Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Simone Moro

Mogę wejść na wszystko

NPM 8/2010
Numer wyprzedany
Autor:
Łukasz Długowski
Na szczycie Sziszapangmy (8027 m n.p.m.) (fot. (C) SIMONE MORO ARCHIVE)
Z Simone Moro, jednym z najlepszych, współczesnych himalaistów rozmawia Łukasz Długowski  

Po zimowym zdobyciu Makalu w 2009 roku powiedziałeś, że wspólnie z Denisem Urubko możecie wejść niemal wszędzie. Czy to nie zbyt aroganckie stwierdzenie?
- Nie. Oznacza to tylko, że każda ściana, która jest fizycznie i technicznie możliwa do zdobycia, może zostać przez nas zdobyta. Jesteśmy dwoma wspinaczami, którzy są świetnie wytrenowani i przygotowani do tego, by zdobyć szczyt i z niego wrócić. Jesteśmy teamem, który w tak doskonały sposób połączył swoje zdolności i siłę, że możemy wspinać się tam, gdzie tylko człowiek może się dzisiaj wspiąć. To nie oznacza, że jesteśmy w stanie zdobyć niemożliwe. Wiemy, że nasze umiejętności mają swoje granice. Ale jesteśmy ludźmi, którzy nie ograniczają swoich marzeń. Wiem, że razem jesteśmy w stanie zdobyć K2 zimą, osiągnąć cel, który jest największym marzeniem, jaki himalaista może sobie wymarzyć. 

Wejściem na Makalu właściwie na stałe zajęliście miejsce w gronie „lodowych wojowników”.
- Krzysztof Wielicki mawia, że ja i Denis jesteśmy wychowankami polskiej szkoły alpinizmu. Zgadzam się z tym i niezwykle się cieszę, że staliśmy się „stałymi” członkami tego ekskluzywnego grona. Jestem tym bardziej dumny, bo osiągnięcia polskich wspinaczy stanowią dużą część eksploracji w himalaizmie. Czując się po części wychowankiem polskiej szkoły alpinizmu, wiem, że jestem częścią historii eksploracji w górach najwyższych. 

Jednak Wasze osiągnięcie ma znaczenie tylko dla ludzi ze środowiska. Pozostali  niespecjalnie cenią to, co zrobiliście, niespecjalnie się tym interesują. Ot, kolejne wejście. To nie jest trochę irytujące?
- Jeśli spojrzeć na to, co robimy z perspektywy wyznawanych dzisiaj wartości, czyli wizerunku i pieniędzy, to wspinanie jest jednak czymś niezwykłym. Himalaiści poza nielicznymi wyjątkami, takimi jak na przykład Reinhold Messner, nie zostają ani bogaczami, ani sławnymi ludźmi. Dlatego ludzie nie potrafią zrozumieć wspinania. Po co ktoś inwestuje wszystko, swoją energię i pieniądze, by osiągnąć coś, co jest całkowicie nieprzydatne w życiu? Wspinanie się nie ma wymiaru praktycznego. To nie jest wykonanie operacji i uratowanie komuś życia. Dlatego sens wspinania, dla osób postronnych, jest bardzo trudny do uchwycenia. Ale z tego też powodu ludzie chcą spotykać wspinaczy takich jak ja, Denis Urubko czy Krzysztof Wielicki, którzy budują całe swoje życie wokół wspinania i przez to urastają do rangi legendy. Chcą zrozumieć, o co w tym tak naprawdę chodzi. 

No właśnie, o co?
- O miłość. To jest moja odpowiedź na pytanie, dlaczego wspinam się w górach, ryzykuję moje życie, stabilność finansową i przyszłość rodziny. Dlatego, że kocham góry i wspinanie, a kiedy kochasz, cały czas jesteś szczęśliwy. Poczucie szczęścia i miłości to dwa najważniejsze aspekty w życiu. Znalazłem je właśnie w górach. Nie wspinam się dlatego, że chcę zrobić coś heroicznego, stać się sławnym czy najlepszym. Po prostu, kiedy się wspinam, jestem szczęśliwy. To uczucie promienieje na resztę życia: jesteś szczęśliwym mężem, ojcem i przyjacielem. Wielu ludzi pyta mnie: - Co o twoim wspinaniu myślą żona i córka? One po prostu chcą mieć szczęśliwego ojca i męża, chcą, żebym się wspinał. To jest dokładnie tak, jak z miłością do kobiety. Wiesz, że wasza przyszłość może być trudna i wymagająca, ale nie jesteś w stanie się oprzeć, bo jesteś zakochany. Kiedy ktoś pyta cię: - Dlaczego ją kochasz? Odpowiadasz: - Bo ją lubię. Kiedy pyta: - Ale dlaczego ją lubisz? Odpowiadasz: - Bo ją kocham. Dla osoby z zewnątrz to nie ma sensu, ale dla ciebie to jest sens życia. 

Zatem wspinanie nie jest dla Ciebie po prostu sportem?
- Wspinanie to nie tylko sport. To także sport. Słowo „także” jest bardzo ważne. We wspinaczce nie ma zawodów, nie ma nagród i igrzysk olimpijskich. Wspinanie jest sportem tylko dlatego, że wykorzystuję moje mięśnie, aby osiągnąć cel. Ale motywacja jest całkowicie inna niż w standardowych dyscyplinach, takich jak hokej czy piłka nożna. Inaczej też patrzymy na cel. On sam z siebie nie jest ważny, ważniejsze są etyka i styl podczas jego osiągania.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też