Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Niski

Miejsce na przygodę

NPM 6/2011
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Dębiec
Cergowej nie da się pomylić z żadną inną górą. Widok z pól nad Lubatową (fot. Tomasz Dębiec)
Ten niepozorny fragment Karpat oferuje wiele spokoju i łagodności, trochę sielanki i trudnego do podrobienia, specyficznego klimatu. Ale Beskid Niski potrafi też zaskoczyć, na przykład urwiskiem, jakiego nie powstydziłyby się dużo większe góry, czy zabytkowym industrialem, ukrytym w środku lasu.

Mam wiele ulubionych gór, ale Beskid Niski zawsze będzie dla mnie wyjątkowy. To w końcu moje rodzinne strony i choć prawie na pamięć znam tutejsze szlaki, zawsze wracam tu z uśmiechem na ustach. Jaki jest najlepszy sposób na obcowanie z tymi specyficznymi górami? Bardzo prosty. Polecam szczególnie przejście pasma ze wschodu na zachód. Trasę na przykład tygodniowego urlopu warto ułożyć tak, żeby nie przegapić najciekawszych atrakcji tych gór. Sam najczęściej odkrywałem uroki Beskidu Niskiego podczas jednodniowych wycieczek, ale najlepiej wspominam kilka dłuższych eskapad, jakie miałem okazję przeżyć na początku swojej górskiej pasji.

Przygoda na drzewie
Doskonałym pomysłem na poznanie tej części naszych Karpat jest wędrówka za czerwonymi znakami Głównego Szlaku Beskidzkiego. To pomysł klasyczny i sprawdzony przez rzesze górołazów. Przed laty, gdy zaczynałem moją górską przygodę, wpadliśmy z kolegą na pomysł, że na dobry początek wakacji przejdziemy z Baligrodu w Bieszczadach do Dukli w Beskidzie Niskim. Marszrutę wyznaczał właśnie GSB. To wtedy, przemierzając ten szlak, zostałem zainfekowany górską pasją na lata, choć podczas tej włóczęgi przeżyłem najstraszniejszą noc w życiu.
Pierwszy nocleg wypadł nam na łąkach rozłożonych na Jaworniku, tuż za Komańczą. Zresztą Komańcza to najlepsze miejsce na początek kilkudniowej wędrówki z plecakiem. Nie mieliśmy wtedy namiotu, ale noc pod chmurką wydała nam się niezłym „klimatem”. Niestety, na nasz biwak zorganizowany na małej platformie, umieszczonej pomiędzy konarami samotnie stojącego na polu buku, spadła prawdziwa nawałnica. Pioruny chyba tylko cudem omijały nasze drzewo stojące w szczerym polu. Resztki przezorności kazały nam rozwiesić nad głowami kawałek folii, która stworzyła dla deszczowej wody wielki zbiornik. Cóż z tego, kiedy przy próbie uwolnienia się spod niego, cała jego zawartość wylądowała na naszych głowach. Mimo nocnej przygody i tak było super! Z tamtej wyprawy zapamiętałem coś jeszcze, co powtarzało się niemal przy każdej wyprawie w Beskid Niski. Mimo wakacyjnego okresu, na trasie nie spotkaliśmy żywego ducha. Dziś można tu liczyć niemal na taki sam spokój jak kilkanaście lat temu. Może z wyjątkiem weekendów, kiedy sporo ludzi odwiedza na przykład widokowy szczyt Tokarni (778 m n.p.m.), znajdujący się na trasie GSB, górujący na Bukowskiem. Przy doskonalej przejrzystości powietrza wprawne oko dojrzy stąd nawet Tatry.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Beskid Niski
Polska

Zobacz też