Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Z górskich stron |

Mrozomania…?

NPM 8/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Karolina Smyk
Oto ostatni tom tatrzańskiej trylogii kryminalnej Remigiusza Mroza – finał pojedynku komisarz Wiktor Forst kontra Bestia z Giewontu, seryjny morderca, znany z „Ekspozycji” i „Przewieszenia”, dwóch pierwszych tomów serii. Można już zauważyć oznaki mrozomanii – fenomenu lawinowo rosnącej popularności pisarstwa Remigiusza Mroza. Jego książki znikają z półek księgarni, a w bibliotekach trzeba swoje odstać w kolejce, żeby móc przeczytać nowość. To poruszenie w narodzie czytającym, a i sam potencjał cyklu powieści potwierdzili też filmowcy, kupując prawa do ekranizacji trylogii. Wszak kluczowe sceny trzeciego tomu rozgrywają się na honornym Mnichu i na Orlej Perci. Akcja toczy się między innymi także na Kościelcu i Szpiglasowym Wierchu – trudno o piękniejszą scenerię. 

Remigiusz Mróz musi się spodziewać przynajmniej dwóch grup odbiorców trylogii z komisarzem Forstem. Pierwszą będą po prostu czytelnicy kryminałów i choć jest to target wymagający, nie zawiedzie się lekturą. Jest tu bowiem to wszystko, co w dobrej powieści kryminalnej powinno się znaleźć, czyli wielopoziomowa intryga, zawrotne tempo akcji, ciekawe postacie, nieoczywisty, psychopatyczny morderca, mylne tropy, napięcie i zaskakujący finał. Choć trudne śledztwo zostaje zamknięte i poznajemy mordercę, opowieść ma otwarte zakończenie. Poza tym postacie trylogii miksują się ze znanymi z innych książek Mroza, a to znaczy, że autor zachęca do pozostania w świecie swoich narracji.
Są wśród nas i tacy, którzy sięgną po ten kryminał nie ze względu na gatunek literacki czy nawiązania do współczesnych problemów społecznych, ale dlatego, że fabuła rozgrywa się w Tatrach. Wypatrzycie zapewne pojawiające się we wszystkich tomach wpadki językowe w nazewnictwie tatrzańskim i przy opisach akcji górskiej. Narrator sprawia wrażenie, jakby nadal nie wiedział, którędy biegnie szlak na Przełęcz pod Chłopkiem, Orla Perć to wciąż nazwa masywu, nie szlaku. Wśród „kwiatków” trzeciego tomu znajdziecie takie na przykład frazy: „lód sprawia wrażenie, jakby miał pęknąć przez podmuchy schodzące ze szczytów”, główny bohater „wspina się po łańcuchu”, „owija się wokół zakrętu skalnego”, Przełęcz między Kopami przeobraża się w Przełęcz pod Kopami… Językowe kurioza nie raz, nie dwa wywołają szeroki uśmiech na twarzach tych, którzy znają Tatry i czytają nie tylko literaturę popularną. Czy są to przewinienia nie do wybaczenia, które sprawią, że przekreślicie całą książkę? Rzesze czytelników zdają się temu zaprzeczać i ja otwarcie przyznaję, że wciągnęła mnie historia pokręconych losów komisarza Forsta.
 
Nasza ocena: warto.
 
---
Remigiusz Mróz, „Trawers”,
Wydawnictwo Filia, Poznań 2016.
Cena: 36,90 zł
 
 -----------
 
Everest jako clou curriculum vitae

„Zbrodnia na Evereście”, Michaela Kodasa to reportaż o zalewie turystów zadeptujących najwyższą górę świata i biznesie wspinaczkowym, w którym obraca się tysiącami dolarów. Autor – uczestnik ekspedycji i jej baczny obserwator – próbuje udowodnić, że większość zmierzających na szczyt Everestu ogarnięta jest tą samą gorączką, która odbiera umiejętność racjonalnego podejmowania decyzji i niejednokrotnie zagarnia śmiałków na zawsze. Wątkiem spajającym jest historia Nilsa Antezany, wspinacza pozostawionego na pewną śmierć przez przewodnika i Szerpów na Balkonie, wysoko na grani, i prywatne śledztwo, prowadzone przez córkę wspinacza wraz z autorem książki. Dzieje epoki komercyjnej na Evereście prześledzone są dokładnie, a było co robić, wszak „w obecnych czasach niemal co tydzień zdarzają się kwestionowane wejścia” czy kłamstwa w sprawie użycia dodatkowego tlenu. Nagminne jest bezzwrotne „pożyczanie” elementów wyposażenia czy ekwipunku. „Niektórzy wspinacze traktują rzędy namiotów wypchanych sprzętem jak szwedzki stół”, o czym przekonał się Marcin Miotk, któremu plądrowano wniesiony samodzielnie dobytek w kolejnych obozach.
Polskim akcentem jest też przypomnienie akcji ratunkowej po Artura Hajzera na Broad Peaku, która odsłoniła powszechnie panoszącą się tu znieczulicę. Czytamy o „gangach Szerpów”, wyłudzaniu pieniędzy za użycie poręczówek albo przedwczesnym ich zwijaniu, szabrowaniu butli tlenowych, wciskaniu niepełnowartościowych itd. Powstaje wielki akt oskarżenia przeciwko ludziom, którzy skomercjalizowali do niemożliwości to jedyne w swoim rodzaju miejsce, żerującym na marzycielach i łowcach przygód, którzy wspinając się na Everest, albo szukają spełnienia i otwarcia na jakiś nowy wymiar życia, albo… dążą do wzbogacenia swojego CV. Nie będę zaprzeczać, że jest to lektura otwierająca oczy, ale dawno żadna książka nie umęczyła mnie tak bardzo.
 
