Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Okiem Bazyla |

Mój pierwszy raz

NPM 10/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
()
W góry świadomie jeżdżę już ponad 20 lat, ale dopiero teraz wybrałem się w austriackie Alpy. Tym razem postanowiłem więc zafundować Wam małe „pamiętniki z wakacji”, gdyż po tygodniu na obczyźnie naszło mnie kilka przemyśleń.

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy na alpejskich szlakach, jest to... czego tam nie ma. A w zasadzie, kogo nie ma, gdyż nie widać tam turystów. Oczywiście nie do tego stopnia, że nie zobaczymy nikogo, jeśli nie weźmiemy ze sobą lustra, ale w miejscach, które atrakcyjnością dorównują Morskiemu Oku, mamy tłok na poziomie deszczowego październikowego dnia na Czerwonych Wierchach. Okazuje się, że Tyrol inwazję turystów przeżywa zimą i to wówczas najeżdżają go nieprzebrane zastępy spragnione białego szaleństwa (czyli narciarze, nie kokainiści). Lato cieszy się dużo mniejszą popularnością, co przekłada się także na ceny – w czasie wakacji w Austrii można znaleźć kwatery tańsze niż w Zakopanem czy Karpaczu. Oznacza to, że można nie tylko zapomnieć o kolejkach na szlakach, ale także nie obawiać się bankructwa.
Niestety, tak jak podobało mi się to, czego nie widziałem, tak do szału doprowadzały mnie dźwięki atakujące me uszy. Otóż widoczne w reklamach, czy na pocztówkach alpejskie krowy z dzwonkami u szyi, naprawdę istnieją (tyle, że nie są fioletowe). W dodatku jest ich zatrzęsienie, a pojawiają się wszędzie – nawet w miejscach, gdzie jedynymi parzystokopytnymi powinny być kozice. Trudno ich obecność przegapić, gdyż dźwięk noszonych przez nie dzwonków niesie się daleko i boleśnie wwierca w mózg. Nie zdziwię się, jeśli krowy, z których przymusowo zrobiono muzykantów, pewnego dnia nie wytrzymają i zorganizują powstanie. Chyba nie tylko ja zwróciłem uwagę na tę alpejską kakofonię. Już kilka lat temu naukowcy ze Szwajcarii alarmowali, że dzwonki mogą negatywnie wpływać na słuch i zachowania zwierząt. Hodowcy odpowiadali, że muszą ich używać, gdyż to najlepszy sposób lokalizowania krów. Według nich GPS w Alpach jest zawodny. Najwyraźniej każde góry mają swój odpowiednik sporu o fasiągi.
Po minusie wypada wymienić kolejny plus, a tym bez dwóch zdań jest dostępność szlaków i szczytów, oferujących oszałamiające widoki. Najwyższą górą rejonu, w którym byłem, jest mierzący 3768 metrów n.p.m. Wildspitze, czyli drugi (po Grossglocknerze) najokazalszy szczyt Austrii.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też