Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | TOP 10 tatrzańskich szlaków

Między ciszą a ciszą

NPM 9/2015
Numer wyprzedany
Autor:
Łukasz Kaźmierczak
Na Gęsią Szyję naprawdę warto się wdrapać, bo widok z niej jest jeszcze lepszy niż z Rusinowej Polany (fot. Michał Sośnicki)
Dziesięć miejsc w Tatrach, których nazw być może nie kojarzymy od razu albo znamy je tylko ze słyszenia. Ale to właśnie tam znajdziemy spokój i ciszę. To będzie subiektywny TOP 10 tatrzańskich szlaków.

Tatry są zadeptane, tłok, tłok, tłok, nie ma już tam zupełnie pustych miejsc, bla, bla, bla. Pewnie, jak ktoś chce, to zawsze wdepnie w środek tatrzańskiego tłumu. Z tym akurat nie ma najmniejszego problemu. Wszystko jest kwestią wyboru, jak w kultowym „Matriksie”: czerwona tabletka to w lewo, niebieska – w prawo. Którą wybierzesz? Tłumy czy pustkę? Gwar czy spokój? Sprawdzoną klasykę czy drogę w nieznane?

1. Wyciąganie Gęsiej Szyi
To jest przypadek klasyczny, powiedziałbym wręcz: kliniczny. Wysiadając na Palenicy Białczańskiej – o ile tylko chcemy pozostać po polskiej stronie Tatr – mamy wybór ograniczony właściwie do dwóch tylko szlaków. Możemy oczywiście iść w kierunku Morskiego Oka, ale z czym to się wiąże, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Mało ekscytujące tuptanie przez osiem kilometrów po asfalcie, za to w interesującym otoczeniu całej, dosłownie całej Polski, przedstawicieli wszystkich możliwych stanów, profesji, preferencji i zachowań – przekrój całego polskiego społeczeństwa w najbardziej reprezentacyjnej i zawiesistej postaci. O każdej porze dnia, miesiąca i roku. Jest to może idealny spacer dla socjologa, ale na pewno nie dla miłośnika ciszy, kameralności i nastrojowości. W takich okolicznościach naprawdę tylko częściową rekompensatę stanowi oszałamiające otoczenie Morskiego Oka, które chyba nigdy nie może się znudzić. Ale to jednak coś dla mistrzów wewnętrznej emigracji, zdolnych odseparować się mentalnie od dzikich tłumów przewalających się wokół schroniska i po obu stronach jeziora.
Za to ci, którzy wybrali szlak w kierunku Rusinowej Polany, wygrali los na loterii – zaraz po zejściu z głównej drogi jest cisza, spokój i naprawdę mało ludzi. I nawet na ludnej i popularnej Rusinowej zawsze znajdzie się kawałek wolnej trawki i jakieś zaciszne, sympatyczne miejsce z widokiem, który niewiele ustępuje krajobrazowi nad Mokiem. Za to ludzi, tak na oko, jakieś kilka tysięcy razy mniej.
Zresztą Rusinowa to i tak tylko krótki przystanek, stacja pośrednia w drodze do głównej atrakcji, która od zbyt tłumnych odwiedzin odgradza się przy pomocy drewnianych schodów, mających przedziwne właściwości psychologiczne. Kto na nie spojrzy, myśli sobie: Naprawdę chce mi się tam włazić? W rezultacie na Gęsią Szyję wchodzą tylko nieliczni. A przecież widok stamtąd jest jeszcze lepszy niż z Rusinowej. Na dodatek dolomitowe skałki szczytowe przydają temu miejscu nastroju, uroku i prawdziwej górskości. Można tam siedzieć godzinami, czując się niczym marynarz na bocianim gnieździe wielkiego żaglowca.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też