Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

z biegu wzięte |

Misja Atacama – odcinek 2

NPM 8/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Piotr Hercog
(fot. Wojciech Grzesiok)
Słyszeliście kiedyś o Alcererrze? Pewnie nie, zresztą my do niedawna też nie wiedzieliśmy, że takie miejsce istnieje. Poza tym – tam praktycznie nic nie ma. I właściwie całe północne Chile będzie nam się kojarzyć dokładnie z tym stanem… Kiedyś było, a teraz nie ma.

Oprzygodach w Ameryce Południowej pisałem już dwa miesiące temu („n.p.m.” 6/2017). Jako że pisałem wtedy, że to pierwszy odcinek mojej misji Atacama, to teraz wracamy tam znowu. Alcererra to jedna ze stacji przy trasie Arica – La Paz, najkrótszej linii kolejowej łączącej chilijską stolicę z wybrzeżem Pacyfiku. Została ona oddana do użytku w 1913 roku i mimo że w Ameryce Południowej to nic wielkiego, na nas świadomość, że pociągi wspinały się z poziomu morza w Arice do wysokości 4257 metrów n.p.m. w okolicach General Lagos, robi wrażenie.
Niestety w 2005 roku linia przestała funkcjonować i takie stacyjki, jak Alcererra, General Lagos, Villa Industrial czy dziesiątki innych straciły na znaczeniu i część z nich przemieniła się w miasteczka duchów. Teraz o dawnej świetności przypominają nam sterty starych gwoździ i szyn, wagon kolejowy przemieniony na budynek i dawno wyschnięty zbiornik na wodę.
Jakoś tak mam, że podobne miejsca zawsze wywołują we mnie pewną zadumę i refleksję nad przemijaniem. Tutaj, na północy Chile, wśród tych wielkich dzikich przestrzeni, refleksje te są szczególnie silne. Kolejne miejsce po dawnej linii kolejowej i miasteczkach duchów zajmują nieczynne kopalnie – i właśnie dzisiaj jedziemy do jednej z nich, Azufrery Tacory. Właściwie powinienem zacząć od tego, że naszą podróż po Chile rozpoczęliśmy od miejscowości Putre, letargicznej miejscowości leżącej na wysokości 3400 metrów, w której sąsiedztwie znajduje się Park Narodowy Parinacota i której niewątpliwą atrakcją jest możliwość dogodnej aklimatyzacji.
Dogodnej, bo mieszkamy w hostelu i mamy wszystkie cywilizacyjne przyjemności – dach nad głową, gorący prysznic i sklep za rogiem, a z drugiej strony wystarczy wskoczyć do auta na pół godziny i już droga wyprowadza nas na wysokość 4800 metrów n.p.m. Wyżej możemy sobie podejść z kolei łatwym stokiem. Tak więc Putre stało się naszą bazą na kilka dni, okoliczne góry miejscem treningu, a szeroko pojęty region – wycieczek.
I właśnie celem jednej z nich była wspomniana Azufrera Tacora – nieczynna kopalnia siarki, leżąca na zboczach wulkanu o tej samej nazwie. Kopalnia kusiła nas, po pierwsze, gorącymi źródłami, a po drugie, swoją niedostępnością. Wiadomo, że to, co niedostępne, jest atrakcyjniejsze.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”
 
Współpraca Paulina Wierzbicka


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też