Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Niżne Tatry

Majówka samotnika

NPM 5/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Grzegorz Grupiński
Dziumbir (2043 m n.p.m.). Pół Słowacji u stóp (fot. Grzegorz Grupiński)
Im bliżej długiego weekendu, tym bardziej kurczyła się umówiona ekipa. Rozpaczliwe próby znalezienia towarzystwa przez internet nie dały rezultatu. W końcu w górach wylądowałem sam. I dobrze – za mój upór Niżne Tatry odwdzięczyły mi się sowicie.

Kiedy stalowa gąsienica wypluła mnie na peronie w Popradzie, pomyślałem, że to wariactwo: taki kawał jechać na tak krótko.
– Na zaledwie trzy dni! – powtarzałem sobie. Z mojego miasta znacznie bliżej jest do Kopenhagi niż pod Tatry. Nic dziwnego, że bilet zakupiony w Poznaniu budził zdziwienie konduktorów. Ileż kilometrów, przesiadek, samemu?
A przecież Poprad to nie koniec. Kiedy fala rodaków, korzystających z długiego weekendu, rusza do szturmu na podtatrzańskie uzdrowiska i baseny, ja z ulgą pakuję się do pustego autobusu, podążającego w przeciwną stronę.

Słowacjo, ojczyzno moja
Wieś Telgart na południowo-wschodnim skraju Niżnych Tatr. Chłód poranka. Po busie został ledwo wyczuwalny zapach spalin. Celebruję początek moich krótkich wakacji. Siadam na krawężniku przed „potravinami” ze świeżą bułką, kawałkiem sera i kartonikiem soku. Gdzieś obok pyrkocze traktor, babcia w chustce kupuje chleb, zieleń gór kontrastuje z błękitem nieba. Słowacjo, ojczyzno moja… Ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto męczył się kilkanaście godzin w podróży.
Przede mną szlak na Kral’ovą hol’ę (1946 m n.p.m.) – najwyższy szczyt wschodniej części Niżnych Tatr. Ja i mój ser znajdujemy się na 880 metrach i cieszymy się, że przed nami takie syte podejście.
Tu właśnie zaczyna się liczący grubo ponad 100 kilometrów główny grzbiet Niżnych Tatr – najwyższych, poza „właściwymi” Tatrami, gór Słowacji. Niesłusznie z nimi łączone, a czasami mylone z Tatrami Zachodnimi, stanowią odrębny górski świat – rozległy i zaskakujący. Są tu długie połogie grzbiety (o tej porze roku okraszone jeszcze płatami śniegu), urwiste wapienne turnie, łany kosówki i górskie hale. I, co najważniejsze, główną granią można wędrować bez tłumów turystów dobre kilka dni, parę razy tylko schodząc poniżej granicy lasu. A gdy jeszcze dopisze pogoda, czeka nas fantastyczny widok na Tatry Wysokie i Zachodnie.
Głęboko wcięta przełęcz Čertovica (1238 m n.p.m.) dzieli Niżne Tatry na dwie mniej więcej równe części. Królem zachodniej jest Dziumbir (Ďumbier, 2043 m n.p.m.), obok niego położony jest dobrze znany narciarzom Chopok (2024 m n.p.m.), zaś we wschodniej części panuje wspomniana Kral’ova hol’a.
Mozolnie, ale przyjemnie. Korzystam z przywileju samotnika i idę swoim tempem. Zabudowania Telgartu dawno już za mną. Podchodzę gęstym lasem, który się przerzedza i wreszcie rozmienia na coraz drobniejsze wysepki, otoczone bezmiarem zrudziałej trawy i otwartej przestrzeni. Kiedy widzę już budynek stacji przekaźnikowej na Kral’ovej hol’i, pojawia się pierwszy człowiek. Końcówką drogi prowadzącej ze wsi Šumiac wspina się mała sylwetka na rowerze. Też samotnik.
Majowe słońce zaczyna ostro przygrzewać. Tuż obok cicho szemrze strumyk, obramowany soplami lodu na trawie, a od odgarniętego z drogi śniegu bije chłodem. Surrealistyczny widok: płaska, rudotrawiasta góra, stacja z monstrualną anteną, słońce i majowe niebo. A do tego te śnieżne okopy i… wyłaniający się zza nich biały łańcuch Tatr.
Chwilę tylko poświęcam na zwiedzenie przedsionka budynku stacji. Podobno jest on zawsze otwarty i w razie czego może służyć za miejsce awaryjnego noclegu kilku osób. Mnie jednak nie w głowie sen, w końcu jest dziesiąta rano. Znajduję w miarę zaciszny kącik między niskimi skałkami – wieje bowiem solidnie – i sięgam po wiktuały.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Niżne Tatry
Słowacja

Zobacz też