Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Michał Klażyński

Majster Bieda zbierał tu jagody

NPM 11/2012
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(Fot. archiwum Michała Klażyńskiego)
 Z Michałem Klażyńskim, gospodarzem Bacówki pod Małą Rawką w Bieszczadach, rozmawia Jakub Terakowski  

Gdy kilka dni temu zadzwoniłem do bacówki pod Małą Rawką i poprosiłem o numer Twojego telefonu, podano mi numer komórki schroniska w Jaworzcu. Czy możesz to jakoś wytłumaczyć?
Nie podejrzewałbym nikogo o sabotaż... (śmiech). Przypuszczalnie odebrała praktykantka, która znalazła w spisie kontaktów imię Michał i podyktowała dane mojego imiennika, gospodarza z Jaworzca. Prowadziłem kilka obiektów, ale akurat tam byłem tylko gościem.

Zatrudniasz dodatkowych pracowników w sezonie?
Tak. Swego czasu miałem podpisaną umowę z poznańską AWF, a teraz przyjmuję studentów z Rzeszowa.

I mylą nazwy szczytów, podobnie jak gospodarzy?
Poważnych błędów nie popełniają, a Rawki potrafią odróżnić od Jaworzca, chociaż wizualnie są bardzo do siebie podobne. Obydwie bacówki wybudowano zgodnie z tym samym projektem Edwarda Moskały... Podobnie jak dziewięć innych. Te niewielkie obiekty miały służyć turystom indywidualnym, jako alternatywa dla schronisk – molochów, obleganych wówczas przez wycieczki zakładowe i grupy stacjonarne. Bacówka pod Małą Rawką była jedną z ostatnich wzniesionych według tego projektu. Otwarto ją w roku 1979.

Jak tu trafiłeś?
Pochodzę z samego środka Polski, z Łowicza. Studiowałem w Łodzi. Dwanaście lat temu wystartowałem w konkursie na gospodarza Chaty w Łupkowie. Przegrałem, lecz po kilku miesiącach pojechałem tam, aby zobaczyć, jak radzi sobie mój konkurent. Okazało się, że zdezerterował. Chata stała pusta, zostałem w niej „przez zasiedzenie”. I tak się zaczęła moja przygoda z Bieszczadami.

A skąd pomysł, aby w nie pojechać? Siedziałeś w Łowiczu i nagle Ciebie olśniło?
W czasach studenckich jeździłem w góry regularnie, dzieląc swoje uczucia pomiędzy Tatry i Bieszczady, lecz nic nie wskazywało na to, że osiądę w górach na stałe. Przypadek chciał, że przeczytałem gdzieś ogłoszenie o rekrutacji prowadzonej przez Stowarzyszenie Miłośników Schroniska w Łupkowie i wsiąkłem...

Dlaczego zatem jesteś teraz tu, a nie tam?
Chata w Łupkowie jest bardzo trudna do prowadzenia. Nie ma w niej prądu ani bieżącej wody, nie nadaje się do całorocznego zamieszkania. Spędziłem w niej półtora roku i odszedłem do pensjonatu w Osławicy, lecz brakowało mi w nim atmosfery schroniska. Skontaktowałem się z Robertem Żechowskim, prowadzącym wówczas dwa obiekty: Rawki i Kremenaros, jego żona też pochodzi z Łowicza.

Nie ma jak Łowicz!
Łowicz rządzi! Robert zatrudnił mnie w bacówce pod Rawką. Trzy lata później odszedł, a ja wygrałem przetarg.

Przeszedłeś tam wszystkie szczeble kariery?
Nie było ich aż tak wiele, praktycznie tylko dwa: pracownik i gospodarz.

Bywałeś pod Rawkami wcześniej, jako turysta?
Wyobraź sobie, że nie. Nigdy tam nie dotarłem, chociaż po Bieszczadach wędrowałem sporo. Bacówka jest doskonałym punktem wypadowym, ale ja zawsze chodziłem swoimi ścieżkami, z dala od utartych szlaków. Jej próg po raz pierwszy w życiu przekroczyłem kuchennymi drzwiami.

I co sobie wtedy pomyślałeś?
Że to piękne miejsce.

Nadal tak uważasz?
Wciąż odkrywam jej uroki. Zimą jest kameralna, cicha, tylko dla pasjonatów i wtajemniczonych, a latem pozwala finansowo przetrwać. Myślę, że jest doceniana także przez turystów. Wśród bieszczadzkich schronisk w Waszym rankingu schronisk górskich „n.p.m.” zajęła pierwsze miejsce. Staram się dbać o dobrą atmosferę. Dużo się pod Rawkami dzieje... Najpopularniejsze są Czejtowiska, czyli organizowane dwa razy w roku spotkania podróżników, połączone z prezentacją zdjęć. Jesienią zaprosimy na trzynastą edycję. Ich duszą jest Wojtek Marzec z Grupy Wyprawowej Chate.pl.

A dlaczego Czejtowiska zawsze odbywają się pod Rawkami?
Bo, po pierwsze, Wojtek pochodzi z Łowicza... (śmiech)

No tak, to wiele wyjaśnia...
A po drugie, jeżdżę z nimi na wyprawy. Byliśmy razem w Maroku i Ameryce Południowej.

Jak godzisz takie wyjazdy z obowiązkami gospodarza?
W rachubę wchodzi tylko sezon zimowy, od stycznia do marca.

Zamykasz wtedy bacówkę na siedem spustów?
Zawsze zostaje w niej przynajmniej jeden z moich pracowników.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też