Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Beskid Niski

Mnie już sieknęło, a Ciebie?

NPM 8/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Wojtek Szatkowski
Beskid Niski to góry szczególne. Tu nic nie musisz. Tu czas spowalnia i życie ma wyjątkowy smak (fot. Waldemar Czado)
Beskid Niski. Trafiłem tu po pięćdziesiątce i, jak mawiał o takich sytuacjach mój przyjaciel Michał Jagiełło, „sieknęło” mnie tymi górami. „Sieknięcie” oznacza stan pewnego stopnia zauroczenia, na pograniczu z uzależnieniem. Pięknych miejsc w tym paśmie jest wiele, ale Bieliczna jest tylko jedna.  

Bieliczna –  „najpiękniejsza dolina”…
Nad Bieliczną trawy aż po pas,
Nad Bieliczną Lackowa stoi w chmurach,
Nad Bieliczną rosną lasy pełne malin i borówek,
Nad Bieliczną płacze dobry Bóg.
A w Bielicznej tylko cerkiew ukryta
W kępie drzew jak w zielonym kożuchu.
W środku krzyczą świętokradcze napisy na ścianach,
Poprzez sufit nieba sięga wzrok.
Tuż przy drodze czerwona poziomka
Śpi głęboko, spokojna o życie,
Bo niczyja nie zerwie jej ręka,
Tu w Bielicznej już nie mieszka przecież nikt.
Krzysztof Kleszcz (piosenka turystyczna)
 
Droga i pierwsze wrażenie…
To był mój pierwszy pobyt w Beskidzie Niskim. Łącznie byłem w tych górach trzy razy. Nie będę więc udawał znawcy miejsca, bo aby jakieś góry dobrze poznać, trzeba przecież w nich dość często bywać, wrosnąć w nie, odwiedzać je w różnych porach roku i w różną pogodę. Poznać też ludzi tych gór i spróbować lokalnych smakołyków. Czasami jednak o chęci powrotu w dane miejsce i odkryciu jego magii decyduje zupełny przypadek, łut szczęścia, ładny zachód słońca. Wystarczy nawet jednodniowy wypad, taki jak nasz. Dla wielu decydujące jest pierwsze wrażenie. A jakie ono było?
Kiedyś jadąc jesienią w Bieszczady, postanowiliśmy wpaść na parę godzin w Beskid Niski, odwiedzić Bieliczną i jej okolice. Od Banicy jedziemy przez liczne dziury w drodze do Izb tak, by nie urwać zawieszenia. Powoli i slalomem. Niektórzy powiedzą pewnie, że to skandal, że są takie drogi. Ja mam inne zdanie. Akceptuję niełatwy dojazd. Choćby dlatego, że nasza cywilizacja stwarza przekonanie, że warte zainteresowania i uwagi jest tylko to, co łatwe i przyjemne. Tu tak nie jest. Niełatwo tu dotrzeć i nie zawsze są to góry, w których zakochasz się od pierwszego wejrzenia. Za to zastaniemy tu inny świat. Nie twierdzę, że lepszy, ale jako amator wielości górskich światów odkryłem, że te góry mi odpowiadają. Że dobrze się tu czuję.
W Izbach znaleźliśmy się jakby na końcu świata. Pejzaże niestromych, leśnych Gór Hańczowskich, pola z drogami, w których widać ślady traktorów tworzące wzory regularne jak z góralskich swetrów. Cerkiewki i kapliczki. Niewielkie wioski wtopione w łąki i pola. Zaraz za Izbami parkujemy auto i oglądamy krajobraz jak sprzed stulecia. Wokół pasą się stada krów nad piękną, łagodnie wciętą w lasy, szeroką doliną. Tak było na Podhalu sto lat temu. Krowa była kiedyś nieodłącznym elementem góralskiej wsi. Teraz już na Podhalu stała się rzadkością. Tu jest codziennością. Omijamy krowie placki, odnajdujemy tabliczkę „Bieliczna” i ruszamy szlakiem w stronę cerkwi. Po mniej więcej 45 minutach przyjemnego spaceru osiągamy cerkiewkę. Nad doliną górują najwyższe szczyty Beskidu Niskiego – Lackowa (997 m n.p.m.), Ostry Wierch (938 m) i Biała Skała (903 m). W drodze do Bielicznej widać też lesisty szczyt  Stołka. Jest zielono, strumyk cicho szemrze, wije się trochę i zakręca. Są i żeremia bobrów. Ludzi tu nie ma.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też