Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Marcin Kacperek

Mam sentyment do Giewontu

NPM 5/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Jakub Terakowski
Na szczycie Pigeon Spire, Bugaboos, Kanada (fot. Michael Catlett)
 Z Marcinem Kacperkiem, prezesem Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich, rozmawia Jakub Terakowski  

Marcin Kacperek, przewodnik IVBV, UIAGM, IFMGA – co oznaczają te skróty?
Wszystkie to samo: Międzynarodową Unię Związków Przewodników Górskich – po niemiecku, francusku i angielsku. Używane są wymiennie, w zależności od obszaru, i wszystkie są dobrze rozpoznawalne.

W Polsce też?
15 lat temu, gdy PSPW (Polskie Stowarzyszenie Przewodników Wysokogórskich) wstąpiło do IVBV, nie kojarzył ich tutaj praktycznie nikt, ale przez ten czas sytuacja uległa wyraźniej zmianie. Coraz więcej naszych rodaków wyjeżdża w Alpy, widzą tam szyldy tych organizacji nad wejściami do biur przewodnickich i stopniowo zapamiętują.

Kiedy i po co powstał IVBV?
W roku 1965, założycielami byli przewodnicy włoscy, francuscy, szwajcarscy i austriaccy, którzy – wyprzedzając wizję zjednoczonej Europy – wypracowali wspólne, jednolite standardy. Było to nie lada osiągnięciem, gdyż udało im się uniknąć rywalizacji, a przecież trudno byłoby się dziwić, gdyby przewodnicy z Zermatt próbowali zmonopolizować prowadzenie wycieczek na Matterhorn. Obecnie do IVBV należy 27 państw.

Ilu przewodników zrzesza IVBV?
Około sześciu tysięcy, w tym 33 Polaków z uprawnieniami ważnymi na rok 2013.

Czy przewodnik IVBV może prowadzić grupy na terenie wszystkich zrzeszonych państw?
Najczęściej przewodnik przyjeżdżający z własnymi klientami ma pełną swobodę działania. Tak jest praktycznie w całej Europie, ale już na przykład w Kanadzie należy wykupić specjalną polisę.

Każdy Polak, zamierzający zdobyć blachę IVBV, musi wstąpić do PSPW?
Europa jest otwarta, więc teoretycznie można zdać egzamin w innej, zagranicznej organizacji przewodnickiej, należącej do IVBV. Praktycznie jednak taki proceder jest źle widziany. Był podobny przypadek także u nas, gdy ktoś chciał wstąpić do IVBV poprzez szwajcarskie stowarzyszenie, argumentując, iż tam poziom szkolenia jest z pewnością wyższy. IVBV odmówiło, odpowiadając, że kurs prowadzony przez nas w niczym nie ustępuje obowiązującym wymogom.

Czy PSPW powstało tylko po to, aby wstąpić do IVBV?
To zbyt uproszczone stwierdzenie. Wróćmy pamięcią do wczesnych lat 90., otworzyły się granice, zaczęliśmy wyjeżdżać w Alpy, zobaczyliśmy tam przewodników, których kompetencje znacznie przewyższały umiejętności rodzimych, postanowiliśmy pójść ich śladem, założyliśmy PSPW.

My?
Dwudziestu przewodników tatrzańskich oraz członków Polskiego Związku Alpinizmu. Zaryzykowaliśmy, nie wiedząc, czy w Polsce w ogóle znajdą się chętni, by wynająć osobistego przewodnika na wycieczkę w góry. Tradycję mamy wprawdzie silną, bo wszystkie pierwsze wejścia na znaczące szczyty tatrzańskie prowadzone były przez przewodników, a w latach 30. mało kto chodził na Zamarłą Turnię samodzielnie, lecz komuna zmieniła wszystko. Indywidualną aktywność uznano za wrogą systemowi, a przewodnikom pozostawiono prowadzenie wycieczek zakładowych oraz dydaktykę. Dopiero 20 lat temu zaczęło się odradzać w Polsce profesjonalne, kompetencyjne przewodnictwo górskie, a znaczącą pozycję w tym procesie ma PSPW.

Nadal jednak przewodnik górski powszechnie kojarzony jest z energicznym starszym panem w czerwonym swetrze, prowadzącym grupę rozbrykanej młodzieży do Morskiego Oka.
Bo nadal istnieje zapotrzebowanie na takie usługi, a ja w niczym nie deprecjonuję wiedzy i umiejętności osób je świadczących. PSPW poszerza tylko spektrum działalności przewodnickiej. Notabene: gdybym teraz zakładał stowarzyszenie, wybrałbym inną nazwę. W polskiej nomenklaturze bowiem przewodnikiem górskim jest także osoba posiadająca uprawnienia na prowadzenie grup po Beskidach. Aby zatem wyróżnić się, zastosowaliśmy przymiotnik „wysokogórski”. W Alpach jednak każdy, kto przedstawia się jako przewodnik górski, jest traktowany jak pracujący zgodnie ze standardem IVBV. Prowadzi to do sytuacji, w których nasi zagraniczni partnerzy są zaskoczeni niekompetencją przewodników mianujących się górskimi. Myleni też bywamy z członkami innej organizacji przewodnickiej – UIMLA, którzy nie mają uprawnień do prowadzenia wycieczek na lodowce i całoroczne pola śnieżne oraz tam, gdzie konieczne jest planowe użycie liny.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też