Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Moja pierwsza zimowa góra

NPM 3/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Habdas
(fot. Tomasz Habdas)
Dla mnie ten szczyt znaczenie ma szczególne. I nie chodzi o jego podobieństwo do szwajcarskiego Matterhornu, czy charakterystyczny kształt widoczny z Hali Gąsienicowej. Kościelec był po prostu moją pierwszą górą zdobytą zimą w Tatrach. A takich historii i przejść się nie zapomina.

Po raz pierwszy Kościelec (2155 m n.p.m.) podbiłem zimą 2012 roku. Do tej pory zastanawiam się, czy ruszyłbym na taką wycieczkę, gdybym był w pełni świadom tej góry i drogi na nią. Wtedy zdecydował za mnie mój górski towarzysz Maciek (możecie go pamiętać z relacji z wejścia na Rysy z lutowego numeru „n.p.m.”). Dużo razem przeszliśmy w górach, dlatego w pełni mu ufając, bez zastanowienia zgodziłem się na zaproponowaną trasę. Nadal pamiętam, jak pierwszy raz w życiu wiązałem raki w Dolinie Gąsienicowej oraz jak uczyłem się posługiwać czekanem podczas podejścia na Karb (1853 m n.p.m.). Nie zapomnę też lekkiej obawy i strachu, gdy stojąc na tej przełęczy, zobaczyłem nasz cel w całej okazałości. Robi wrażenie za każdym razem, gdy tam jestem.
Gdy teraz oglądam zdjęcia z tamtego wejścia i widzę moją minę na szczycie, lekko się uśmiecham. Nic nie wyraża zadowolenia ze zdobytej góry. W moich oczach widać bowiem strach, a usta wydają się krzyczeć: „Co ja tutaj robię?”. Od tamtej chwili mija blisko siedem lat.
Pierwszy większy śnieg w Tatrach, piękne warunki i wspólny wypad w Tatry ze znajomymi stwarzają idealną okazję, żeby zawitać ponownie na polskim Matterhornie. Będzie to już moja trzecia wizyta, bo w międzyczasie udało mi się poznać Kościelec również w późnowiosennej odsłonie.
I tak ciągnie w stronę domu
Zaczyna się trzeci dzień zimowo-tatrzańskiej przygody. Dwa pierwsze razem ze znajomymi poświęciliśmy na Kozi Wierch (2291 m n.p.m.) oraz Świnicę (2301 m) i chociaż nie mam ochoty na ponowne podchodzenie do Doliny Gąsienicowej z Kuźnic, ostatecznie zgadzam się na podbój Kościelca i ponowne odwiedziny w schronisku Murowaniec.
Chyba każdy, kto podchodzi na Halę Gąsienicową, zadaje sobie te pytania: Doliną Jaworzynki czy przez Boczań (1224 m n.p.m.)? Szlakiem żółtym czy niebieskim? Przyznam szczerze, że chyba tylko raz w życiu przemierzałem żółtą trasę przez dolinę i to w dodatku wracając do Zakopanego. Zdecydowanie należę do osób, które wybierają szlak niebieski. W moim przypadku decydują o tym widoki. Uwielbiam ten moment, gdy za Boczaniem wychodzi się z lasu i można rozkoszować się pierwszymi panoramami. Wystarczy podejść nieco wyżej, podnieść głowę do góry i tym sposobem dostrzec Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.). Podążając wzrokiem na zachód, widzimy też Giewont (1894 m) z zupełnie innej perspektywy i strony niż na większości zdjęć prezentowanych w przewodnikach czy też w relacjach ze szlaków. To, co w tym miejscu jednak najbardziej lubię, to widok na Zakopane, Podhale i moje ukochane Beskidy. Przy dobrej widoczności już tutaj widać Pilsko (1557 m n.p.m.), Babią Górę (1725 m), a nawet najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne (1257 m). Jako rodowity żywczanin zawsze szukam wzrokiem tego, co mi najbliższe. Dlatego dopiero w drugiej kolejności dostrzegam całą resztę górskich pasm – Beskid Wyspowy, Gorce, Beskid Sądecki i wreszcie Pieniny. Już teraz chyba wszystko jasne, dlaczego zawsze wybieram szlak przez Boczań.
Wkrótce osiągamy Przełęcz między Kopami (1499 m n.p.m.), czyli miejsce, gdzie oba szlaki łączą się i dalej, już za kolorem niebieskim, prowadzą na Halę Gąsienicową. Kilka kroków pod górę, kilka w dół i o to naszym oczom ukazuje się jeden z bardziej znanych widoków w całych Tatrach. Nieważne, ile razy wcześniej się to widziało. Za każdym razem zachwyt i podziw nie mają końca. Założę się, że wszyscy teraz mamy przed oczami to, o czym mówię. Na pierwszym planie Betlejemka, a dalej Beskid (2012 m n.p.m.), Świnica, Kozi Wierch, Granaty (Zadni 2240 m, Pośredni 2234 m i Skrajny 2225 m), a na samym środku bohater dzisiejszego dnia – Kościelec. W tym miejscu trzeba się zatrzymać, popatrzeć, zrobić zdjęcie i poczuć specyficzny klimat, jaki tu panuje. Cudowną atmosferę tego miejsca czuć zresztą na całej Hali Gąsienicowej oraz w obu dolinach – Zielonej Dolinie Gąsienicowej i Czarnej Dolinie Gąsienicowej, które rozdzielają właśnie Kościelec, Karb (1853 m n.p.m.) oraz Mały Kościelec. Sercem tej części Tatr jest oczywiście schronisko Murowaniec, do którego udajemy się na chwilę przerwy i drugie śniadanie.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Tatry Wysokie
Polska

Zobacz też