Nasza ocena: może być.
 
---
Michael Kodas, „Zbrodnie na Evereście”, Sklep Podróżnika, Warszawa 2015.
Cena: 44 zł
 
-----------
 
Przypis do historii wspinania
 
Tak rolę kobiet-himalaistek określa Jennifer Jordan – jako dodatek, byt niesamoistny w materii zdominowanej przez mężczyzn. Dostrzegając piękny rozdział kobiecy w historii wspinania, wzięła na warsztat biografię wybitnych alpinistek, które łączyło to, że jako pierwsze pięć kobiet w historii wspięły się na K2: Wandy Rutkiewicz, Liliane Barrard, Julie Tullis, Chantal Mauduit i Alison Hargreaves. Książka powstała także z dwóch innych powodów: na przekór tendencyjnej, zdaniem Jordan, relacji Jona Krakauera z sezonu ‘96 na Evereście i pod wpływem śmierci „Szantalki” – ostatniej z pięciu kobiet, które przed 2004 rokiem weszły na K2. Założenia autorki były w pełni słuszne – chciała zrozumieć, dlaczego tak niewiele kobiet wspięło się na drugi co do wysokości szczyt świata, kim były i jak to się stało, że w momencie rozpoczęcia prac nad książką żadna z nich już nie żyła.
Zebrała materiał, na który złożyły się nieliczne publikacje i zapisy rozmów przeprowadzonych z „rodzicami, małżonkami, dziećmi, rodzeństwem, przyjaciółmi, biografami i rywalami” himalaistek. Tyle że z racji przyjętej formy, dopuszczającej rekonstrukcję dialogów i przemyśleń alpinistek, i stylistyki cechującej się maksymalnym podkręcaniem emocji, zmierzającej do skrócenia dystansu między bohaterkami a czytelnikami, opowieść ta może być odebrana jako pisana „pod kobiety”. Po ukazaniu się pierwszego wydania „Okrutnego szczytu” pojawiały się głosy dementujące niektóre „prawdy” wydumane przez Jordan, a znając książki Wandy Rutkiewicz i o niej, trudno nie dostrzec zastosowanych tu uproszczeń. Część nieścisłości wyjaśnia w przypisach wydawca, choć i jemu można by wytknąć błędy, o co mniejsza. Autorka wzięła się za bary z tematem niszowym, niedocenianym i chwała jej za to, nawet jeśli książkę uznamy za niedoskonałą czy tworzoną dla konkretnego odbiorcy.
 
Nasza ocena: może być.
 
---
Jennifer Jordan, „Okrutny szczyt.
Kobiety na K2”, Wydawnictwo Dolnośląskie,
Wrocław 2016.
Cena: 34,90 zł
 
 ------
 
Na czas lądkowego festiwalu  i nie tylko
 
Przewodnik wędrowca po Masywie Śnieżnika, Górach Bialskich i Górach Złotych jest pożytecznym, profesjonalnie przygotowanym i przejrzyście prezentującym się wydawniczym maleństwem. Na 74 stronach omówiono i pokazano chyba wszystko, co jest warte zobaczenia w Sudetach Wschodnich, w okolicy Stronia Śląskiego. Znajdziemy tu opisy i rozkładówki map kilkunastu szlaków PTTK, trzech gminnych szlaków pieszych i sześciu wycieczek poza szlakami, które wyprowadzają na polecane punkty widokowe albo w miejsca zaciszne. Z racji poruszania się na pograniczu polsko-czeskim autorzy proponują cztery wycieczki po sąsiedzkiej stronie. Opisy są bardzo dokładne, przybliżają trasę kilometr po kilometrze, podają czasy przejść i deniwelację. Są pełne wskazówek i porad, a na kolorowych zdjęciach obejrzymy charakterystyczne obiekty natury i architektury.
Rozkładane letnie panoramy ze Śnieżnika pozwolą nam się zorientować na wszystkie strony świata. Otrzymujemy sporo informacji praktycznych i opisów miejscowych atrakcji. Każdy może tu znaleźć coś dla siebie, ponieważ prezentowana okolica jest bardzo różnorodna. Ten, kto woli wyższe pagóry, a przy okazji dobrą bazę i gęstą infrastrukturę turystyczną, wybierze rejony Śnieżnika; ceniący sobie spacery w terenie odludnym i dzikim, gdzie niewidoczna jest ingerencja człowieka, odnajdzie się w Górach Bialskich, zwanych „Sudeckimi Bieszczadami”. Długodystansowcy dostają podpowiedź, jak połączyć szlaki, kompletujący Koronę Polski dowiedzą się, którędy na Kowadło czy Rudawiec. Wkrótce kolejna edycja Festiwalu Filmów Górskich w Lądku-Zdroju i warto przy tej okazji spędzić w okolicy choć dwa dni więcej, by udać się na wycieczki w te najbardziej zielone i najmniej zaludnione zakątki Sudetów. Przewodnik do kupienia między innymi na: www.stronie.pl.
 
Nasza ocena: warto. 

-----
„Masyw Śnieżnika,
Góry Bialskie, Góry Złote”, Compass,
Kraków,
Stronie Śląskie 2016.
Cena: 10 zł 
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też