Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Flesz |

Morski szlak kozic

NPM 8/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Redakcja n.p.m.
Widok spod twierdzy na ostatnie wzgórza nurkujące w morzu (fot. Michał Parwa)
Mała wioska rybacka osadzona na skrawku Costa Tropical w Hiszpanii. Na pierwszy rzut oka nie ma zbyt wiele wspólnego z górami. Czysta plaża, jeden kemping i sezonowi pracownicy z Rumunii to wystarczający opis Castell de Ferro. Centralny punkt osady od setek lat stanowi ten sam średniowieczny zamek, wybudowany jeszcze w czasach ekspansji Maurów.

Spod ruin warowni najlepiej widać całą zatokę i kilka kozic górskich poszukujących jedzenia na piasku. Dorodna samica przechadza się wraz z młodymi pomiędzy leżakami, w typowym świecie strojów kąpielowych. Jeszcze kilka minut temu ich kopyta zręcznie fikały po kamiennym rumoszu, by tu i teraz, pokonując drogę, znaleźć się w zupełnie odmiennym krajobrazie. Wypoczywający zdążyli przywyknąć, bo kiedy zerkną za siebie, ich oczom ukażą się strome, skaliste wzniesienia przekraczające 600 m n.p.m. Kozice właśnie stąd przyszły i wrócą tam na noc. A w ciągu dnia po ich szlakach przejdą ludzie.
Nieoznakowane, ale przetarte ścieżki wychodzą dosłownie z morskich fal. W pierwszej kolejności mijają latarnię, by po chwili wejść w świat pomidorowo-ogórkowych szklarni. Tuż za nimi zaczynają się tarasy Alpujarra. Swoisty bufor, a zarazem historyczna kraina Andaluzji, która oddziela Morze Śródziemne od trzytysięczników pasma Sierra Nevada. Teren idealny na jednodniowe trekkingi podczas przerw w opalaniu. Najwyższe po Alpach pasmo górskie w Europie spiętrza się niecałe 50 kilometrów stąd. Długie grzbiety Velety (3394 m n.p.m.) i Mulhacéna (3479 m n.p.m.), z lekka falując, kończą się właśnie w Castell de Ferro. Ostatnie z wniesień, niczym na granicy, zdobi wspomniana forteca.
Zwieńczenie wędrówek zależy tylko od nas. Może być nim wieczorny połów, sierpniowe fiesty lub wyniosły szczyt przyprawiający o chorobę wysokościową. A każdy z tych wariantów oferuje jednoczesny widok na morze i przyprószone śniegiem góry. Dodatkowo w pogodny dzień także na wybrzeże Maroka. I nie przejmujmy się kozicami. Tak czy inaczej, przychodzą codziennie.
Michał Parwa

----------------------------------------

Nie tylko dla emerytów

U „prawdziwego” wędrowca Pogórze Karkonoskie zawsze przegrywa z Karkonoszami właściwymi. Zamek Chojnik zostawi on dla wycieczek szkolnych, a całą resztę szlaków i ścieżek, prowadzących przez niższe górki pomiędzy Karpaczem i Szklarską Porębą – dla klapkowiczów i emerytów. Czasami jednak pogoda jest niestabilna albo w grupie są małe dzieci… i wtedy okazuje się, że ten teren to prawdziwa kopalnia pomysłów na krótkie, atrakcyjne wycieczki.
Jednym z takich celów są okolice Grabowca – jednego z najwyższych szczytów na Pogórzu Karkonoskim. Góra o wysokości 784 m n.p.m. wznosi się nad Miłkowem i Sosnówką, niedaleko Karpacza.
Podjeżdżamy wąską asfaltową szosą do ośrodka „Lubuszanin”. Stamtąd wyruszamy na trasę obliczoną na godzinę „dorosłego” marszu, tworzącą niewielką pętlę. Już po dziesięciu minutach docieramy do wyjątkowo urokliwego miejsca – kaplicy św. Anny, spod której rozpościera się daleki widok na pofalowane przedgórze Karkonoszy. Niedawno odnowione białe mury tworzą piękny kontrast z górskim krajobrazem i konarami stojącego nieopodal olbrzymiego jawora o obwodzie pnia 4,5 metra. Kaplica ma średniowieczny rodowód, pierwsza wzmianka o niej pochodzi z 1212 roku. Obecny kształt budowli i wyposażenie pochodzą z XVIII wieku. Ciekawostką jest obraz w ołtarzu, malowany na miedzianej blasze. Barwy obrazów tworzonych na płótnie zanikały, ponieważ kaplica została wybudowana bezpośrednio na źródle leczniczej wody, zawierającej m.in. radon. Wody można skosztować na zewnątrz budynku, w ujęciu z napisem Der gute Born (niem. Dobre Źródło).
Drugą atrakcją naszej pętelki jest grupa trzech skałek – Ostrej, Patelni oraz Małej. Szczególnie ciekawa jest Patelnia, na którą można wejść zarośniętymi, kamiennymi schodami. Wierzchołek tworzy wygodną platformę, z której przy dobrej pogodzie widać spory kawałek Karkonoszy.
Na sam Grabowiec wchodzimy nieznakowaną ścieżką. Co prawda szczyt jest zarośnięty, ale i tak warto. Na tak krótkiej trasie „zaliczyliśmy” widoki, zabytek, skałki i górę.
Grzegorz Grupiński


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Artykuły z pasma Inne góry Półwyspu Pirenejskiego (m.in. Betyckie, Picos de Europa)

Zobacz też