Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Z górskich stron |

Migawki z życia Krzysztofa Wielickiego

NPM 8/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Karolina Smyk
(archiwum Karoliny Smyk )
To autentyczne, choć niedosłowne, nieco zmodyfikowane, wypisy z dzienników Krzysztofa Wielickiego, obejmujące ponad 40-letni przedział czasowy. Tworzą zbiór 30 głównie górskich wspomnień, które z ważnych dla autora powodów zapisały się w jego pamięci.

Z tych niegórskich znalazło się miejsce dla opowiastki o przesłuchaniu w Komendzie Wojewódzkiej MO w mrocznym grudniu 81 roku i znanej już anegdoty z Wandą Rutkiewicz, Jerzym Kukuczką i Wielickim w rolach pierwszoplanowych, o badaniach lekarskich, jakim poddawani byli w specjalistycznej klinice w Zurychu. Ale większa część przywołanych tu epizodów wspinaczkowych związana jest z ośmiotysięcznikami.
Wielicki dołączył do książki reminiscencje z Hindukuszu Afgańskiego, gdzie, nową drogą i w stylu alpejskim, zdobył Kohe Szachaur – swój pierwszy siedmiotysięcznik. Ponadto wraca w jednym ze wspomnień do Nowej Zelandii, w rejon Mount Cooka, gdzie doszło do niebezpiecznego wypadku z udziałem Kukuczki, który mógł wtedy zakończyć jego rozkręcającą się dopiero wielką karierę. To, co najgłębiej zapamiętane, to tragedie, wypadki podczas wspinaczki, śmierć górskich kolegów. Śmierć zaskakująca i szybka, trudna do zniesienia, wymuszająca ciągłą weryfikację pojęcia sensowności obranej życiowej drogi. Szczególnie poruszające jest tu wspomnienie jednego zimowego dnia na Kanczendzondze, gdzie doszło do kolizji skrajnych emocji –współodczuwanej z Kukuczką radości ze szczytu i wielkiego smutku z powodu przegranej walki o życie Andrzeja Czoka.
Drugi duży temat to rozważania nad konsekwencjami i kosztami wyboru życiowej ścieżki. Zgoda na ryzyko związane z uprawianiem wspinaczki wypierana jest przez sprzeciw wobec tego ryzyka, szala przechyla się to w jedną, to w drugą stronę. Powtarzalna upiorność losu, przeświadczenie o bezsensowności i niesprawiedliwości wielu górskich śmierci napędzają tu kołowrotek myśli. Wspinaczki solowe, wyzwalające prawie zawsze przeżycia graniczne, są ważnym wątkiem tych zapisków. Akcentujące poczucie samotności w obliczu wielkiej góry opisy zmagań z Broad Peakiem, Lhotse, Annapurną czy Nanga Parbat, stają się tu apoteozą partnerstwa. Powracającym motywem jest też trudna do zdefiniowania, subiektywnie odczuwana granica między rozsądkiem a szaleństwem w kontekście ekstremalnej wspinaczki.
Osobnym tematem, rozpisanym na kilka rozdziałów, jest K2. To opowieść wielowątkowa o próbach zdobycia szczytu, wzrastaniu samoświadomości co do własnych ograniczeń, o nauce tolerancji, cierpliwości. Każde z przywołanych doświadczeń jest zaledwie lapidarną migawką, ale można odnieść wrażenie, że zawarta jest w niej esencja zdarzenia. Udało się to zrobić bez epatowania efekciarstwem, przybierania pozy dla lepszego efektu. Przekaz jest naturalny i prosty, część pytań pozostaje bez odpowiedzi, wobec niektórych spraw autor pozostaje zwyczajnie bezradny. Gdyby ta książka ukazała się kilka lat wcześniej, byłaby dobrym teaserem dwutomowego „Mojego wyboru”. Czy warto po nią sięgnąć teraz, znając wywiad-rzekę z Wielickim?
Warto, przede wszystkim dlatego, że „Jeden dzień z życia” jest autorskim dziełem Wielickiego. Wydaje mi się także, że bardziej refleksyjnym. Książeczka wygląda oryginalnie, trochę jak stary brulion sprzed lat, co świetnie koresponduje z treścią. Z marketingowego punktu widzenia, wydawca podjął odważną decyzję, jeśli chodzi o estetykę tej publikacji – minimalistyczną, ale i nieszablonową. Gdyby jeszcze mogła iść za tym niższa cena książki…
Krzysztof Wielicki, „Jeden dzień z życia”, Góry Books, Kraków 2018.
Cena: 38 zł

W lesie zadzierajmy głowę

Kilkanaście gatunków drzew upodobało sobie warunki siedliskowe Tatr i zadomowiło się w nich na dobre. Każdy rozdział tej książki poświęcony jest jednemu z nich. To coś więcej niż popularnonaukowy poradnik z zakresu botaniki i praktycznego wykorzystania drzew i produktów lasu w medycynie, kuchni, przemyśle i innych sferach działalności człowieka.

