Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Małgorzata Adamska

Marzę o wyjeździe na narty

NPM 5/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
( fot. Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne)
Z Małgorzatą Adamską, ratowniczką Grupy Krynickiej GOPR, rozmawia Jakub Terakowski.

Niedawno świętowaliśmy 8 marca. Czy jako ratowniczka GOPR czujesz się z racji płci jakoś szczególnie traktowana przez kolegów lub poszkodowanych?
Nie, koledzy nie traktują mnie ani ulgowo, ani protekcjonalnie. Mam te same prawa i obowiązki, wykonuję tę samą pracę. Nie czuję się ani uprzywilejowana, ani dyskryminowana. A ofiary wypadków? Również nie zauważyłam ani lekceważenia, ani wyróżniania mnie z racji płci. Jest mi natomiast znacznie łatwiej niż mężczyznom nawiązać kontakt z dziećmi. A jest ich dość dużo wśród poszkodowanych, którym udzielam pomocy, gdyż większość dyżurów pełnię przy wyciągach. Dzieci, przyzwyczajone do przedszkolanek i nauczycielek, mniej obawiają się obcych kobiet. Moim zdaniem w takich sytuacjach ratowniczki sprawdzają się najlepiej. Podobnie jest w przypadku instruktorek narciarstwa. W górach tylko raz zaskoczyłam poszkodowanych damskim głosem.

Głosem?
Tak. Akurat pełniłam dyżur na Przehybie, gdy centrala GOPR poinformowała mnie, że dwóch mężczyzn zabłądziło w pobliżu schroniska i potrzebują pomocy. Był późny zimowy wieczór. Szybko wrzuciłam do plecaka czekoladę, termos z gorącą herbatą oraz ciepłą odzież i wyszłam im naprzeciw. Równocześnie z dołu wyruszyli ratownicy na skuterach śnieżnych. Po kwadransie znalazłam poszkodowanych, oślepiłam ich czołówką, więc nie zauważyli emblematów ratownika na mojej kurtce. Zapytałam, co tutaj robią. Odpowiedzieli, że czekają na GOPR. Miny im zrzedły, gdy usłyszeli, że GOPR to ja… (śmiech) Spodziewali się skutera śnieżnego, który zawiezie ich do schroniska. Ale byli w dobrej formie, więc zaproponowałam, że wskażę im drogę. Ambicja nie pozwoliła odmówić, lecz wciąż mieli nadzieję, że skuter wybawi ich z opresji. Pozbawiłam ich złudzeń, zawiadamiając ratowników, że opanowałam sytuację, więc mogą zawrócić.

Nie obawiałaś się, że może im jednak zabraknąć siły na dotarcie do schroniska?
Nie, byliśmy blisko. Szlak przetarłam, a oni wezwali pomoc tylko dlatego, że się zgubili, ale w formie byli dobrej. Nota bene okazało się, że to sportowcy –bokserzy, którzy w ramach treningu postanowili pobiegać po górach. Gdy wyruszali, na dole nie było śniegu, wyżej spadł świeży puch. A oni włożyli adidasy i cienkie kurtki, nie wzięli latarek, do tego zaskoczył ich zmrok, więc nic dziwnego, że stracili orientację. Na góry nie ma mocnych, nawet bokser z nimi nie wygra…

Ty, jako kobieta, możesz mieć jeszcze mniej siły niż mężczyzna…
Owszem, ale wśród ratowników także zdarzają się osoby dość drobnej postury. Staram się na co dzień dbać o kondycję fizyczną, trenuję intensywnie crossfit [program treningu siłowego i kondycyjnego, podczas którego rozwija się siłę i masę mięśni – red.].

Ile ratowniczek jest w GOPR?
Tylko w mojej grupie krynickiej jest nas osiem na ponad 170 czynnych ratowników. W pozostałych grupach, o ile wiem, proporcje są podobne. Natomiast w TOPR jest tylko jedna ratowniczka – Ewelina Kozica-Zwijacz, pierwsza kobieta w ich szeregach od ponad 30 lat.

Jak trafiłaś do GOPR?
To dość banalna historia: mój tata jest himalaistą i ratownikiem, Tatry przedeptał całe. Szwendałam się z nim, gdzie tylko mogłam. Zabierał mnie też na dyżury. To było dla mnie naturalne, że zostanę ratownikiem, nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłoby być inaczej.

(…)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też