Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Świętokrzyskie

Miejsce zostało to samo

NPM 2/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Paulina Trofimiec
Podejście pod Szczytniak (fot. Paulina Trofimiec)
Gdy myślę o zimie, oczyma wyobraźni widzę zaspy mieniącego się kolorami tęczy śniegu, świat pokryty bielą szronu i niebieskie od mrozu niebo. Taki krajobraz pamiętam z dzieciństwa, kiedy już w listopadzie Kielce wypełnione były jasnym puchem sięgającym aż po łydki. Od kilku lat zimy trzeba szukać. Zaczęłam więc od najbardziej dzikiego zakątka Gór Świętokrzyskich – Pasma Jeleniowskiego.

Nazywam ten rejon najdzikszym z pełną świadomością. Sieć skojarzeń każe nam myśleć w tym kontekście o Bieszczadach czy najwyższych szczytach Tatr. Tam jednak nietrudno spotkać wędrowca o każdej porze roku, a nawet w najgorszych warunkach pogodowych. Tym samym zobaczenie dzikich zwierząt często staje się czymś wyjątkowym. A Pasmo Jeleniowskie? Mimo że u jego podnóża rozpoczyna się główny czerwony szlak Gór Świętokrzyskich, nie spotkasz tu turysty. Jest za to spłoszony rozmową jeleń przecinający ścieżkę, stado dzików wypłoszonych z podszytu czy sarny ciekawym wzrokiem wyłapujące każdy ruch przechodnia. Klimat dopełnia brak jakiejkolwiek infrastruktury turystycznej oraz tylko jedna wieś położona na wzgórzu, gdzie nie ma nawet sklepu.

Twardziele świętokrzyscy
Gołoszyce oddalone są o 50 kilometrów od Kielc. Nigdy pewnie nie poznałabym uroku tego miejsca, gdyby nie coroczny ultramaraton – Twardziel Świętokrzyski, który od 2004 roku odbywa się zawsze 1 maja. Trasa zawodów biegnie przez cały czerwony szlak im. Edmunda Massalskiego (100 km), a uczestnicy na pokonanie dystansu mają 22 godziny. Tradycyjnie start następuje wieczorem w Gołoszycach. Zwykle przy świetle czołówek wspinamy się na kolejne szczyty pasma, nasłuchując każdego odgłosu dochodzącego z lasu. Około północy docieramy na Święty Krzyż, gdzie według legendy o tej godzinie na gołoborzu odbywać się powinien sabat czarownic. To zdecydowanie najbardziej czarujący etap maratonu. I to właśnie Gołoszyce wybieramy na początek swojej zimowej wędrówki.
Z pokrytego gęstą mgłą z pyłu i zanieczyszczeń Krakowa jadę wieczorem w stronę Kielc. Aby dostać się rano do Gołoszyc, muszę wstać o nieludzkiej godzinie 5.30. Jakie jest moje zdziwienie, kiedy bus po prostu nie przyjeżdża! Zapomniałam, że w sobotę rano nie można ufać rozkładom… Następnego dnia namawiam tatę, aby podwiózł mnie wraz z dwoma kompanami do początku szlaku. Koło dziewiątej zaczynamy bieg z Gołoszyc na Święty Krzyż. Mimo że jest już koniec grudnia, wszystko nadal tonie w kolorach listopada – świat zlał się w najgorszym, mdłym odcieniu szarości. Gdzieś na horyzoncie majaczy niewyraźny blask wschodu słońca, które tego dnia nie wyjrzy nawet na chwilę. Na szczęście nawet taka pogoda nie zaburza uroku tych terenów. Szlak wiedzie piękną aleją lipową, pokrytą cienkim lodem, który zaświadcza nam o tym, że tu króluje zima. Zbocza mijanych przez nas wzniesień pokryte są warstwą śniegu, a ziemia zamarzła w finezyjnych kształtach ludzkich i zwierzęcych odcisków. Niedługo po wbiegnięciu do lasu napotykamy na przeszkodę w postaci ogromnych kamieni wyłożonych wzdłuż ścieżki.
– To nie kamienie, to lód! – krzyczy któreś z nas.
Przystajemy, bo nie możemy się nadziwić grubością 30-centymetrowych kawałków zmarzliny. Szczególnie, że od tygodnia temperatura w regionie jest mocno dodatnia.

Zima 1863
Maszerując przez Pasmo Jeleniowskie o tej porze roku, trudno mi jest opędzić się od myśli o powstańcach, którzy w styczniu 1863 roku ukrywali się między tymi samymi drzewami. Ówczesna zima również nie straszyła siarczystym mrozem, a noc zrywu niepodległościowego pełna była deszczu. Życie obozowe w lesie nie było tak różowe, jak przedstawia to nasza literatura czy filmy. Powstańcy rwali się do walki, lecz w praktyce musieli ciągle uciekać przed przeważającym liczebnie wrogiem.
Insurekcyjna egzystencja to ciągła wędrówka między ostępami leśnymi w najbardziej zapomniane i niedostępne części lasu. Problemy z wyżywieniem, bronią, higieną, tęsknota za najbliższymi oraz wszechogarniające zimno – to chleb powszedni każdego powstańca. Swój oddział pośród świętokrzyskiej puszczy formował – należący do grona najświetniejszych dowódców powstania – Karol Kalita, ps. Rębajło.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też