Światy natury i kultury przenikały się od zawsze, a las i drzewo są symbolami, które zostawiły wyraźny ślad w tradycji kultury. Stąd sporo w książce tropów, odniesień do mitów, wierzeń i przesądów, a także ciekawostek literackich, językoznawczych i historycznych. Przede wszystkim jednak jest to głęboko humanistyczna opowieść, która podkreśla rangę drzew jako „najstarszych towarzyszy człowieka w jego ziemskiej wędrówce”. Zachęca do niepozostawania obojętnym, do dostrzeżenia w nich organizmów żywych, czujących, planujących, temperamentnych.
Dowiemy się sporo o ich życiu leśnym, o tym, gdzie rosną, jak funkcjonują, co lubią, czym się charakteryzują. Reakcje drzew na otaczające je środowisko opisywane są tutaj tak, jakby odnosiły się do człowieka: buk jest wymagający i wrażliwy, sosna przyjacielska, modrzew poczciwy, limba ceni sobie samotność i jest wytrzymała, a świerk wzbudza szacunek. Historia lasu tatrzańskiego jest burzliwa, przynosi zwroty akcji w niczym nieustępujące tym, które znamy z historii powszechnej. Są gatunki zaliczające się w gromadzie do mocnej, lasotwórczej husarii, potrafiące rozdawać karty przez długie lata, ale w końcu przychodzi na nie kres. Dzieje się tak wraz z pojawieniem się innych drzew, wprowadzających nowe porządki, a tym samym zmieniających wygląd tatrzańskiego lasu. Są i takie, które się gubią i dają zepchnąć na dalszy plan, na Podtatrze.
Dowiemy się, że las ukrywa prześladowanych, jak jodła, że musi znosić niejedną karierowiczkę, jak jarzębina, że posiada także mającą wpływ na całe leśne życie elitę rządzącą – „Wielką Tatrzańską Trójcę”. Koegzystencja drzew jest opisana barwnie, łącznie z rewelacjami o podłożu towarzyskim. Wynika z nich, że unikanie się jodły z sosną związane jest z ich niezgodnością charakterologiczną, a dla odmiany związek modrzewia i świerka przypomina stare dobre małżeństwo. Dramaturgia w życiu drzew, walki międzygatunkowe, sukcesy i porażki budują tę momentami literacką opowieść, niemniej fascynującą od tych, których bohaterami są ludzie. Podobnie jak my, drzewa radzą sobie lepiej lub gorzej, a jednak stanowczo zbyt często przewija się w tej historii smutna konstatacja, że to „człowiek wszystko zepsuł”. Trzeba mieć nadzieję, że takie właśnie pisanie o przyrodzie – z naukowym zapleczem, ale dalekie od hermetyczności – będzie otwierało nam oczy i uwrażliwiało.
Książka udziela nam też wskazówek, na co warto zwrócić uwagę, gdy wędrujemy przez tatrzański las, służąc poniekąd za przewodnik. Czy można bezdusznie przejść obok najliczniejszego skupiska cisów w Dolinie Strążyskiej czy Dolinie Białego, wiedząc, że jest ich w całych polskich Tatrach tylko kilkadziesiąt, albo ot tak minąć najstarsze jawory, znajdujące się w Dolinie Roztoki? Wyjątkowo prezentuje się najnowsza publikacja Tatrzańskiego Parku Narodowego. Niestandardowa i piękna we wszystkich czterech wariantach okładka, wysoka jakość papieru, ponad setka dobrych zdjęć.
Tomasz Skrzydłowski, Beata Słama,
„O drzewach, które wybrały Tatry”, Wydawnictwa Tatrzańskiego Parku Narodowego, Zakopane 2017. Cena: 61 zł
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też