdę trudno powiedzieć, dlaczego poszło się w lewo, a nie w prawo. Intuicja plus doświadczenie to podstawa naszych wszystkich działań w górach.
Czy to nie ma też związku z naszą psychiką? Myślisz, że da się wytrenować umysł tak samo, jak ciało?
Kiedy się wspinam, mam pewność siebie i tego, co robię, ale w normalnym życiu już tak nie jest. Na co dzień jestem raczej strachliwy, wycofany i niepewny. Dopiero wchodząc w ścianę, czuję, że jestem na odpowiednim miejscu. Wiem, co mam robić, i dlatego może tak bardzo lubię wspinanie. Nigdy nie robiłem jakiegoś treningu mentalnego. Bez problemu przełączam się z trybu codziennego na wspinaczkowy. To dla mnie zupełnie naturalne.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

Ueli Steck – 39 lat, szwajcarski alpinista i himalaista, z wykształcenia cieśla. Specjalizuje się w stylu alpejskim. Samotnie pokonuje bardzo trudne drogi wspinaczkowe, np. na północnej ścianie Eigeru czy w południowej ścianie Annapurny. Zdobywca sześciu ośmiotysięczników.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też