Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Wydarzyło się | Ten pierwszy raz w Tatrach

Majówka z „n.p.m.” i Portalem Górskim

NPM 7/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka, Michał Parwa
Uczestnicy majówki prawie w komplecie. Wszyscy przekonani, że spotkanie w Roztoce trzeba będzie powtórzyć (fot. Grzegorz Stodolny)
Ogromny sukces organizowanego od 12 lat Biwaku Zimowego „n.p.m.” sprawił, że postanowiliśmy przygotować wiosenną wersję naszego spotkania z czytelnikami. Chcieliśmy zaprosić Was w Tatry. A jeśli Tatry, to wiadomo, że najlepsze schronisko leży w Dolinie Roztoki. I tak zrobiliśmy ten pierwszy raz…

Corocznie, kiedy kończymy nasz Biwak Zimowy „n.p.m.”, słyszymy pełne smutku głosy: – A kiedy następne spotkanie? Postanowiliśmy w tym roku zaryzykować. Trzy miesiące po biwaku w Pasterce zaprosiliśmy naszych czytelników i miłośników gór na wiosenny zjazd. A że zawsze marzyliśmy o „n.p.m.”-owej imprezie w Tatrach, wybór mógł być tylko jeden: schronisko w Dolinie Roztoki, które w 2015 roku wygrało IV Ranking Schronisk Górskich „n.p.m.”. Oczywiście namioty zamieniliśmy na czyste i zadbane pokoje, a śnieg na ciepłą posadzkę. Ale przecież himalaiści, wspinając się na ośmiotysięczniki, pozwalają sobie w różnych okolicznościach przyrody na odrobinę luksusu. Dlatego nie chcieliśmy być gorsi.
Obaw było wiele, z podstawową na czele: czy znajdą się chętni? Ale sympatycy „n.p.m.” nie zawiedli. Do Roztoki przyjechała wspaniała ekipa młodszych i starszych, całe rodziny, jak i górscy soliści. Nie zabrakło oczywiście zakochanych par, dla których randka w Tatrach to idealny sposób na weekend. Było nawet niemal pełne równouprawnienie – niemal, bo odnotowaliśmy lekką przewagę kobiet. I tak Majówka z „n.p.m.” i Portalem Górskim ruszyła w trzeci weekend maja.
 
Najważniejsi są goście
Sukces najbardziej renomowanych festiwali górskich na całym świecie polega na ściągnięciu atrakcyjnych gości. To oni, górscy bohaterowie z licznymi sukcesami na koncie, przyciągają ludzi, którzy chcą słuchać opowieści o zwycięstwach, ale i porażkach. Obecność w Tatrach wykorzystaliśmy do zaproszenia zakopiańczyków, bo któż inny, jak nie oni, może z tak wielką fascynacją opowiadać o górach.
Ryszard Gajewski i Maciej Pawlikowski to legendy polskiego himalaizmu lat 80. Sukcesów mają co niemiara, ale odnotujmy dwa najważniejsze. Gajewski w 1984 roku dokonał pierwszego zimowego wejścia na Manaslu (8156 m n.p.m.). Rok później Pawlikowski wszedł zimą jako pierwszy na Czo Oju (8201 m). Oba te wyczyny łączy nieżyjący już Maciej Berbeka, który zginął podczas zejścia z Broad Peaku w 2013 roku. To była właśnie ta mocna zakopiańska ekipa.
Gajewski i Pawlikowski to ogień i woda. Pierwszy to gawędziarz, który o górach opowiada z taką pasją, że zapomina o jakiejkolwiek chronologii. Czasem wydaje się, że nad wszystkim panuje wielki chaos. Na szczęście Pawlikowski to człowiek bardziej uporządkowany, który, gdy trzeba, potrafi swojego emocjonalnego przyjaciela hamować. Dlatego taka prezentacja w duecie ma swój urok.
– Popatrzcie, jaki my wtedy mieliśmy sprzęt – mówił Gajewski. – My o tych wszystkich gore-texach mogliśmy tylko pomarzyć. Ortalionowe kurtki, ciężkie namioty, buty, w których o odmrożenia było o wiele łatwiej niż dziś. A i tak wspinaliśmy się, gdy wiatr przekraczał 100 kilometrów na godzinę – dodawał Pawlikowski.
I tak przenieśliśmy się w piątkowy wieczór w góry najwyższe, w romantyczne czasy wspinaczki lat 80. Ale kto myśli, że wtedy było tylko romantycznie, jest w błędzie. – Legendarny kierownik Andrzej Zawada wyznawał na przykład zasadę, że jak pierwsza dwójka szczyt już zdobędzie, to kończymy wyprawę. Ja mu tego wybaczyć nie mogłem i w końcu powiedziałem, że więcej z Zawadą nie pojadę – mówił Gajewski.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”