Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Agnieszka Schwenk-Sapeta

Mamy w górach dom

NPM 2/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
Rozmiary obiektu mogą być atutem (fot. Katarzyna Marzec)
Z Agnieszka Schwenk-Sapeta, gospodyni schroniska na Przysłopie pod Baranią Górą

Do listopada 2015 roku niemal wszystkie opinie internautów o schronisku na Przysłopie były negatywne. A gdy  przejęłaś obiekt, komentarze zmieniły się diametralnie. Jak to zrobiłaś?
Prawie wszystkich… Bo czasem ktoś narzeka na remont i trudno się temu dziwić. Jak to zrobiłam, a raczej zrobiliśmy? To chyba za dużo powiedziane, gdyż remont wciąż trwa i ciągle pracujemy na pozytywne opinie. W listopadzie 2015 roku wygraliśmy przetarg, bo nasza wizja prowadzenia schroniska zdobyła uznanie PTTK. Staramy się ją realizować.
 
Konkurencja była duża?
Trzy ekipy, w tym jedna z tak dobrymi „plecami”, że zastanawialiśmy się, czy w ogóle stawać w szranki.
 
Co zdecydowało, że Wasza wizja zwyciężyła?
Jesteśmy ludźmi gór. Ja pochodzę z Zakopanego, mąż z Radziechów pod Baranią Górą. W młodości trenowałam narciarstwo alpejskie, wspinałam się, później wciągnęło mnie paralotniarstwo – mąż podobnie. Dużo podróżowaliśmy – latem i zimą, po górach dalszych i bliższych, na piechotę, na nartach i rowerami. Mamy więc spore doświadczenie turystyczne, niezbędne do prowadzenia schroniska, dzięki czemu możemy sprostać wymaganiom, oczekiwaniom i potrzebom turystów. To nasz pierwszy atut.
Na naszą niekorzyść natomiast mógł przemawiać brak doświadczenia w branży gastronomiczno-hotelarskiej, lecz – jak widać – nie przemówił... (śmiech) Może dlatego, że wcześniej zawodowo zajmowałam się organizacją wyjazdów, szkoleń, zawodów i imprez integracyjnych, co też ma wpływ na moje kompetencje. A wizja? Cóż, sam obiekt wygląda nieefektownie, przysadzisty gmach rodem z PRL-u, lecz w jego wielkości kryje się też potencjał. Ta przestrzeń, odpowiednio wykorzystana, może być atutem. Nie chcemy poprzestać na oferowaniu noclegów i prostej gastronomii: żurku, fasolki i bigosu. Zależy nam też na organizowaniu imprez zarówno turystycznych, górskich, jak i kulturalnych oraz sportowych. Mamy już za sobą kilka spotkań podróżniczych, a także koncerty, warsztaty, szkolenia, liczne konkursy i inne atrakcje, jak na przykład Dzień Kawy czy Górski Festiwal Piwa. W planach mamy jeszcze organizację obozów, rajdów oraz zawodów: pieszych, biegowych, narciarskich i rowerowych. Zmieniamy też sam budynek. Poprzednio w schronisku funkcjonowały trzy poziomy użytkowe: gastronomia na parterze oraz noclegi na pierwszym i drugim piętrze. Teraz zamierzamy oddać do dyspozycji naszych gości także piwnicę. Chcemy uruchomić tam suszarnię, kuchnię turystyczną z jadalnią oraz największy hit – salę o powierzchni 90 metrów kwadratowych, która będzie służyła do organizacji imprez.
 
Nie jest tajemnicą, że schronisko trafiło w Wasze ręce w dość opłakanym stanie...
To było dla nas najtrudniejsze. Ogromne wyrazy wdzięczności należą się PTTK za przystąpienie do remontu. Przyznaję, że gdyby nie ich wsparcie, nie zdecydowalibyśmy się na prowadzenie tego schroniska. Remont był niezbędny i nie mógł się ograniczyć do pomalowania lamperii i zmian wykładziny. Kucie ścian, położenie nowych instalacji, murowanie to ogrom prac i olbrzymi wydatek. Zaczęliśmy od wyzwań, których nie widać, więc na początku turyści byli rozczarowani, że na Przysłopie wciąż nic się nie zmienia. Ale bez przygotowania administracyjnego i dobrych projektów nie można było rozpocząć remontu. Na pierwszy ogień poszła jadalnia, bo to wizytówka schroniska, miejsce, do którego zagląda każdy turysta. Jej remont był też łatwiejszy niż części hotelowej.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też