Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Bieszczady

Mówią na mnie Hendrix

NPM 3/2013
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Petryszak
Zachód słońca nad Szerokim Wierchem, w tle połoniny Caryńska i Wetlińska (FOT. Kamila Kielar)
– Mam na imię Henryk, ale nazywają mnie Hendrix, bo gram na ogniskach i w barach – przedstawia się przepitym głosem gość, kiedy wsiadam do starego transportera na przystanku w Wetlinie. Nieźle – jak na początek bieszczadzkiej wyrypy.

Wybieram się na grzbiet Połoniny Wetlińskiej. Samochód zostawiłem na parkingu pod Chatą Wędrowca w Wetlinie i stopem chcę się dostać do Berehów, by czerwonym szlakiem wrócić do auta. Zimą ciężko coś na drodze złapać, ale w końcu zatrzymuje się rozpadający się volkswagen transporter. Hendrix okazuje się rozmownym kompanem.
– Mieszkam tu od 1967 roku – szybko zaczyna swoją opowieść.
– To ponad czterdzieści lat – budzi się we mnie dziennikarska ciekawość. – Z czego się utrzymujesz?
– Do zeszłego roku prowadziłem bazę w Wetlinie. A teraz z tego i owego – enigmatycznie wyjaśnia kierowca.
Kiedy przejeżdżamy posterunek pograniczników, wyraźnie oddycha z ulgą. – No, udało się, bo jestem po piwie. Boisz się? – dopytuje.
Patrzę uważnie. Wygląda na wczorajszego. Ładnie zapowiada się ta wycieczka. Jadę na szlak zaśnieżonymi serpentynami pod Przełęcz Wyżniańską w Bieszczadach z pijanym drwalem za kółkiem.

BPN na miejscu trzecim
Na parkingu w Berehach nie ociągam się. Z zapałem skręcam kijki trekkingowe i ruszam do góry. Według drogowskazu powinienem być na grzbiecie za półtorej godziny. Mijam czerwoną tablicę informacyjną Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Kiedy w 1999 roku BPN wchłonął masyw Połoniny Wetlińskiej, urósł na trzeci co do wielkości park narodowy w Polsce. Większe są tylko Biebrzański i Kampinoski.
Śniegu nie jest dużo. Zapadam się tylko po łydki. Tak, tak – w Bieszczadach śnieg po łydki to żaden śnieg. Na początku idę chruśniakiem. Poznaję po cienkich badylach łypiących spod białego puchu. I choć szlak przecieram, idzie się jak z płatka. Z tyłu za plecami wyłania się majestatyczny stożek Połoniny Caryńskiej (1245 m n.p.m.). Jest pięknie oświetlona bladym, grudniowym słońcem. Zastanawiam się, czy będzie inwersja.
– Są szanse. Na dole były minus trzy stopnie, teraz jest trochę cieplej. Może zobaczę wreszcie Tatry z Bieszczadów – napawam się nadzieją na ładne widoki. W linii prostej odległość pod Giewont wynosi 180 kilometrów, ale podobno przy przejrzystym powietrzu widać stąd wyraźnie zębate wierchy. Kiedyś widziałem takie zdjęcie Tatr w Chatce Puchatka, ale to była tylko fotografia.
Podejście pod Połoninę Wetlińską z południowego wschodu jest dość strome. Czytelna ścieżka prowadzi wśród karłowatych olch, buków i wspomnianych malin. W odróżnieniu od innych gór Bieszczady nie mają piętra reglowych lasów iglastych ani kosodrzewiny. Górną granicę lasu tworzą karłowate, potargane przez wiatr buczyny i zaraz potem rozpoczynają się hale wysokogórskie. To dodaje im majestatu.
Przede mną jeszcze spory kawał lasu na podejściu. Uświadamiam sobie, że mam dzisiaj szczęście. Choć to środek zimy, nie wziąłem nart. A przecież w głębokim śniegu bez nich bym tu utonął.
Po tej ścieżce idzie się niemal jak latem. Nie ma co zapeszać – powstrzymuję wrodzony optymizm.
Idę zgodnie z planem. W półtorej godziny jestem na grzbiecie. Zaczyna wiać i to solidnie. Mijam wychodnie skalne. Tabliczka wskazuje, że do schroniska zostało tylko dziesięć minut. Na grani jest trochę nawianego śniegu. Zaczynam się lekko zapadać. Rozglądam się wokół siebie. Od południa, nad Rawkami zaczynają się zbierać szare obłoki. Ale najbliżej mnie Caryńska pyszni się w pełnym słońcu. Dalej, na południowym wschodzie, widoczne jest całe pasmo Tarnicy. Nie widać niestety Bieszczad Wschodnich na Ukrainie, że nie wspomnę o Połoninie Równej czy Gorganach. Na północy dostrzegam zalesiony Otryt (939 m n.p.m.). Długi masyw odcina się czernią lasu na tle białego śniegu. Na południu obydwie Rawki – Wielka (1304 m n.p.m.) i Mała (1271 m n.p.m.) – zwiastują zmianę pogody. Z tamtej strony przyjdzie załamanie.

(...)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Bieszczady
Polska

Zobacz też