Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Teneryfa / Wąwóz Masca

Moje życie się zatrzymało

NPM 4/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Agnieszka Paź-Kerner
(fot. Agnieszka Paź-Kerner)
Tydzień na Teneryfie w mojej życiowej czasoprzestrzeni jest jedną, długą pauzą, która wprowadziła spokój, ład i harmonię w przemijające z prędkością światła dni. Jakbym na chwilę wyskoczyła z pędzącej karuzeli i obserwowała obracające się koło z bezpiecznej odległości. Czas dziwnie się wydłużył i nagle okazało się, że nigdzie nie muszę się spieszyć. Mogę cieszyć się tym, co jest i nie myśleć o tym, co będzie.  

Na Teneryfie jest wszystko, czego do szczęścia potrzeba. To największa z Wysp Kanaryjskich, choć pojęcie „wielka” przy powierzchni niewiele ponad dwóch kilometrów kwadratowych, wydaje się nieco przesadzone. Są tu piękne plaże z czarnym jak smoła piaskiem wulkanicznym, naturalne baseny uformowane w zastygłej lawie, trasy off-roadowe, trekkingowe i kilka tematycznych parków rozrywki.

Jazda bez trzymanki
Mnie i męża najbardziej interesuje trekking. Tym razem nie opowiemy jednak o najwyższym szczycie wyspy, opisywanym już zresztą na łamach „n.p.m.”, Pico del Teide (3718 m n.p.m.). Poznawanie zakotwiczonego na Oceanie Atlantyckim kawałka lądu rozpoczynamy bowiem od Wąwozu Masca (Barranco de Masca).
Totalny luz i wakacyjne rozleniwienie sprawiają, że z hotelu wychodzimy tuż przed południem, naiwnie zakładając, że pokonanie kilkunastu kilometrów asfaltowej drogi zajmie nam maksymalnie godzinę. Wypożyczonym samochodem sprawnie docieramy do miejscowości Santiago del Teide. Tu odbijamy na drogę TF-436, prowadzącą do interesującego nas miejsca. Już po pierwszych kilkunastu metrach dopadają nas pewne wątpliwości.
– Może źle skręciliśmy? – zastanawiam się głośno, choć wyraźnie widziałam drogowskaz na skrzyżowaniu. W mojej głowie pojawia się myśl, że to może być droga rowerowa. Czytałam przed wyjazdem, że Teneryfa jest rajem dla kolarzy. Przejrzałam nawet artykuł, z którego zapamiętałam, że do pokonania rowerem drogi z wąwozu trzeba mieć „jaja, ręce i klocki hamulcowe ze stali”. Wtedy pomyślałam, że autora trochę poniosło, ale patrząc na nachylenie, które właśnie pokonywaliśmy, w pełni zrozumiałam sens użytych słów.
Po chwili jestem już w stu procentach pewna, że jedziemy drogą dla rowerów, ale zanim głośno podzielę się z mężem swoimi przemyśleniami, w oddali pojawia się autobus. Długi, nienaturalnie wyglądający w tych warunkach pojazd, podąża tą samą drogą co my, tylko w odwrotnym kierunku. Spotkanie jest nieuniknione. Wyraźnie wyczuwam, że brzuch przekazuje mi jakieś informacje. Nie muszę się długo zastanawiać, by rozpoznać, o co chodzi.
Kilka tygodni wcześniej byłam w hiszpańskim parku rozrywki Port Aventura. Miałam wątpliwą przyjemność szalonej podróży rollercoasterem o wdzięcznej nazwie Shambala. Kiedy wagonik wdrapał się na pierwszy stromy podjazd, moja środkowa część ciała wysyłała takie same sygnały. Tyle, że tam chodziło o kręty i szybki zjazd. Tutaj mamy przed sobą nie tylko krętą drogę w dół, ale też inny pojazd, z którym musimy bezpiecznie podzielić się kawałkiem asfaltu. Wydaje się to niewykonalne, a jednak. Kierowca autobusu, doskonale obeznany w terenie, wykonuje manewr na miarę Roberta Kubicy, po czym zgrabnie mijamy się na najbliższym zakręcie. Teraz dopiero dostrzegam, jak piękne widoki nas otaczają. Delektuję się przestrzenią, podziwiam górskie krajobrazy, poszarpane zbocza pokryte niską roślinnością, która z mojej perspektywy wygląda niczym miękki, przytulny mech. Soczysta zieleń wyraźnie odcina się od białych chmur, które niesione przez wiatr wdzierają się na ląd od strony oceanu.

Kaktusy atakują
Organizujemy krótki przystanek. Patrzę na krajobrazy. Nie jestem w stanie dostrzec granicy między morzem a chmurami. Sąsiadujące z Teneryfą wyspy – La Palma, Gomera, zatopione w morzu chmur wymieszanych z błękitem wody i lazurem nieba, wyglądają, jakby unosiły się w powietrzu. W atmosferze lekkiego napięcia i nieustających zachwytów dojeżdżamy do osady Masca (600 m n.p.m.). Parkujemy tuż przed wejściem na szlak.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też